DAGGER IN MY HEART

Rozdziały w każdą sobotę lub jeśli będą 4 komentarze, rozdział pojawi się wcześniej.

sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział 9

Powoli zaczęły dochodzić do mnie strzępki rozmowy, ale nic nie rozumiałam. Czułam, że ktoś przy mnie siedział. W pokoju było chłodno.
- No i po co jej mówiłeś?-denerwował się Sykes.- Tylko kłopoty z tego będą.
- Nie rozumiesz? Nikki musi znać prawdę. Poza tym jesteś jedyną osobą, której to nie pasuje.
- Róbcie, co chcecie- strzelił focha i wyszedł trzaskając drzwiami. Nie mogłam już spać, a udawać nie chcę. Otworzyłam oczy, ale szybko je zamknęłam, bo oślepiło mnie światło. Spróbowałam podnieść powieki jeszcze raz, jednak tym razem wolniej.
- Nikki? Jak się czujesz?- zaczęła dopytywać się Amy- trzymaj- podała mi wodę. Upiłam mały łyczek.
- Dzięki, już lepiej i przepraszam…
- Ale za co? Za to, że dowiedziałaś, że masz brata, za to, że ukrywaliśmy przed tobą prawdę, czy za to, że mój brat ma non stop humorki?- wyliczała dziewczyna.
- Może wyjdziemy na zewnątrz? Trochę odpoczniesz?
-Ale przecież…
- Nath? Nie przejmuj się nim- powiedział Jack i pomógł mi wstać. Wyszliśmy do ogrodu, a Amy natychmiast podbiegła w stronę leżaka. Kiedy byliśmy bliżej basenu, zauważyłam, że Nathan czyści broń. Na mojej skórze momentalnie pojawiła się gęsia skórka i odruchowo schowałam się za Jack’a. Na twarzy Sykesa pojawił wredny uśmieszek.
- Nikki, on ci nic nie zrobi, prawda Nath?
- Jasne Jack, jakbym mógł coś zrobić twojej siostrzyczce. NICOL powinna się czuć jak w domu.- Celowo to powiedział. Wie, że nie lubię pełnej formy imienia oraz wie, że nie jeśli chodzi o dom, to nie mam miłych wspomnień. Nie chciałam z nim tu siedzieć, więc zawróciłam. Amy poszła ze mną.
- Coś ci pokażę- szepnęła mi na ucho i zaprowadziła mnie do jakiegoś pokoju obok za salonem. Zauważyłam tam piękny czarny fortepian. Kiedyś uczyłam się grać. Za nim tata nas zostawił, a później w szkole się specjalnie zapisałam na zajęcia, żeby ja najpóźniej wracać do „domu”.
-Ładny, prawda?- zapytała, patrząc na mnie.
- Śliczny- odpowiedziałam spoglądając kątem oka na zewnątrz.
-Jack mówił, że chodziłaś  do szkoły muzycznej. –z radością oznajmiła mi Amy.
-Tak, to prawda, ale skąd on o tym wie?
-On wie więcej niż przypuszczasz -uśmiechnęła się blondynka- Zagraj coś.
-Ale nic już nie pamiętam- próbowałam się bronić.
-Tego się nie zapomina- popchnęła mnie w stronę fortepianu. Spojrzałam się na nią z miną typu „ty chyba żartujesz”, jednak podeszłam i zaczęłam grać pierwszą lepszą piosenkę, która przyszła mi na myśl. Od razu dałam się ponieść muzyce i z przyzwyczajania zamknęłam oczy.


                                                                      Little Mix
                  
                   She lives in a shadow of a lonely girl
                   Voice so quiet you don't hear a word
                  
Always talkin' but she can't be heard

                   You can see it there if you catch her eye
                   I know she's brave but it's trapped inside
                   Scared to talk but she don't know why

                    Wish I knew back then what I know now
                    Wish I could somehow go back in time
                    And maybe listen to my own advice

                     I'd tell her to speak up, tell to shout out
                     Talk a bit louder, be a bit prouder
                     Tell her she's beautiful, wonderful, 
                       everything she doesn't see

                     You gotta speak up, you gotta shout out
                     And know that right here, right now
                     You can be beautiful, wonderful
                        Anything you wanna be.......

