DAGGER IN MY HEART

Rozdziały w każdą sobotę lub jeśli będą 4 komentarze, rozdział pojawi się wcześniej.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 28


-Ariana prosze Cie! Nie mów mu nic, bardzo Cie prosze. Prosiłam dziewczyne.
- nie. Musze powiedzieć Jayowi że ty i Nathan  sie znacie a co najlepsze jesteś z nim w ciąży. Heh...jezu ?!!!! Co ??? Jesteś z nim w ciąży ??! Zabije Cie !!!!! Ty szmato ! O jest mój ! Zaczeła wżeszczeć
- mnie z nim nic nie łączy !!! Raz sie z nim przespałam bo pijana byłam. To tylko jedno razowa wpadaka! Rozumiesz??! Powiedziałam z lekkim poirytowaniem
- że Ci kurwa uwierze. Powiedziała Ariana
- to uwież......możemy iść na ugode, jeśli chcesz? Spytałam
- tak ? Ciekawe co taka małała laleczka jak ty może proponować.
- ja spróbuje przekonać Sykesa żeby do Ciebie wrócił, a ty pomożesz mi z tąd uciec. -ha ! Ciekawe jak ty przekonasz Natha żeby do mnie wrócił?
- ja wiem że on  w głębi duszy  coś do Ciebie czuje. Tylko musisz mi opowiedzieć waszą historie. Powiedziałam
- a jaką ja mam pewność że mnie nie okłamujesz? Spytała
-prosze uwież mi ! Powiedziałam. Po czym nastała cisza. Po chwili.
- dobra niech Ci będzie. Co chcesz wiedzieć? Spytała
-wszystko; jak sie pozanliście, jak wam było razem, aż do teraz. Powiedziałam
- ja i Nath poznaliśmy sie w licemum. On był wiecznie poobijany, wredny, nie lubił nikogo po za swoją siostrą. Amy i Cat znały sie ponieważ Amy uczyła Cat matematyki..... Mówiła
- czekaj czekaj.... Kto to Cat ? Spytałam
Na co Arianie spłyneły łzy.
- Cat to....moja bliźniaczka... Powiedziała
- tak to fajnie....a gdzie ona jest ? Zaczełam sie rozglądać
- ona....ona nie żyje....powiedziała cała rozpłakana.
-jejku...przepraszam....nie miałam pojęcia. Powiedziałam
-no skąd mogłaś wiedzieć ? Powiedziała
- a jak to sie stało? Spytałam
- dowiesz sie za raz moge skończyć? Spytała.ja tylko pokiwałam głową
- pewnego dnia wpadałam na niego na korytarzu, gdy biegłam na fizyke, uśmiechnełam sie do niego a on zaczoł rozmowe. Zabrał mnie na wagary. To były moje wagary w życiu. I przyznam były pierwsze i ostatnie. I od odtego czsu zaczliśmy sie spotykać..... Na pewnej imprezie na którą poszliśmy zazem z Jackiem i Amy. Tam właśnie poznałam Jaya. I przez niego pokłuciłam sie z Cat. Ona wyszła tuż za nią wyszedł Jay. Po jakś dwuch godzinach wrócił z jakąś dupą. A zaraz po tym zadzwoniła do mnie mama i powiedziała że Cat miała wypadek i może nie przeżyć. Od razu pojechałam razem z Nathanem do szpitala by ją odwiedzić. Lekarze wpuścili mnie tylko dlatego że Cat tego chciała. Ona mi powiedziałe że potrącił ją samochód. Że nie może umrzeć puki jej nie wybacze. Jej ostatnimi słowami było że to Jay kierował samochodem który ją  zabił. Zamilkała.
- tego dnia powiedziałam sobie że zemszcze sie na nim, za to że zabił mi siostre. Od tego czasu chce sie na nim zemścić. Dlatego jestem tak blisko Jaya. Zaraz po tym przespałam sie z nim. Na moje nieszczęście Nathan sie o tym dowiedział i mnie zostawił. Jaya znienawidził. A co najgorsze starciłam kontakt z rodziną. Powiedziała przytłaczającym głosem.
-  jejku przykro mi...powiedziałam
- zemszcze sie dla Cat w rocznice jej śmierci. Powiedziała
- jaka ona była? Spytałam
- była mojego wzrostu, miała czerwone włosy, miała kompletnie inny charatker niż ja. Ona była szalona a za razem spokojna, niemądra, ale oceny miła bardzo dobre, ona zawsze była za dobrem innych ludzi. Mówiła
- Ariana....pomoge Ci... Ja mu wszystko wytłumacze. On napewno zrozumie. Powiedziałam dziewczynie.
- NIE! Nie możesz mu powiedzieć! On nie może sie dowiedzieć o tym.! Mówiła
-ale....
-obiecaj mi że mu tego nie powiesz! Prosze! Powiedziała  
- Dobrze.... Powiedziałam. Biedna Ariana najpierw siostra pożniej Nathan i jej rodzina. W poruwnaniu do niej moje życie było całkiem dobre. No jakby nie Dick.
- a teraz ty wytłumacz mi jedną żecz. Powiedziała Ariana. - jak ty sie poznałaś z Nathanem? Spytała. A ja nie wiem dlaczego miałam wzrażenie że moge jej zaufać.
- ja z Nathanem......to.....
- mów nie krępuj się. Powiedziała
- Nathan i ja poznaliśmy się przez "mojego ojca". Nathan porwał mnie, jak chodziłam z moim nieudolnym ochroniażem. Powiedziałam. Na co dziewczyna sie zaśmiała.
- Diaz załatwił Ci ochroniarza? Spytała
- dokładnie. Powiedziałam
- teraz to samego siebie pobił. Powiedziała  -nie rozumiem.
- już nic nie ważne. Powiedziała. Ja już nie rozumiem nic.
-Ariana! Zza drzwi dobijał sie głos Jay'a
-znowu sie zaczyna. Szepneła- tak? Powiedziała i wyszła. Zostałam sama. W ciemnym,zimnym pomieszczeniu. Ale moja samotność nie trwała długo ponieważ zaraz wruciła Ariana.
-mam dość. Mrukneła pod nosem.
-coś się stało? Sytałam
