DAGGER IN MY HEART

Rozdziały w każdą sobotę lub jeśli będą 4 komentarze, rozdział pojawi się wcześniej.

sobota, 30 maja 2015

Rozdział 33

Bardzo mnie ciekawi co ten Nathuś wymyślił. I bardzo mnie dziwi i intryguje ojciec Nathan'a. Czyżby sie dowiedział czym zajmował sie Nath? Mam tyle pytań i zero odpowiedzi. 
-zapraszam. Powiedział Nathan. Moim oczą ukazał sie pięknie nakryty stół i poczułam bardzo smakowicie pachnące danie. -postarałeś sie. Powiedziałam z uśmiechem - a to jeszcze nie koniec. Powiedział puszczając mi oczko. -siadasz obok mnie. Powiedział i wzioł mnie za rękę. -Nath a co Ci chodzi? Spytałam -zobaczysz. Powiedział -co tak pięknie pachnie? Ze schodów zeszła pani Karen - o kurcze!!!! Krzyknoł Nath i pobiegł do kuchni. Po chwili wrocił z pięknie wyglądającym daniem. -co to jest? Spytała z ciekawością Amy.-coś dobrego. Powiedział.Siedzimy przy stole i rozmawiamy o wszystkim. Nawet Nathan i jego ojciec rozmawiają w miare normalnie. Cały czas Nathan trzyma mnie za reke, pocalował mnie. Mina Jack'a była bezcenna i mam nadzieje że sie zoriętkwał o co chodzi. -dobra. Teraz mam niespodzianke. Powiedział. Wstał. Wyszedł. -ty wiesz o co mu chodzi? Spytał Jack-nie mam zielonego pojecia tez mnie to ciekawi. Powiedziałam. Na co Amy szeroko sie uśmiechneła. Po chwili wrócił Nathan z wielkim bukitem róż. Podszedł do mnie. Klęknoł. Wtf??????-Nikki, od pewnego czasu sie tak zastanwiam sie i nawet nie wiem jak zacząć żeby nie zabrzmiało glupio.-Nath? -Nicole Diaz czy nie zechciałabyś spędzić ze mną reszte życia?Nath wyją prześliczny pierścionek.  na co Jack zaczoł sie śmiać. -Jack! Walnełam go w glowe Amy. Na co ja i Nath sie usmiechneliśmy. -tak! Jasne! Powiedziałam. Łzy poleciały mi po policzku. -nie płacz. Powiedział -już nie. Powiedziałam ocierając łzy i bardzo mocno przytuliłam chłopaka. Chwile poźniej rodzinka zaczeła nam gratulowač. Gdy podszedł do mnie Jack. Przytulił mnie. Szepnoł.-wiedziałem. Na co spojzałam na niego. -Amy mi powiedziała. Powidział z usmiechem i odszedł. No nie ! Jej to ja juz nic nie powiem. Poszedł do mnie Nathan. Ja sie uśmiechnełam. N-teraz trzaba planować ślub. Powiedziała Karen. - to juz ja sie tym zajmę. Powiedział. On mnie coraz bardziej intryguje. -no a my co tak stoimy. Trzeba to oblać.  Powiedział mój brat pijak. I poszedł. Po chwili przyniusł butelke wodki, oraz wino. Nathan poszedł po kieliszki. Po kilku butelkach cała trójka była strasznie pijana. Jest w pół dwunastej a toważystwo newet nie zamierza sie zebrać. Ja już usypiam, Amy siedzi z Marco a Karen poszła już sie położyć.  Gdy Nathan chciał wstać tak sie zachwiał ze omało co sie wywalił. -ale sie ochlałem. Zaczoł sie śmiać. Ok. On o własnych siłach do pokoju nie dojdzie. -Nath, chodź. Pojdziemy razem. Powiedziałam.-tak! Z tobą nawet na koniec świata. Powiedział-to bardzo sie ciesze. Ale chodz. Powiedziałam. Na co chłopak wstał. Wchodzenie po schodach było jak wspinaie sie na szyt góry. Po dotarciu do pokoju chłopak usiadł. -chodź tu do mnie. Powiedział -Nathan. Musze iść do Marinki. Powiedziałam-jest z tamtymi. Chodz tu do mnie. Powiedział i pociągnoł mnie na łóżko. -Nathan! -śpisz dzisiaj ze mną. Powiedział i złapał mnie w tali. Nawet nie prostowałam bo wiedziałam ze zaraz usnie. Nie ukrywam miałam ochote puścić pawia od zapchu alkocholu. Zaraz ja sie tymi "oparami" opije. Po jakiś 15min chłopak usnoł. I to całe szczęście. Uwolniłam sie od chłopaka, przykryłam go kocem i po cichu wyszłam. Na dole siedziała tylko Amy a Marco jadł- już sie zebrali? Sytałam podchodząc do dziecka.