 

Gdy otworzyłam oczy, zauważyłam stojącego w drzwiach Nathana. Natychmiast umilkłam i przestałam grać.
-Widzę, że piękna umie grać na fortepianie ...i  całkiem przyzwoicie śpiewa- powiedział wrednym głosem
-Przestań mi dokuczać! –miałam już dosyć jego zachowania.
-Przepraszam panno Nicole- odparł z głupim uśmieszkiem na twarzy. Chciałam mu odpysknąć, ale nie było mi to dane, ponieważ zadzwonił jego telefon.
-Halo?-zaczął i wyszedł na korytarz.
-Ślicznie śpiewasz- powiedział Jack, kładąc rękę na moim ramieniu.
-Dzię…- znowu nie dokończyłam, bo chamsko mi przerwał Nathan.
-Amy, Jack…zbierajcie  się.  Za godzinę macie odebrać z dworca rodziców!
-CO?!- Amy była zaskoczona tą informacją- Muszę się ogarnąć! Dom trzeba ogarnąć!- zaczęła panikować i pobiegła na górę. Nie wiedziała, co zrobić.
- Jack…?- zwróciłam się do brata.



-----------------------------------------------------------
Hej jak sie trzymacie?
Nareszcie Wakacje!!!Cieszycie się?Bo ja bardzo <3
Jeżeli ktoś  nie lubi Little Mix to bardzo przepraszam. Po prostu gdy pisałam ten rozdział miałam fazę na tą piosenkę.Mam nadziej że mi wybaczycie.
No to chyba tyle.Do następnego.Życzę  miłych wakacji. Pozdrawiam i do zobaczenia <3

sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 8

Leżałam na łóżku i oglądam zdjęcie, które znalazłam rano. Myślałam też nad tym, co powiedział mi Nathan. Nagle usłyszałam otwierające się drzwi. Chciałam szybko schować zdjęcie, ale nie miałam szans. Na szczęście to nie był Nathan tylko Jack. Teraz miałam okazję spytać się, o co chodzi z tym "moim bratem".
-Co porabiasz? –zapytał, siadając obok mnie
-Jak myślisz, co mogę robić zamknięta jak Fiona w wieży? Oczywiście czekam Shreka- zironizowałam, a Jack lekko się uśmiechnął.
 -To może inaczej. Nad czym tak myślisz?
-Nad kopertą od mamy, a dokładniej nad zdjęciem-powiedziałam, patrząc się na niego ze smutkiem. Jack zerknął na fotografię, a po chwili powiedział.
- Nikki, muszę ci coś powiedzieć- mówił powoli wpatrując się w kopertę. Oparłam się wygodniej o zagłówek łóżka i przytuliłam się do poduszki. W ciszy czekałam na to, o czym chce mnie poinformować Jack.
- Wiesz kto jest na tym zdjęciu? Oprócz ciebie i rodziców oczywiście.- Pokręciłam przecząco głową. Wtedy chłopak zaczął czegoś szukać w kieszeniach, a po chwili wyciągnął małą złożoną karteczkę i podał mi ją. Niepewnie ją wzięłam i otworzyłam, a moim oczom ukazała się identyczna fotografia. Nie mogłam w to uwierzyć. Czyżby Jack był tym chłopcem ze zdjęcia? Ale jakim cudem? Spojrzałam na niego wyczekująco. 
- Nikki, jestem twoim bratem- powiedział cicho, a nie wiedziałam jak zareagować. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Jack mnie objął ramieniem, a ja jeszcze mocniej się w niego wtuliłam i płakałam jak małe dziecko. Chłopak kontynuował- bo wiesz....kiedy miałem siedem lat, ojciec zabrał mnie do miasta. Mieliśmy odebrać jakiegoś jego znajomego z dworca. To był tylko pretekst, żeby mnie tam zostawić. Chciałem go szukać, ale to było bezskuteczne. 
W końcu zainteresowała się mną policja. Byliśmy kilka tygodni po przeprowadzce. Okazało się, że adres, pod którym rzekomo mieszkaliśmy, nie istnieje tak samo jak X Y Z Diaz. Trafiłem do domu dziecka, a kiedy stamtąd wyszedłem, poznałem Nathana i Amy. W Amy się zakochałem, zwłaszcza przez jej charakter, który tak bardzo przypominał mi ciebie. Spokojna, a jednocześnie porywcza. Odważna, walcząca o swoje i także czuła i współczująca- zamilkł na chwilę. Wszystkie te informacje sprawiały, że robiło mi się słabo. Jednak się nieco uspokoiłam i już nie płakałam. Nie rozumiałam tylko jednej rzeczy.
- Dlaczego tata to zrobił?- zapytałam słabym głosem. Jack westchnął.
-Ojciec to straszny tyran...- zawahał się, jakby rozważał czy powiedzieć mi resztę. -Może to był powód rozstania rodziców. On... zdradzał mamę i na każdym kroku ją poniżał. A najgorsze było to, że jak chciałem coś zrobić, to on był jeszcze bardziej brutalny. Już wtedy, gdy mnie się urodziłaś, był zamieszany w najgorsze przekręty i oszustwa w kraju. 
Rodzina zaczęła mu przeszkadzać. Zostawił nas. 
- Ale niby dlaczego do mnie pisał po wyjeździe?- ta kwestia mnie nurtowała.
- Nikki, pomyśl. Przed tobą tylko zgrywał idealnego tatusia. Zostawił ciebie i mamę, ale i tak zamierzał cię później przeciągnąć na swoją stronę- tłumaczył Jack.
- A dlaczego mnie porwaliście? 
-Żeby cię chronić- tu się lekko uśmiechnął- chociaż sprawa wyglądała na początku zupełnie inaczej. Kiedy 
dowiedzieliśmy się On zamierza odebrać jakąś panienkę z lotniska, stwierdziliśmy, że to będzie doskonała okazja do zemsty. Nie pytaj, kiedyś indziej ci wytłumaczę. Wtedy, w galerii, nie wiedziałem jeszcze kim jesteś, chociaż miałem wrażenie, że cię znam.Dopiero później Nath mi powiedział. Kiedy już znalazłaś się tutaj, Nath mimo wszystko chciał zrealizować swój plan, jednak z Amy przekonaliśmy go, że nie możesz wrócić do ojca. Gdyby tak się stało,  stracilibyśmy cię na zawsze.
- Jak? Dlaczego?
- Dlatego, że ojciec...- Jack nie mógł się zebrać, że mi to powiedzieć.
- Wyduś to z siebie do cholery- nie mogłam już wytrzymać.
- Ojciec jest płatnym zabójcą- powiedział z odrazą. 
-Co?!-wstałam i podeszłam do okna. Na zewnątrz widziałam Ami opalającą się nad basenem i bawiącą się pistoletem oraz Nathana czyszczącego kilka innych broni?! Nie, tego już za wiele.
- Nikki, to dla twojego dobra. On prędzej czy później by cię zabił. Średnio co miesiąc sobie kogoś sprowadza do pomocy, a potem zabija. Kiedy przyleciałaś, był akurat termin, jak ktoś nowy miał się zjawić.
- Serio? I to porwanie ma mnie chronić? Czy ty wiesz, co ja przechodziłam przez ostatnie dziesięć lat? Czy chociaż przez chwilę pomyślałeś jak ja się czuję z tym wszystkim!? I co? Wy też nie jesteście święci!
- Nikki, spokojnie. Wytłumaczę ci wszystko- próbował uspokoić mnie Jack.
-Spokojnie?! Jak ja mam być spokojna, skoro najpierw mówisz mi, że chcesz mnie chronić przed płatnym zabójcą, a kilkanaście sekund później widzę chłopka, który mnie nienawidzi i czyści sobie pistolety! To ma mnie uspokoić? 
Dzięki temu ma wam zaufać?- pytałam, a mój głos robił się coraz słabszy. Oparłam się o ścianę, ale nie miałam siły stać. Powoli osuwałam się na podłogę.
-Nikki, w porządku? NIKKI?!-wołał Jack. To było ostatnie, co zapamiętałam.
----------------------------------------------------------------------------------
Hej :) to znowu ja 
Przepraszam was za ostatniego posta ponieważ zapomniałam że to była sobota.Mam nadzieje że mi wybaczycie :p
Czytajcie, komentujcie pozdrawiam i do następnego :)
P.S. Mam jutro zawody więc jakby moglibyście trzymać kciuki  za moich chłopaków. :P
 