-tak. "Ari skarbie przynieś mi i Nathanowi kieliszki". Dziewczyna próbowała naśladować głos Jay'a. Na co lekko się uśmiechnełam. -słuchaj mamy problem. Powiedziała.
-jaki ? Spytałam
- Jay jak jest pijany to......
-mów!
-jest jeszcze gorszy niz zawsze i...powiedział mi że........już długo nie zagościsz tutaj. Powiedziała
-nie rozumiem. Powiedziałam
-on....Cie zabije szybciej niż planował. Powiedziała. Na co ja zamarłam.
-ale spokojnie pomoge Ci. Podeszła do nie i wyjeła scyzoryk i odcieła sznurek na moich rękach. Miałam śine ślady od sznura.
- mamy mało czasu. Bo Jay już wcześniej brał coce i już jest nabuzowny. Powiedziała. W tym samym czasie usłyszałyśmy odjeżdżający samochód. Czyli pewnie Nathan odjechał.- kurwa. Powiedziała Ari.
-co?!
-Mamy przejebane. Powiedziała.
-dlaczego? Spytałam
- jeżeli Nath już pojechał to zaraz przyjdzie tu Jay. Powiedziała z przerażeniem.
-czyli.........niemogłam wydłusić słowa.
- co ty sie kurwa dzieje???!!!!nie wiadomo z kąd w pomieszczeniu znalazł si3 Jay. Teraz mamy przerąbane.
- Jay skarbie wytłumacze Ci wszystko. Podbiegła do niego Ariana
-spiepszaj! Popchnoł ją na ściane. - a ty kurwa co ?! Podszedł do mnie. ja tylko popatrzyłam na niego z przeażeniem. Coś czułam że to będzie koniec mojej historii.
-Jay daj spokuj. Mówiła Ariana.
-spierdalaj suko! Krzyknoł. Podszedł do niej i uderzył ją. - a Ciebie mam dość! Warknoł. Wyją pistolet. Strasznie boje sie broni. Ustawił brań na mnie. Usłyszałam strzał. Myślałam że będzie po mnie. A tu......Ariana żuciła się w mojej obronie i zamiast ja to ona dostała kulke.
- Ariana! Krzyknełam.
-słuchaj....... Musiałam to zrobić.......
- nie wcale nie musiałaś! Krzyknełam
-Jay, zostawiłem u Ciebie komur.......co tu sie do cholery dzieje? Do pomieszczenia wszedł Nathan.
- szlachetna Ari uratowała małą przed śmieracią. Powiedział.
-Nikki.....zrobisz coś dla mnie? Spytała Ari resztakami sił.
-tak. Jasne. Mów
-skoro mi nie jest dane..... Być z Nathanem....ponieważ zaraz umre.... Obiecaj mi że będziesz z nim szczęśliwa i ....
-co ty wogule gadasz ty nie umrzesz! Powiedziałam
-obiecaj! Powiedziała
-obiecuje. Powiedziałam
-dziękuje. Powiedziała. I zamkneła oczy. Na co zaczełam płakać
-aaaa....już dobra. Koniec tego. Jay spowrotem celował na mnie. lecz Nathan zaczoł sie z nim szarpać. Nie wiem kiedy pistolet wystrzelił. Poczułam przeszywający ból brzucha. Spojrzałam w dół i zobaczyłam krew. Nie miałam siły utrzymać sie a nogach.
-Nikki ! Krzyknoł Nathan.
Zaraz po tym usłyszałam drugi strzał. Nie mineła sekunda i Nathan znalazł się obok mnie.
- Nikki!!! Spójrz się na mnie!!! Słyszysz mnie?
-słysze. Powiedziałam z trudem- ratuj dziecko.
- uratuje i Ciebie i dzieco. Powiedział -KOCHAM CIE NIKKI SŁYSZYSZ???!!!
To były jedyne słowa które usłyszałam. Zamknełam oczy. Gdy je ponownie otworzyłam widziałam tylko białą przestrzeń. Nic mnie nie bolało. Nie miałam żadnej rany,  na brzuchu. W pewnym momęcie zobaczyłyam idące dwie postacie.
-Ariana!!! Co ja tu robie???? Ja musze tam wrócić! Powedziałam
-wiem!!uspokuj sie. Najpierw musisz kogoś poznać. Powiedziała. - to jest Cat, moja siostra. Ona Cie tu sprowadziła. Powiedziała.
- chce Ci tylko i wyłącznie podziękować za to że pomogłaś mojej siostrze dostrzec to co robi. Powiedziała czerwono włosa dziewczyna.
-ja chce ja musze tam wrocić. Powiedziałam
- najpierw musisz kogoś zobaczyć Powiedziała Ari.
- mama!!!! Podbiegłam do kobiety.
-moja kochana! Stęskiłam sie skarbie. Powiedziała
- ja też. Wruć ze mną! Powiedziałam
-ja nie moge. A ty jeżeli chcesz możesz zostać ze mną i z dziewczynami. Powiedziała
-ale.....nie...nie wiem.
- wybór należy do Ciebie. Powiedziała Cat. Chwilke sie zastanawiałam i wybrałam
- moge zobaczyć co oni teraz robią? Na co jak przez mgłe zobaczyłam lekarzy reanimujących mnie w szpitalu. Zaraz po tym zauwarzyłam Nathana. Siedział w poczekalni cały roztrzęsiny. Oraz Jacka wbiegającego do szpitala.
-Nie moge ich zostawić ! Nie teraz nie w tym momęcie. Powiedziałam
-rozumiem. Powiedziała mama. Zaczełam widzeć je jak przez mgłe.
-a co z moim dzieckiem? Spytałam
- będzie dobrze. Kocham Cie córciu! Do zobaczenia!!
*oczami Nathana
Zaraz mnie tu szlak jasny trafi jak Sie nie dowiem co z Nikki. Jack nic nie mówi od kąd tu przyjechał. Ja też nie moge. Nie mam siły. 
- doktorze co z nią???!!! Z krzesełka zerwał się Jack 
- państwo z rodziny ? Spytał lekarz
- tak jestem jej bratem. Powiedział
- na całe szczęście udało nam się przywrucić funkcje życiowe. Na co razem z Jackiem odetchneliśmy z wielką ulgą.
- a co z dzieckiem? Spytałem 
- kula przeszła kilka milimetrów od płodu. Naprawde oby dwoje mieli naprawdę dużo szczęścia. - lecz.....pańska siostra wpadła w głęboą śpiączke. Powiedział.....