-już chyba nareszcie. Przecież mi Marco obudzili. Powiedziała. -uu...czyli sobie tutaj jeszcze posiedzisz. Powiedziałam i wziełam dziecko.-a ty idz juz spać. Bo znając życie Nathan jak sie obudzi to przyjdzie do Ciebie. Powiedziała.-no dobranoc. Powiedzialam i poszlam do siebie.Nie spie od 6 ponieważ moje małe kochanie sie obudziło. Gdy spowrotem usneła szybko sie ogarnełam i zeszłam na dół. Na dole byłam sama. Więc postanowiłam umyć butelki Marinki.Zaczełam sprzątać salon po wczorajszej kolacji. Nathan sie postarał. Ale nadal martwie sie tą jego wczorajszą rozmową.Posprzątałam cały salon gdy miałam brać obrus ze stoły zauważyłam komurke Nathan'a. Zbyt mnie ciekawiło żeby zostwić telefon. Niestety wszystkie wiadomości były usunięte. A jego kontakty były jakieś dziwne. Np "łysy, suchy...." nic po imieniu ani nazwisku. Nawet znalazłam numer Ariany, Jay'a i...........taty...Wszystkie wspomnienia wróciły. Wszystko od A do Z. Miałam wrazenie ze ktos mną stoi. Gwałownie sie odwruciłam a za mną stał zmasakrowany Nath. -hej skarbie. Powiedział. Oby sie nie skapnoł-hej. Żyjesz? Spytałam-jest cos do picia. Spytał-nie wiem. Idz sprawdz. Powiedziałam a on poszedł. Szybko odłożyłam telefon na miejsce. Chłopak nawet nie zauważył że mam jego telefon w ręce. Wziełam to co miałam wziąść i poszłam do chłopaka.-jak sie czujesz? Spytałam -jakby mnie tir przejechał. Wybełkotoł-bardzo sie wczoraj wydurniłem?? Spytał-nie. Dlaczego? Spytałam-bo nie pamiętam, nic od kąt wypiliśmy jedną butelke. -nie wydurniałeś sie. Tylko troche trudno było cie oddciągnąć od stołu. Powiedziałam -to dobrze. A gdzie Marina? Spytał-jezus Maria! Krzyknełam i pobiegłam jak najszybciej pobiegłam do pokoju. Na śmierć zapomniałam o niej. Gdy weszłam do pokoju. Malutka bawiła sie nóżkami. -hej kochanie. Wziełam maleństwo. I zaczełam ją prebierać. Cały czas mówiąc do niej. Po kilku minutch zeszłam z nią do Nathan'a. -czemu tak uciekłaś? Spytał Nathan-przez to sprzątanie zapimniałam że Marinka śpi. Na co Nath zaczoł sie śmiać.-tobie dziecko powierzyć. Śmiał sie.-tak? Taki mądry jesteś? Spytałam - to teraz ty sie masz szanse wykazać. Dałam dziecko Nathan'owi. I chciałam odejść,ale stwierdziłam że on na kacu i mlutkie dziecko to nie najlepsze porównanie. Wiec zostałam i zaczełam robić małej mleko. -Misiek?spytał Nathan-hm?? Odwruciłam sie z strone chłopaka-to kiedy ślub? Spytał-nie wiem ty wybierz. Powiedziałam chłopakowi. -ja sie na tym nie znam. -a ja tym bardziej. Uśmiechnełam sie.-ale ja chce twoją propozycje. Powiedział.-a ja twoją. Powiedziałam -ale jak ja powiem to sie nie zgodzisz. Powiedział -zgodze sie na wszystko. Powiedziałam-ok. Tylko zeby pozniej pretęsji nie było. Powiedział-dobra. Powiedział-dobra. Za pół roku. Powiedział -yyyy.....no dobara. Powiedziałam 