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 7



Kilka dni później…
Od ostatniej sprzeczki z Nathanem nie wychodzę z pokoju. Wiem, że jest w domu, i że nadal jest na mnie zły, ale na szczęście nie widuję go. Nie chce mu znowu podpaść. Jedyne na co czekam, to na powrót do domu, chociaż z każdą godziną spędzoną tutaj, wydaje mi się to tylko nierealnym marzeniem. Zupełnie jakby kłótnia z Dickiem, rozmowa z ojcem, pożegnanie z mamą było wieki temu. Właśnie, mama! Kiedy opuszczałam dom, coś schowała mi do torebki, a ja zupełnie o tym zapomniałam.  Szybko wzięłam torebkę i wyciągnęłam białą kopertę. Powoli ją otwarłam, ponieważ nie wiedziałam, czego się mogę spodziewać w środku. Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam małe zdjęcie przedstawiające mnie (maiłam dwa albo trzy latka), rodziców i jakiegoś chłopaka. Kim on był? Długo mu się przyglądałam i odniosłam wrażenie, że gdzieś już widziałam ten uśmiech, ale nie mogłam sobie przypomnieć gdzie. Na odwrocie było kilka słów. Widać, że mama pisała je w pośpiechu: Drogie dzieci, zawsze was będę kochać. Że co proszę?! Ten chłopak to mój brat? Niby jak? Przecież chyba by mi powiedzieli, gdybym miała rodzeństwo. Niby czemu rodzice mieli to przede mną ukrywać? Nic z tego nie rozumiałam. Nagle usłyszałam, jak ktoś wchodzi na piętro. Szybko wrzuciłam zdjęcie do torebki i odłożyłam ją na komodę. Gdy siadłam na łóżku, drzwi się otworzyły.
-Gotowa?!-do pokoju wpadał Amy.
-Yyy-… na co?-zapytałam. Nie do końca zrozumiałam, o co jej chodzi. -Idziemy się przejść- oznajmiła wesoło dziewczyna.
-My  mamy   gdzieś  wyjść?- powtórzyłam powoli. Nie spodobał mi się ten pomysł, bo wiedziałam jak Sykes na to zareaguje.
-No nie daj się prosić- nalegała Amy.
-Ale ja nie...- nie mogłam skończyć, ponieważ dziewczyna załapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć za rękę.
-Nie...puść!!!-próbowałam wyrwać się z uścisku.
-Chodź i nie marudź.
-Nie!... Przecież Nathan
-Aaa… Nath? Przesadzasz, on nie jest taki zły.- powiedziała dziewczyna z uśmiechem.
-Nie... proszę!- nie poddawałam się.
-Nie marudź tylko chodź!!!!- naciskała jeszcze bardziej. Spuściłam głowę i poszłam za dziewczyną. Nie wiem kiedy wróci Nathan, ale wiem, że nie będzie wtedy przyjemnie. W duchu cieszyłam się, że mogę wyjść, jednak cena tego spaceru mnie przerażała.
-Grzeczna dziewczynka- dodała Amy z wielkim uśmiechem na twarzy. Ja się tak nie byłam taka zadowolona jak ona, bo czuję, że to będzie jeden wielki Armagedon, ale  jak się nie zgodzie, to mi nie da spokoju.
                          