---------------------------------------------------------------------------
HEJ 
OD RAZU PRZEPRASZAM ŻE ROZDZIAŁU NIE BYŁO WCZORAJ, ALE NIE MIAŁAM INTERNETU CAŁY DZIEŃ :(((
Przychodzę do was z bardzo ważną sporawą, ponieważ jak może niektórzy się domyślają, moja przygoda z tym opowiadaniem powoli dobiega końca. :( 
Ale spokojnie jeszcze będzie 2 rozdziały + epilog. Więc widzimy się jeszcze trzy soboty :)
nie będę wam więcej czasu zajmowała   
więc do zobaczenia :*** buziaczki dla was :**

















sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 27




rozdział dedykowany:  

                               love nathjaytomaxsiv


Jesteśmy w szpitalu u Amy i Marco. Chłopiec jest taki śliczny że nie moge oderwać od niego wzroku.  Byłoby świetnie jakby w szpitalu nie było tak gorąco. Rozumiem że są tu malutkie dzieci, ale ja nie wytrzymuje i chyba zaraz będe musiała wyjść na zewnątrz.
- Ide sie czegoś napić. Chcecie coś ? Spytał Nathan. Temu jak zwykle chce sie pić albo jeść. Jakbym jadla tyle co on to bym była 3razy taka jak teraz, a on nic.
-nie. Powiedział Jack. On tylko spojżał sie na mnie i wyszedł.
-Coś ci jest ? Spytała Amy.
- nie, poprostu jest tu strasznie gorąco, a ja nie jestem przyzwyczajona do takich wysokich temperatur. Wytłumaczyłam
- ale napewno dobrze sie czujesz ? Dopytywał Jack
- tak,wyjde na chwilke na zewnątrz i wruce. Powiedziałam i wyszłam
- uważaj na siebie. Powiedział Jack. A ja tylko pokiwałam głową. Idąc przez długi korytaż, pomyślałam że za  niecałe pięć miesięcy ja będe tu leżeć. Idąc zauważyłam Nathana pijącego chyba kawe. -a ty gdzie sie wybierasz ? Spytał z wyżutem
- przejść sie. Co nie wolno mi ? Odpysknełam
- nie pyskuj. Bo jakby nie to że jesteś siostrą Jacka to by Cie już dawno tu nie było. Warknoł
-aha,czyli twoje dzieco cie już nie obchodzi ?
- a powiedziałaś mi o nim ? A nie zapomniałem panna Diaz jest taka szlachetna, że nie chciała nic mówić ze względu na brata.....albo nie może rozpuszczona laleczka wolałaby żeby dziecko sie nie urodziło tak by było najwygodniej. Prawada.??! O nie teraz to już przesadził. Moja złość na niego pokryła sie ze smutkiem i żalem że on może tak mówć
- Tobie już kompletnie coś na mózg padło ? Jedyną osobą która potrafi krzywdzić innych ludzi jesteś ty!! Widzisz tylko czubek własnego nosa i nie obchodzi cie co inni myślą i czują. Wygarnełam mu to co chciałam i odeszłam od niego. Co on sobie do cholery wyobraża że co? Może mnie obrażać bo jestem jakąś putą lalą i nie mam uczuć? To sie kurde pomylił. Nawet nie zauważyłam gdy łzy wpłyneły mi do oczu. Dlaczego on musi być takim dupiem?
Szłam po jakiejś ulicy i przez przypadek weszłam na jakiegoś chłopaka.
- bardzo przepraszam. Powiedziałam ocierając łzy. Po sekuńdzie zoriętowałam się że to...... O fuck !!! Jay...... Teraz mam przerąbane. (Jak zwykle z resztą)
-nic sie nie...Kogo ja tu widze ?! Sama panna Diaz. No nie sądziłem że aż tak szybko wpadniesz mi w ręce. A wiesz że przed chwilą gadałem z twoim ojcem. Mówił że moge sobie Ciebie wziąćś. Gadał
- Pan chyba sobie mnie z kimś pomylił. Próbowalam udawać ale niestety nic nie pomagało.
- mnie nie nabierzesz na te gierki. Nie takie jak ty prubowały mnie spławić. Złapał mnie za ręke. Tak kurde jak Jack i  tamten ćwok są potrzebni to ich nie ma. 
- pyść mnie ! Wyrwałam rękę z jego uścisku alecz on złapał mnie  doś mocno za brzuch. Więc nie migłam sie mogłam sie wyrywać. - zostaw prosze. Powiedziałam po cichu.
- a co teraz juz nie jesteś taka wyszczekana. Spytał
- prosze póść brzuch! Błagałam chłopaka
- a co może ślicznotka będzie miła dzidziusia ? Spytał z głupim uśmieszkiem bardzo podobnym do Nathana.
- tak, więc prosze nie za brzuch. Błgałam dalej.
- to jeżeli chcesz żeby bachorowi sie nic nie stało to masz iść ze mną. JASNE? krzykrznoł. Sparaliżował mnie strach. Nie miałam pojęcia co zrobić czy zacząć uciekač a może iść z nim. Nie zdążyłam odpowiedzieć, ponieważ poczułam przeszywający ból głowy.
*oczami Nathana
Kurwa mać ! Po cholere ja sie tak na nią wydarłem ?
-Nathan! Widziałeś gdzieś Nikki ? Spytał Jack. -zaraz musimy wracać a jej nie ma. Dodał
-wyszła jakiś kwadrans temu. Myślałem że wruciła. Powiedziałem
-no właśnie nie a ona.........nie skończył ponieważ przerwał mu dzwinek mojego telefonu.
- czego chcesz Ariana ? Spytałem z pogardą
-hej misiu, słuchaj Jay przyjechał i przywiuzł córke Diaza i kazał zadzwonić di Ciebie żebyś przyjechał. Ja z radością na Ciebie zaczekam....KURWA ! krzyknołem po rozłączeniu sie.
- ej?co sie dzieje?! Spytał Jakc. No ciekawe jak ja mu to kurwa powiem.
- Jay ma Nikki. Powiedziałem.
-co ??!!!! Ty sobie jaja kurwa robisz?! Krzyknoł.
- kurwa właśnie nie. Powiedziałem  ze zdenerwowaniem. -jade tam, ty zostań i uspokuj Amy.
-nie  jade z tobą. mówił
- NIE! Lepiej będzie jak zostaniesz ty tylko skomplikujesz całą sprawe. Wytłumaczyłem jak najspokojniejszym głosem. - będzie dobrze zobaczysz. Dodałem i poszłem do samochodu. Cholera jakby nie ja to młodej nic by nie było. Ale co mi odpierdoliło żeby tak gdać ? Jestem kurwa jakiś pojebany. Teraz musze sie skupić by ją odbić z rąk tego gnoja.  Martwie sie o nią jak cholera! Może i tarkatuje ją niezbyt dobrze ale bardzo ją polubiłem i nie wyobrażam sobie że może sie jej coś stać.
* oczami Nikki