-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej :)
od razu przepraszam za błędy ale kompletnie nie mam czasu poprawiać.Też mówię że za tydzień albo rozdziału nie będzie albo będzie bardzo opóźniony,ponieważ mam ślub brata i kompletnie nie będę miała głowy do pisania. Więc bardzo was przepraszam :*****************
to chyba tyle, więc zapraszam do komentowania. 
Do zobaczenia papa :*****************

sobota, 23 maja 2015

Rozdział 32

Obudziłam sie około 9:00 nawet może troche wcześnie. Nie spałam całą noc, ponieważ Marinka nie spała. Wiec byłam strasznie niewyspana. Wstałam. Marinka spała więc szybo poszłam wziąść prysznic. Po lekkim ogarnięciu sie zeszłam do kuchni. Amy robiła kanapki.
-hej. Powiedziałam
-hej. Odpowiedziała -jade do sklepu za jekieś pół godziny. Nie pojechałabuś ze mną. Spytała
-nie no jasne. Tylko bede musiała powiedzieć Nathan'owi żeby na Marine uważał. Powiedziałam
- to idz go obudź bo jeszcze śpi. Powiwdziała
-dobrze. Od razu zajrze do małej i sie ogarne. Powiedziałam i poszłam do siebie by zobaczyć czy Miarinka śpi. Tylko weszłam do pokoju mała sie obudziała. Więc wziełam ją na ręce i poszłam do pokoju Nathan'a. Chłopak spał w najlepsze. Delikatnie siadłam obok śpiącego chłopaka. Nachyliłam sie i dałam mu buziaka w policzek. Lekko zdezoriętowany Nathan obudził sie i od razu się uśmiechnoł.
-jaką ja mam świetną pobudkę,dzisiaj. Powiedział z uśmiechem.
- no to bardzo sie cieszemy z tego powodu. A teraz wstawaj bo ja zaraz z Amy do sklepu jedziemy i musisz sie Marinką zająć. Powiedziałam. Na co spokrzał sie na mnie ze zdziwieniem.
-no co ? Wstawaj! Powiedziałam
-coś za coś. Powiedział
-aha...ciekawe co ? Spytałam
-daj buziaka. Powiedział z uśmiechem. Pokiwałam lekko głową i pocałowałam chłopaka.
- masz ją. Ja musze sie jeszcze ogarnąć. Powiedziałam i dałam dziecko chłopakowi. -dla mnie możesz i tak jechać. Powiedział -daj spokuj. Powiedziałam i wyszlam z pokoju chłopaka. Pomalowałam sie,przebrałam i zeszłam na dół. Na dole była tylko Amy.
-a gdzie reszta? Spytałam
-Jack z Marco na tarasie, a Nath jeszcze nie zszedł. Powiedziała
-to ja jeszcze skocze zobaczyć co on robi z tym moim dzieckiem. Powiedziałam z uśmiechem.
-to leć. Ja jeszcze sie pomaluje. Powiedziała. Amy weszła do łazięki, a ja weszłam do pokoju chlopaka. Moim oczom ukazał sie śpiący Nath i machającą nóżkami Marinke.
-Nath. Szturchełam chłopaka. On obudził sie przestraszony.
-chyba usnołem. Powiedział dezoriętowany.
-chyba tak. Powiedziałam z uśmiechem.
-już wstaje. Powiedział i wstał.
-a ja już jade, więc nie śpij już. Powiedziałam i wyszłam nie zwracjąc uwagi na chłopaka.
-to jedziemy? Spytała
-jedziemy. Powiedziałam. Jadąc do sklepu całą droge Amy mówiła mi jakby fajnie byłoby gdynym była z Nathan'em.
-Amy prosze Cie. Powiedziałam
- no co ? Ja mówie tylko co myśle. Powiedziała.
- No bo ty i Nath naprawde pasujecie do siebie. Dodała
-Amy błagam Cie nie podpuszczaj mnie. Bo poźniej bede załować tego co powiem.
-aha. Czyli coś......ty i Nathan. Powiedziała śmiejąc sie.
-Amy!
-no mow ja nic nie powiem nikomu. Powiedziała
-nie podpuszczaj! Powiedziałam
-no prosze. Mi nie powiesz?
-no dobra! Ja i Nathan spotykamy sie. Pasuje? Powiedziałam
-aaaa!! Serio? Jejku nawet nie wiesz jak ja sie ciesze! Powiedziała.
-dobrze,dobrze, ale Jack'owi nic nie mów! Ok ? Spytałam
-no dobrze. Odopwiedziała. Chwile potem weszłyśmy do sklepu.