     ***
Spacerowałam z  Amy po okolicy jakieś pół godziny. Ślicznie tu było. Zadbane trawniki i rabatki z kwiatami. Dalej las i jakaś droga, na którą wystarczy tylko raz spojrzeć, żeby stwierdzić, że nikt tędy nie jeździ. A jeśli jeździ, to bardzo rzadko. Nie było żadnego śladu obecności innych domów w pobliżu.  Według mnie ta okolica była nieco dziwna, ale piękna. Wielkie jezioro po drugiej stronie wspaniale odbijało promienie słoneczne i dodawało temu miejscu jeszcze więcej uroku.
-Wracamy?-spytała Amy. Ja tylko pokwikiwałam głową. Musiałam przygotować swoją psychikę na wkurwionego Nathana, chociaż w duchu modliłam się, żeby go nie spotkać. Kiedy o nim pomyślałam, mój humor szybko się pogorszył, a cała radość z powodu spaceru momentalnie się ulotniła.
                                ***
Nie zdążyłyśmy jeszcze wejść do domu, a już z daleka widziałam na maksa wkurwionego Nathana. Uuuu…. Teraz to się zacznie. Głęboki wdech.
-Co ty kurwa sobie wyobrażasz!!!!-zaczął się naprawdę głośno drzeć, a ja spuściłam głowę. Bałam się na niego spojrzeć  -Ty nie masz prawa wychodzić z pokoju, a co dopiero z domu!!!
-Nathan, przestań się na nią drzeć!!!-stanęła w mojej obronie Amy.-To ja ją na to namówiłam!
- Żartujesz sobie Amy?!
- NIE!!! Zresztą Nikki może to potwierdzić, co nie Nikki?- zwróciła się do mnie, a ja tylko pokiwałam głową.
-Co? Bo nie słyszę!!!-nachylił się nad mną Sykes.
-Tak, to prawda-podniosłam wzrok. W drzwiach dostrzegłam lekko uśmiechającego się Jacka i w tym samym momencie przypomniałam sobie o zdjęciu, które znalazłam w pokoju.
-Czy ty mnie słuchasz?!- Nathan dalej krzyczał.
-Ta...znaczy nie-odpowiedziałam, próbując zorientować się, o co chodzi. Jacka nie wytrzymał i wybuchną śmiechem, na co Nathan spojrzał się na niego tak, jakby chciał go zabić. Amy również się śmiała, a ja? Jedynie kąciki moich ust się lekko podniosły.
-Sorry!!-wykrzyczał Jack, na co Nath machnął ręką i złapał mnie za nadgarstek.
-Idziemy!-zaczął ciągnąć mnie w stronę schodów. Wiedziałam, że zaraz zamknie nie w pokoju. Gdy weszliśmy do sypialni, puścił mnie.
-Jesteś taka sama jak twój barat-powiedział  wrednie i wyszedł. Jaki brat? Co to znaczy? Może to ma coś wspólnego z tym zdjęciem? Już wiem, kogo o to zapytam. Na pewno Jack będzie coś o tym wiedział, bo skoro Nathan wie to on też powinien o tym coś wiedzieć. Żałuję, że nie wyjechałam z babcią do tych cholernych Niemiec, kiedy mi to proponowała dwa lata temu. Miałabym chociaż spokój z Dickem i z tymi tutaj...

sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 6

Powoli schodziłam na dół za blondynką,nieco przerażona tym,  kogo tam spotkam. Jednak nie dałam tego po sobie poznać. Amy weszła pierwsza do kuchni i oznajmiła, że przyprowadziła mnie na kolację. Nathan rozmawiający z jakiś facetem ( chyba go skądś kojarzyłam) od razu zareagował krzykiem.
- Po co wyciągałaś z pokoju! Jeszcze ją zabierz na spacerek po okolicy! Nie pamiętasz umowy?!- tak wkurzonego jeszcze go nie widziałam. Niepotrzebnie zgodziłam się na tę kolację.
- Nath, nie widzisz, że ona ledwo co się trzyma na nogach?- próbowała się wybronić dziewczyna, a w tym czasie postanowiłam wrócić do pokoju. Gdy się odwróciłam i pokonałam już pierwszy stopień, ktoś złapał mnie za rękę. Wystraszyłam się i szybko ją wyrwałam z uścisku.
- Nie bój się- zaczął chłopak... z centrum handlowego. Teraz wiem, dlaczego wydawało mi się, że gdzieś go widziałam.- Jestem Jack.
- N- Nikki- powiedziałam cicho.
- A nie Nicole?- spojrzałam na niego zaskoczona.
- Wolę Nikki, nie lubię pełnego imienia.
- W takim razie zapraszam cię na kolację- uśmiechnął się i podał mi dłoń. W takiej asyście zeszłam z kilku ostatnich stopni. W kuchni sytuacja się nieco poprawiła, ponieważ nie było już żadnych wrzasków, natomiast Nathana zdecydowanie nie cieszyła moja obecność. Miałam wrażenie, że chiał mnie zabić wzrokiem. I jeszczo jedno. Gdzie miałam miejsce? Naprzeciwko niego. Siedziałam ze spuszczoną głową i uparcie wpatrywałam się w stół. Kątem oka widziałam, jak Amy przytula się do Jack'a, Nath się uśmiecha do siebie, a potem dziewczyna spytała mnie, co chciałam bym zjeść.
- Cokolwiek, nie rób sobie problemu- odparła niezbyt głośno.
- Co tam sobie mała szepczesz- kąśliwie powiedział Nathan.
- Nie nazywaj mnie mała- odważyłam się podnieść wzrok. Przypomniały mi się te wszystkie lata, kiedy Dick się tak do mnie zwracał jak za dużo wypił.
- Nie mała? To jak sobie życzysz?
- Nikki.
- W takim razie, Nicole , zapamiętaj:NIE MASZ PRAWA WYCHODZIĆ Z POKOJU BEZ MOJEGO POZWOLENIA!!!- wściekł się. I to bardzo. Co gorsza, przeze mnie. Do reszty rzucił- zara z wracam- po czym wyszedł z domu trzaskając drzwiami.  Amy wyszła do sąsiedniego pomieszczenia,  a Jack poszedł za nią.


*Oczami Jack'a*
-Tak, słucham moją piękną-powiedziałem, stając naprzeciwko Ami.
-Powiedziałeś jej już?- spytała, patrząc mi się prosto w oczy.
-Nie, oszalałaś?... Dowie się w swoim czasie, a teraz jest za wcześnie- wytłumaczyłem, łapiąc dziewczynę za biodra.
-Dobra, dobra.....a teraz trzymaj.- Obróciła się w moją stronę i dała mi słoik dżemu. Otworzyłem go z uśmiechem, licząc na małą nagrodę. Amy zaprzeczyła, kręcąc głową. Spojrzałem na nią ze smutną udawaną miną, ale nie podziałało i musiałem iść bez całusa.

*oczami Nikki*
Stałam przy oknie i nawet nie słyszałam, że ktoś wchodzi do kuchni.
-Ładny widok, prawda?- na dźwięk tych słów wystraszyłam się, co rozbawiło Jack'a.
-... raczej śliczny- przyznałam z lekkim uśmiechem.
-  Jeszcze się napstrzysz Nikki, a teraz siadaj i jedz-pokazał na talerz z goframi. Podziękowałam i chwyciłam pierwszego gofra z dżemem. Jadłam bez śpiochu. Smakowało wyśmienicie i dopiero pierwsze kęsy uświadomiły mi, jak bardzo zgłodniałam przez ten czas. Posiłek minął w bardzo miłej atmosferze i uważam, że to zasługa nieobecności Nathana.  Dowiedziałam się sporo rzeczy o nich. Amy i Jack byli bardzo sympatyczni, a  w dodatku Jack miał  w sobie  coś takiego, że mogłabym go traktować jak starszego brata. W sumie to sama nie wiem, czemu tak myślę.
Po posiłku wróciłam do siebie ( o ile w ogóle mogę tak nazwać ten pokój). Gdy zamknęłam za sobą drzwi, wrócił  Nathan. Do późna rozmawiał o czymś z Amy. Ciekawe tylko o czym?

-------------------------------------------------------------------------------
hej :)
Dzisiaj jest za gorąco na notatkę.Więc będzie bez :D