Ochnełam sie w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Po chwili zoriętowałam sie że jestem związana. To sie nazywa porwanie a nie to Nathan i Jack. No właśnie Jack i Nathan ciekawe czy zoriętowali sie czy mnie nie ma. Po chwili usłyszałam kobiecy głos. Kobieta chyba rozmawiała z Jayem. Chłopak po chwili wszedł do pomieszczenia.
-o obudziłaś się.  bardzo się cieszę z tego powodu. Powiedział
-czego ty odmnie chcesz ? Przecież sam mówiłeś że ojaca nie obchodze to po Co mnie tu trzymasz ?
- twojego tatulka nic nie obchidzisz to prawda, ale mój stry znajomy którego bardzo dobrze znasz chce Cie znowu spotkać. Mówił
-co ? O kogo Ci chodzi? Nie mam pojecia o co mu chodzi
-Jay !! Dick przyszedł. Do pokoju weszła niska, ładna, szczupła dziewczyna. - aha i Nathan już jedzie jak chciałeś. Dodała
Nathan?  Dick? O co tu do cholery chodzi ??!!
- mówiłem że cie znajde mała suko. Powiedzial Dick
- ale przecież ty......nie żyjesz !! Jejku przecież Nathan go w tedy zastrzelił. Jak to przeciż to nie możliwe.
- no co magicze zmartwywstanie ?! Tak? Zaśmiał sie Jay.
- kurwa to nie jest śmieszne. Jakiś fagas ratując swoją malutką dziwke postrzelił mnie, i ją zabrał. Ochnołem sie w szpitalu z kumplami. Znaleźli mnie całego we krwi i zawieźli do szpitala. Od tamtej pory marzyłem o zemście na tej małej suce i na tym chuju co mnie postrzelił. Gadał wnerwiony Dick
- czego ty jeszcze odmnie chcesz? Przecież już zabiłeś mi matke i nie raz próbowałeś mnie zabić i traktowałeś jak szmate !! Jeszcze Ci mało?! Krzyknełam. Nie ukrywam bałam sie jak cholera. Bałam sie że Dick i Jay zrobią coś mi i Marinie.
-daj mi spokuj! Do pomieszczenia wszedł Nathan i ta niska dziewczyna co ją widziałam wcześniej. Chłopak spojżał na mnie następnie na jaya i Dicka i znowu na mnie,alecz z lekkim dezoriętowaniem.
-siema. Podszedł do Jaya -po co miałem tu przyjeżdżać jak widze że masz toważystwo. Powiedział lekko ze znudzeniem.-a to jest córka Diaza ? Spytał
-no to ona. Odpiwiedział
-no,no,  ładna z ciebie lalunia. Powiedział schylając sie nad mną i jednocześnie pouszając do mnie oczko. Ja tylko spojżałam na niego z pogardą. -a to kto ? Spojrzał na Dicka jakby zobaczył ducha. No w sumie nie dziwie sie ja też myślałam że nie żyje.
- jestem Dick. Ojczym naszej  małej suki. Powiedział
-Nathan jestem. Podał mu ręke. -nie wiedziałem że znasz takich ludzi. Dodał
-to jest mój wujek. Wytłumaczył Jay. Że co ???!!!! Kurde takiego czegoś sie nie spodziewałam.-więc laleczko może zostaniesz przy życiu skoro jesteśmy rodziną. Bo jeżeli o mnie chodzi to może i byś mi sie przydała. Powiedział -ale twoje dziecko mi potrzebne nie jest potrzebne.
-kurwa ona jest w ciąży ?! Zdziwił sie Dick. No nie ja też tu jestem halo....
-to już wiem co z tobą zrobie. Ale może zaczniemy od teraz? Zaśmiał się głupio. Zbliżył sie do mnie i wyją scyzoryk -może.....hym.....ciekawe jak będziesz wyglądała z rozciętym brzuchem. Powiedział.
-zostaw mnie! Prubowałam sie szarpać ale związana  nic nie mogłam zrobić.
-Zostaw ją.....powiedział znudzony Nathan-po co masz się bawić nienarodzonym bachorem jak można spokojnie zaczekać aż urodzi i ja jej oczach zabić jej dziecko. Zaproponwał. Co!? On jest jakiś nienormalny?? Nie mam go dość!  Ale Dick sie odsunoł
-młody zajebisty pomysł. Dobry jesteś. Powiedział - chodźcie sie napijemy sie. Dodał.
-kochanie Ariana zostanie z tobą. Powiedział Jay. Kurde jakie "kochanie" ? On jest jakiś dziwny niby największy gankster a jest zbyt miły, to naprawde bardzo dziwne. Po chwili weszła ta dziewczyna co wcześniej.
-zostań z nią blebleble......gadała pod nosem - a ty co sie tak gapisz ? Spytała
-co? Spytałam
- ty kurwa nie pyskuj bo pożegnasz sie z życiem i ja wcale nie bede patrzeć na Jay. Warkneła. Ona jest dziwna już zaczynam sie jej bać. Kolejna świruska.
- Jay Cie woła. Ni skąd ni zowąt zjawił sie Nathan.
-misiek ale ja wole zostać z tobą. Klejliła sie do Nathana jak nie wiem.
-idź i odwal sie wteszcie odmnie. 
- to zostań z nią przez chwile. Kocie. Powiedziała dziewczyna i wyszła.
- nic Ci nie jest? Schylił sie Nathan
- chyba nie. Ale od kiedy cie to niby obchodzi. Powiedziałam
-nie marudź! Zabiore Cie z tąd ! Powiedział - no to postaw sie na moim miejscu.Najpierw myślałam że już dawno Dick nie żyje a tu co ? Niespodzianka!? Ja nie martwie sie o siebie ,tylko o dziecko! Rozumiesz oni w każdej chwili mogą zabić moje dziecko! Zaczełam panikować
-nie panikuj nie dam skżywdzić ani Ciebie ani dziecka! Rozumiesz?! Spytał
-tak romumiem. Ale jeszcze kulkanaście minut temu  podpowiwdziałeś temu mordercy jak spokojnie może zabić nasze dziecko. To nie jest normalne Nathan! Łzy popłyneły mi po policzku
-a co miałem zrobić ? Patrzeć jak tamtem chuj rozcina Ci brzuch ? Tak to zyskaliśmy troche czasu na odbicie Ciebie.  będzie dobrze zobaczysz, nie płacz . Powiedział i przytulił mnie. Był tak blisko mojej twarzy że pocałował mnie. W pewnym momęcie usłyszałam strzał. Bardzo sie wystraszyłam a Nathan popatrzył na mnie
-ide zobaczyć co się stało, będzie dobrze zobaczysz. Powiedział.pocałował mnie w czoło. Wyszedł. Po chwili weszła roztrzęsiona,rozpłakana. Musiałam zaryzykować.
- co sie stało ? Spytałam
-ten chuj ćpun, żul jebany dobierał sie do mnie. Rozumiesz ?! Mówiła roztrzęsiona
- wiem co czujesz... Ja tak miałam prawawie przez całe życie. A co to był za strzał? Spytałam
- Jay strzelił mu prosto w serce jak zaczoł sie do mnie dobierać.  Powiedziała - aha słyszłam twoją rozmowe z Sykesem. I stwierdzam że nie jesteś taka zła. Ale nie myślisz sobie że Jayowi nic nie powem.
Powiedziała




--------------------------------------------------------------------
No to mamy nowy rozdział :)
Przepraszam że taki króciutki ale pisałam go dzisiaj :\
Dzisiaj mamy urodzinki naszego kochanego Nathana 
Jejku on ma już 22 lata nadal nie mogę w to uwierzyć :*
taki kochany :******
Ps. zapraszam do zaglądania i komętowania tego bloga oraz tego:http://oczamisun.blogspot.com/ bloga.
a bym zapomniała: ŻYCZĘ WSZYSTKIM GIMNAZJALISTĄ BY TESTY POSZŁY IM JAK NAJLEPIEJ.
Bardzo was kocham i do zobaczenia :********* 

sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 26

-COOO ????!!! - krzyknoł Jack. Ja spojżałam sie na niego a następnie spóściłam wzrok. 
- To wy porozmawiajcie. Powiedziała Diana i wzieła dzieci i razem z Oscarem i Babcią wyszli. O fuck!!  To teraz sie zacznie. Wdech, wydech,wdech i wydech 
-czy ja dobrze słyszałem ?! Spytał dezoriętowany Jack. 
-yyyyyy.....tak.....powiedziałam cicho.
-co? Z kim ? jak? Kiedy? zaczoł wypytywać.
-to ten ja pójde. A wy sobie gadajcie. Prubował wyjść Nathan.
-NIE ! Ty tu Zastajesz. Powiedziałam 
-a ty od kiedy ja mam cie słuchać ? !  Powiedział z wyżutem 
-lepiej zostań, bo jak dorwe tego gnoja to.....
-Jack spokojnie !  Krzykneła Amy
-jak spokojnie ?! Gadał jak nienormalny
-jak sie nie uspokoisz to ci nic nie powiem i gówno sie dowiesz. 
-ale jak ja mam sie nie wkurwiać? Powiec mi ?! 
- uspokuj sie !  I obiecaj że ze względu na wszystko sie nie wkurzysz i nie zrobisz nic głupiego. Jasne? Spytałam
-ale....
-jasne ? Sputałam ponownie
-tak. Powiedział 
-co chcesz wiedzieć? Spytałam już spokojniejszym głosem
-kto jest ojcem? Spytał a ja spojżałam na Nathana, później na Amy która sie uśmiechneła. 
-yyyy.....to Ci powiem na Końcu inne pytanie poprosze. Zarzartowałam
A Jack spojrzał sie na mnie jak na idiotke
-który to jest miesiąc i  czy to bedzie dziewczynka czy chłopczyk? Spytał już z lekkim uśmiechem.
-ooo i jak ty ładnie wygladasz jak się uśmiechasz. Prubowałam wkraść sie w jego łaski. On sie tylko uśmiechnoł i pokazał ręką żebym mówiła.-dobra juz..... Jestem w 4miesiącu i będziesz wujkiem małej Mariny. Powiedziałam z uśmiechem. 
  - czyli dziewczynka. Powiedział z uśmiechem. Amy podeszła i mnie przytuliła. -będą dwie mamy. zarzartowała  
- Nathan my chyba sie wyprowadzimy gdzieś puki nie urodzą. Powiedział Jack 
- ja moge nawet dzisiaj. Powiedział z wyrzutem 
- aha. Kto jest ojcem dziecka ?  Znowu powturzył pytanie. Wiedziałam że teraz będzie armagedon ale musze im to powidzeć. 
- no to ten .......yyyyyy......ojcem jest.......yyyyy.....Nie mogłam wyduść słowa
- Nikki ? !
- Nathan jest ojcem Mariny.... Powiedziałam szybo 
-cooooo????? Krzykneli  Jack i Nathan 
- ty sobie jaja robisz ? Spytał Jack 
- nie ! 
- Nathan !!!  Zabije cie!!  Zaczoł krzyczeć Jack
- jack spokojnie ! Zaczełam mówić do brata 
- to  był tylko jeden raz !!! Kurawa byliśmy pijani! Ja też nic nie wiedziałem ! Gadał Nathan 
- kiedy chciałaś nam to powiedzeć ? Spytał Jack 
- nigdy ! Warknełam 
- coo ? 
- no tak Było by najlepiej. Nie było by problemu. Powiedziałam 
- nie było by problemu jakbyś z nim nie spała ! Krzyczał 
- Jack spokojnie ! Prubowała uspokoić Jacka Amy ale bez skutecznie.   Nawet nie wiem kiedy zaczeli sie szarpać. 
- chłopaki spokojnie !!! Jack Nathan prosze was! Zaczełam gadać ale jak do ściany 
- nigdy nie widziałam go takiegi wściekłego. Powiedziała Amy 
- dalatego nie chciałam nic wam mówić bo nie chciałam niszczyć ich przyjaźmni. Powiedziałam do Amy. 
- chodź trzeba ich rozdzielić, bo sie zaraz pozabijają.  
- chłopki !!! Uspokujcie sie ! 
- Nathan ... Chodź ! Prosze Cie !! Chodź ! Daj spokuj ! Prosze! Załapałam chłopaka za ręke i próbowałam go odciągnąć od Jacka.  Naszczęście się udało. Lecz Nathan spojrzał sie na mnie z pogardą i wyszedł z domu. Zrobiło mi się głupio. Ja jak zwykle musiałam wszystko spierdzielić.
- a ty ! Wracasz z nami do Londynu ! Powiedział wściekły Jack. 
- myślałam że jesteś mądrzejszy ! Warknełam. Wziełam płaszcz. Otworzyłam drzwi. 
-  a ty gdzie? Krzyknoł Jack
- daleko! Powiedziałam i wyszłam. Szłam w strone parku. Po drodze spotkałam wracającą rodzinkę. Opowiedziałam im wszystko i poszłam dalej. Nie wiedziałam gdzie,po co ale szłam przed siebie. Dlaczego ja zawsze musze wszystko zjebać ? Dlaczego jak sie wszystko układa ja to rozpiepszam?! Jestem nie normalna !!!! Ja zawsze mam pecha !! Nawet nie wiem jak ja sobie poradze gdy sie urodzi maleństwo. Wiem że nie będe mogła liczyć na wsparcie Nathana. On nie jest typem miłego odpowiedzialnego ojca. Lekko mówiąc to jest "bad boy". 
-Nikkki !!! Zza siebie usłyszałam znajomy głos.
- czego Jack? Spytałam z wyrzutem 
- chodź do domu.....powiedział 
- a niby po co ? Żebyście sie znowu pobili ? Ja wiedziałam że tak bedzie i właśnie dla- tego nie chciałam wam mówić. Mówiłam
-wiem. Przepraszam poniosło mnie. To było niepotrzebne. Ale poprostu nie mogłem uwierzyć że mój najlepszy kumpel przespał sie z moją siostrą. Mówił
-ale ty nie przepraszaj mnie tylko Nathana. To ty go praktycznie pobiłeś. 
-jak tylko wruci,to go przeprosze. Zarzekał sie Jack. - Ciebie też bardzo przepraszam że tak na ciebie naskoczyłem. -wybaczam. Zaśmiałam i przytuliłam się brata. 
- wracamy ? Spytał
-wracamy. Powiedziałam 
- ale naprawde lepiej bedzie jak wrucisz z nami do Londynu. Powiedział
-ja nie wiem, jak będe mogła mieszkać z Nathanem pod jednym dachem. Powiedziałam bratu. 
- Jakoś bedziesz musiała. To jest ojciec twojego dziecka. Powiedział 
-wiem braciszku, wiem. -a kiedy wracamy? Spytałam 
- chyba jutro. Powiedział -bo na czwartek Amy ma do szpitala. Dodał.
-aaaaa....bo Amy ma niedługo rodzić. 
-aaaa....brawo geniuszu. Zaśmiał sie Jack 
Resztę drogi szliśmy w ciszy. 
Na zajutrz porzegnaliśmy sie ze wszystkimi i wyruszyliśmy do Londynu. Całą droge panowała napięta atmosfera. Jack obiecał przeprosć Nathana ale kiedy to już nie powiedział. Moim zadaniem Nathan zasługuje  na przeprosiny, to nie jego wina, tylko moja.  Ja zepsułam relacje między nimi. Jakbym się tu nie pojawiła nic by sie nie stało. A ja nie będe ukrywać że go polubiłam. ( tylko polubiłam NIC więcej). W pewnym momęcie nie wytrzymałam i szturchnełam brata w ramie i wskazałam na Nathana. 
- Zatrzymamy sie? Bo głodna jestem. Odezwała się Amy. A następnie puściła mi oczko. Chłopak zjechał do najbliższej knajpki. Ja i Amy poszłyśmy zamuwić coś do jedzenia.   Mam nadzieje że chłopaki się pogodzą. Z Amy siedzimy i jemy zamuwione naleśniki. 
-mówiłam Ci że się między tobą a Nathanem sie coś dzieje. A ty mi nic nie powiedziałaś ! Udawała obrażoną. 
- a co Ci miałam powiedzieć? Hej Amy przespałam się się z twoim bratem. Aha i jestem z nim w ciąży. Tak? Spytałam
- tak to miałaś mi powiedzieć. Zaśmiała się. Po chwili przyszli chłopcy. Już w normalnych  nastrojach. Gdy zjedli wyruszyliśmy w dalszą droge. Tylko Nathan się nie odzywa. W sumie mu się nie dziwie. Ale mam nadzieje że zaakceputuje Marine. Nie chce utrudniać im kontaktu ze sobą. 
                              ***
W domu jestem tylko z Nathanem, ponieważ Jack pojechał odwiedzić Amy w szpitalu. Postanowiłam zagadać do niego i rozprostować sytułacje.
- Nathan ? Spytałam 
spojrzał na mnie i zapanowała niezręczna cisza. Dopiero po chwili sie odezwał.
-kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć? Spojrzał na mnie.
-szczerze ? Spytałam a on kiwnoł głową - wogule nie chciałam nic mówić.
- i co ty sobie myślałaś że sie nie wyda ? Spytał 
- nie chciałam wam mówić bo wiedziałam że.......
-wróciłem! Do salonu wszedł Jack.  Nie zdążył nic powiedzieć bo zadzwonił mu telefon. 
- Amy urodziła ! Krzyknoł 
-serio ?! To jedziemy ! Powiedział Nathan. 
W szpitalu było mało osób, no w sumie się nie dziwie o tej porze. Na sale mógł wejść tylko Jack. No sie nie dziwie. My znaczy ja i Nath będziemy mogli wejść dopiero jutro, by Amy i maleństwo mogli odpocząć. 
- może dokończymy naszą  wcześnijszą rozmowe? Spytał Nathan. A ja spojrzałam się na niego ze zdziwieniem. 
- już nie pamiętasz? Strasznie krutką masz pamieć. Stwierdził -to może wkońcu powiesz mi dlaczego nic nie mówiłaś? Spytał 
- nie chciałam wam mówić bo wiedziałam że sie przyjaźnicie i nie chciałam niszczyć tego wszystkiego. Powiedziałam
-jakaś ty szlachetna. Powiedział sarkastycznie.  Na co ja przewruciłam oczami. I zignorowałam chłopaka. Po chwili wrucił Jack i pojechaliśmy do domu.  Całą droge gadał tylko o Marco (tak właśnie na imie ma mój brataniec) 
Widać że od czasu pobytu w szpitalu Nathana coś gryzie. Ja też nie czuje sie najlepiej. 
-Nikki dobrze sie czujesz? Spytał Jack 
- tak, tak wszystko w porządku. Odpowiedziałam bratu. - może Ci w czymś pomoge? Spytałam 
- zaniesiesz mi nosidełko do samochodu..... A nie ty nie możesz dźwigać. Powiedział po chwili. Na co popatrzyłam na niego z pogardą. 
-nosidełko wcale nie jest ciężkie i nie przesadzaj. Powiedziałam bratu. Wziełam rzecz. Po spakowaniu kilku żeczy dla Amy i maleństwa poszłam sie położyć. Po chwili stwierdziłam że będe musiała poważnie porozmawiać z Nathanem. 
------------------------------
Obiecany rozdział
bardzo mnie to smuci że tylko jedna osoba komutuje tego bloga :((((
a tak z innej beczki założyłam nowego bloga:   http://oczamisun.blogspot.com/
mam nadzieje że wam się spodoba  no i do zobaczenia za tydzień :*****

Kontakt

Bardzo chce utrzymywać kontakt z  moimi czytelnikami i z tej właśnie okazji chciałam was zaprosić na moje oficjalne profile:
ask: http://ask.fm/LittleRose_525 możecie tu zadawać różne pytania na temat bloga i nie tylko
instagramhttps://instagram.com/_rose_525/ jeżeli będziecie śledzić mojego instagrama będziecie widzieli screnny z rozdziałów.
snapchat:  littlerose_525 śledząc moje snapa dowiecie się jaka jestem naprawdę i czy planuje inne blogi a może vlogi XD
Facebook: https://www.facebook.com/LittleRose525 jest to mój oficjalny fanpage ( czy jak to się pisze ) będziecie mieli linki do nowo dodanych rozdziałów.
Mam nadzieje że będziecie chcieli się ze mną kontaktować. Serdecznie pozdrawiam i do zobaczenia :*

Rozdział 25 cz.2


Po powrocie do domu zastałam Oscara  i babcie. Bardzo sie ucieszyłam
- babcia ! Krzyknełam
-jejku Nikki ?! Jak ty kochanie wyrosłaś......podeszła i przytuliła mnie.
-gdzie jest Mia i Nathan ? Po chwili spytała Diana
-została z Nathanem na placu. Odpowiedziałam 
Nie mineło 10minut a do domu wbiegła Mia.
-kochanie a gdzie wujek ? Spytał Oscar
-yyyy....wujek idzie....... Powiedziała lekko przestaszona
- coś się stało? Spytała Amy
-yyy....tak powiedziała.
-co sie stało ?  Spytała przestraszna Amy
-nic mi nie jest. Przyszedł zakrwawiony Nath
- co Ci sie stało ?! Spytałam
-nic. Wypadek przy pracy . dodał. Na co reszta rodziny dziwnie sie na niego spojrzała. - nie dobra żartuje, Mia przygrzmociła mi huśtawką w głowe. Powiedział na co wszyscy wybuchli śmiechem. A Mia się zaczerwieniała. Taki gankster jak Nathan i dał sie Pobić małej dziweczynce. 
- Nikki chodź,opatrzymy mu głowe. Powiedziała Amy. Ja tylko kiwnełam twierdząco głową.  I poszliśmy do łazięki. 
- ty serio dostałeś huśtawką od Mii? Spytała Amy
-tak. Powiedział wnerwiony. 
-jak ty to zrobiłeś że pół głowy masz rozwalonej? Spytałam. On spojrzał na Amy.
- kurwa... Schyliłem się bo mi updł telefon a mała złapała huśtawke i póściła z całej siły. Ja nie wytrzymałam i sie uśmiechnełam. Na co zgromił mnie wzrokiem. Po powrocie towarzystwo troszkę zabalowało. I z tego co powiedziała mi po cichu Diana to babcia już wie że jestem w ciąży. Mam tylko nadzieje że nic nie powie przy chłopakach i Amy.  
                                                                        ***
Dzisiaj mam iść na USG,ale nie mam pojęcia pod jakim pretekstem wyjde z domu. Jeszcze jak ostatnio widzieliśmy z Nathem,Jay'a. Postanowiłam że poprosze Diane by ze mną pojechała. 
Po wyjściu z kliniki byłam szczęśliwa, Ponieważ  okazało sie że  moja córcia  jest zdrowa. Tak na tych badaniach okazało sie że urodze córke. Ostatnio musze tylko chodzić w szerokich bluzkach, bluzach itp. Brzuch mam coraz większy a tamta trójka nie wiadomo kiedy wyjadą.
                                                                    ***
W domu byłam cała w skowronkach. Wszyscy dziwili sie dlaczego. A mi wystarczyło tylko tyle że moje dziecko jest zdrowe, Nathana nie ma bo poszedł z Jackiem i dziećmi na spacer. A babcia i Amy sie bardzo polubiły. Cały czas ze sobą rozmawiają, śmieją się. Babcia traktuje Amy jak własną wnuczke.
Niespodzoewanie do domu weszli chłopki i mała Mia.
-ciocia..... Ciocia!!!!!! Ty bedzies miala cólecke cy synecka?krzykneła Mia. Na co zamarłam. Wszyscy staleli jak wryci. A ja tylko spojrzałam na Diane.



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
HEJ!!!
ostanio popełniłam mały błąd ponieważ nie dodałam całego rozdziału ponieważ sie zagapiłam i dopiero sie teraz zorientowałm dodaje końcówkę. Jeszcze raz przepraszam.
Jutro będzie nowy rozdział wiec nie martwcie sie.........albo jeżeli chcecie rozdział dodam wieczorem ale to jeżeli będziecie chcieli. Nic na siłe..... '
pozdrowienia :****

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 25

-Jack ? spytałam ze zdziwieniem
- nie cieszysz sie ze nas widzsz ? spytal chłopak
-Nieee.....jasne ze sie ciesze. Powiedzialam ze sztucznym usmiechem na twarzy, chodz nie bylam zbutnio zadowolona z tego powodu. - Wchodzie, nie bedziecie stali na dworzu. Powiedzialam wpuszcajac wszystkich do srodka. Przytulacjac i witajac sie z Amy. Z Nathanem ( chodz nie wiem po co tu przyjechal ) tylko lekke czesc.
- Napijecie sie czegos ? spytalam po kilku minutach siedzienia w salonie.
- nie . Odpowiedzial Jack. Nath pokiwal glowa ze nie chce a Amy byla zajeta bawieniem sie z Andrew i nitk ani nic nie moglo jej od tego odciaganac.
Mia stasznie przygladala sie Nathanowi co widac bylo ze go to troszke peszy.
- Ciocia ? spytala Mia
- Tak aniolku ?
- Moge wziac wojka i ....nie wiedziala jak powiedziac na Nathana
- mozesz. Usmiechnelam sie - i to tez twoj wojek. Powiedzialam
- cyli ty i wojek Nathan to jestescie para ? spytala
- NIE... powiedzial Nathan
- my jestesmy przykaciolmi. Powiedzialam dziewczynce.
- cili wojek Nath nie ma dzewczyny ? spytala
- nie mam dziewczyny. Powiedzial - a co ?
- niic...powiedziala - to idziemy ? spytala
-tak ...powiedzieli i poszli.
Zostalam ja i Amy. Wiec zaczelysmy rozmawiac. Rozmawialsymy dlugo. Szybko zlecial nam czas i nawet nie zauwarzylysmy kiedy wrucila Diana. 
                          ***
Moi kochani siedza u nas juz dwa dni. Poprostu super ! Wieczorem maja przyleciec Oscar i babcia. Z Nathanem dogadujemy sie w miare dobrze. Ale gdy go widze przechodza mnie dreszcze. Caly czas przypominam sobie ze niedlugo urodze jego dziecko. Ciaze moge ukryc ale dziecko juz nie. Predzej czy pozniej bede musiala im powiedziec. Najbardziej obawiam sie reakcij Jacka. Boje sie ze znienawidzi Nathana a nie chce pusuc ich przyjaznij. Ja od dziecka milalam pecha. Trudno.
-Nikki zle sie czujesz ? spytl Jack
-nie.....a co ? Szczerze to troche boli mnie glowa ale nie bede mu mowic bo bedze marudzic
-Tak dziwnie wygladsz taka blaa jestes. Powiedzial
- wydaje Ci sie. Powiedzialam. Czulam sie dziwnie jak sie mi tak przygladl.
- nie gap sie tak. Powiedzialam rzucajac w niego poduszka.
- ej! Krzyknol
- to sie nie gap.
-ale wydaje mi sie ze przytylas. Powiedzial, o ja cie ! no to pieknie ! CHOLERA JASNA ! Instynktownie zakrylam brzuch poduszka.
- o ty swino !!! uwarzasz ze jestem gruba ! Nie nawidze cie ! I ty sie uwarzasz za mojego brata ? Phi. No no przeszlam sama siebie.wiec jedanak powinnam isc na aktorke.
- Hola ...siostra ja tylko powiedzialem ze....albo dobra juz nic. Stwierdzil i bardzo dobrze.
- co tu sie dzieje slychac was w calym domu do pokoju przyszedl Nathan. Ja tylko przewrucilam oczami a Jack zaczol sie smiac. Zdesorjetowany chlopak wyszedl. Po chwili milczenia
- musze wyjsc z dziecmi na spacer, idziesz z nami ? Spytalam
- ja nie ale moze Amy albo Nathan. Ja kiwnelam glowa i wyszlam z pokoju, pomijajac fakt ze zrobilo mi sie slabo,  ale musze sie do tego przyzwiczaic.
Po zejsciu na dol, wyciagnelam wuzek dla malego i zawolam Mie by ja ubrac.
- a wojek Nath pojdzie z nami ? Spytala dziwczynka
- nie wiem kochanie a co ?
- a tak....nie skonczyla poniewaz przyszla Amy z ubranym Andrewem.
- dziekiuje za pomoc. A idzesz z nami ? Spytalam 
- dzieki ale nie, musze sie polozyc. Odpowiedziala
- ok. To idz lez
- wes ze soba Nathana. Tylko siedzi i grzebie cos w telefonie. Powiedziala
- to pojdzie z nami ?  Ucieszyla sie dziewczynka
- to jak chcesz zeby poszedl to biegnij po niego, to moze przyjdze ten twoj ulubiony wojek. Powiedzialam a dziewczynka w podskokach poleciala po chlopaka. Nie mialam ochoty z nim isc ale jak Mia chce to ok.
- dobra ide ide ...zza drzwi bylo slychac Nathana i Mie.
- co idzesz ? spytalam
- tak tak tak!! Zaczela krzyczec dziewczynka.
- no chyba nie mam wyjscia. Powiedzial -no chyba nie. Usmiechnelam sie i wyszlismy. Mia caly czas biegala z psem po parku. Ja szlam spokojnym krokiem z Nathanem.
- jak ci sie tu podoba? panukca cisze przerwal Nathan.
- jest swietnie. A wy na ile tu zostajecie ? spytlam
- nie wiem tzeba spy...nie skonczyl poniewaz  odruchowo schowlam sie za nim.
- a tobie co ? spytal.
- tam jest...nie moglam skonczyc poniewaz chlopak zorijetowal sie o co chodzi.
- a jak nas widzial ? Spytalam
- nie ,nie widzial spokojnie. Tsa latwo mu mowic to nie jego chce zabic Jay.
- a Mia ? spytalam
- ty sie wruc a ja po nia pojde. Ja tylko kiwnelam glowa.
Po przejsciu kilkunastu krokow dogonil mnie Nathan z Mia i Coco. 
- ale ciemu tak klutko ? spytlala Mia.
- bo.....nie wiedzialam co powiedziec. Bo przeciez nie powiem dziecku ze jezli Jay mnie zauwarzy to nie zabije a ja przy okazij.
- bo robi sie zimno. Powiedzial Nathan 
-ale jutlo tez pujdziemy ? spytala 
- no nie wiem. Powiedzialam 
- ale ciemu ? spytla
- to ja mam pomysl. Ty pojdziesz z wojkiem Nathanem jeszcze na plac zabaw a ja z Andrewem pujdziemy do domu. Na te slowa Nathan zgromil mnie wzrokiem. 
- naplawde wojek pojdziesz zie mna ? spytlala 
- tak. Odpowiedzialam za chlopaka- to wy idzcie a ja wracam do domu. Powiedzialam i ruszylam w swoja strone. 



------------------------------------------
WESOŁYCH ŚWIĄT (trochę późno ale ważne że jest) 
za błędy przepraszam ale jestem na telefonie i nie mogę poprawić  
Bardzo przepraszam że nie dodałam w piątek ale musiałam jechać ze strażą czuwać przy grobie i nie miałam wifi :( a po za tym nie chciałam dać wam nie dokończonego rozdziału, w sobote też nie mogłam bo miałam chrzciny mojego małego chrześnika i trzeba  było pomóc w przygotowaniach i jak pojechałam o 9;00 tak przyjechałam o 23 więc nawet nie miałam siły nic dodać. Więc bardzo przepraszam jeszcze raz i do następnego  :* 
     aha proszę was komutujcie ponieważ nie wiem czy wogule ktoś to czyta