*oczami Nathan'a

Dziewczyny pojechały jakieś pół godziny temu. A Jack już może sie pochwalić rozwalona ręką. Idiota chciał skręcić chodzik dla Marco i podchnoł sie o pudło które sam postawił na środku tarasu i sie wywalił na śrubokręt ktory wbił mu sie w rekę. Pół domu krwią zalał, to teraz musi sprzątać. Ja mu nie pomoge, bo karmie Marine. On ma szczęście że Marco śpi. Na całe szczęście rodzice mają przyjechać za jakieś 4godziny. Więc jest dobrze. Gdy tylko Jack skończył sprzątać zadzwonił dzwonek. Czyli pewnie dziewczyny wróciły ze sklepu i zapomniały kluczy. Więc musiałem podejść do drzwi. Bardzo dziwnie otwiera sie drzwi z dzieckiem na rękach.
-czemu tak.........Co ???
- cześć mamo.powiedziałem
-cześć Nath. Powiedziała przyglądając sie małej.
-yyy....wejdź. Powiedziałem
-gdzie tata ? Spytałem
-w samochodzie. Zaraz przyjdzie. Powiedziała
-a teraz wytłumacz mi co ta za dziecko. Powiedziała -to jest twoja wnuczka. Powiedziałem pewnie. Mamy mina była bezcenna.
-ale mówiłeś że.... Powiedziała
-wiem co mowiłem. Powiedziałem
-skączmy temat. Dodałem
-dobrze. A gdzie dziewczyny? Spytała
-dziewczyny w sklepie. Powiedziałem
-cześć synu. Wszedł do domu ojciec
-co ta za dziecko? Spytał ze zdziwniem
-to jest nasza wnuczka. Powiedziała mama
-słucham? Spytał
-tak. To jest wasza wnuczka Marina. Powiedziałem
-jezu! Synu! Gratulacje! Powiedział klepiąc mnie w ramie.
-dzień dobry! Z tarasu wszedł Jack.
-cześć Jack. Powiedział ojciec.
-cześć. Powiedziała mama.
-to ja zadzwonie do dziewczyn że przyjachaliście. Powiedział. Posadził Marco w chodziku. Już złożonym chodziku. -zerknijcie na niego. Powiedział i poszedł. -mieliście przyjechać za cztery godziny. Powiedziałem
-tak wiemy, ale dach nam przecieka bo u sąsiada nad nami pękła rura i nam mieszkanie zaloło. Czy możemy zostać u was przez te kilka dni ? Spytała mama
-no tak. Jasne. Powiedziałem.
-a co ci się stało ? Spytała mama.
-z kumplem sie pobiłem. Powiedziałem tak jakby prawde.
-Nathan...... Masz dziewczyne i dziecko i jeszcze ci głupoty w głowie. Powiedziała mama.
-daj już spokuj. Powiedziałem. Mama tylko pokiwała głową i dołączyła do Marco.
-dlaczego nic nie mówiłeś że ojcem jesteś.? Spytał po cichu ojciec
-chcieliśmy z Nikki zrobić wam niespodzianke Powiedziałem.
-Dziewczyny już wracają. Wszedł Jack.

*oczmi Nikki

Jezu rodziece Amy i Nathan'a rodzice już przyjechali. Przecież mieli być znacznie później.
-Ciekwe co ja ugotuje na szybko? Marudzi Amy.
-pomoge Ci. Spokojnie. Zrobimy Leczo. Powiedziałam
-no w sumie.
-spokojnie. Powiedziałam
-łatwo Ci mówić. Powiedziała
-ja mam gorzej bo dowiedzieli sie o Marinie.
-i zaraz będą pytania kiedy ślub. Powiedziała ze śmiechem
-hahah dokładnie. -ale Jackowi nic nie.... -nic mam nie mówić. Powiedziała
-dokładnie. Dodałam
-to idziemy. Powiedziała
-niestety. Powiedziałam. Wziełyśmy zakupy i weszlyśmy do domu.
-cześć. Pierwsza weszła Amy. Ja tuż za nią.
-dzień dobry. Powiedziałam i weszłam do kuchni. Po wypakowaniu wszystkich zakupów. Poszłyśmy do salonu. Nathan woził w wozku małą a na sofie siedziała reszta "rodzinki".
-siadaj ja sie nią zajme. Powiedziałam do Nathan'a. Chłopak odszedł.
-zajecie coś ?spytała Amy.
-nie chcemy robić kłopotu. Powiedziała Mama Sykes'a
- nie robicie. Powiedziała i poszła do kuchni.
-pomogę Ci. Powiedział Jack. Więc zostałam z Nathan'em i jego rodzicami
-to kiedy ślub ? Spytała Mama Sykes'a.
-co ? Spytał Nathan
-no jezeli jest dziecko to musi być ślub. Mam madzieje że nie bedziecie żyli bez ślubu. Powiedziała
-co ? Nie ! Poprostu ostatnio nie mamy czasu, nawet o tym myśleć. Powiedział
-prawda kochanie? Spytał
-tak. Dokładnie. Powiedziałam
- to kiedy ? Spytał jego ojciec
- tato daj spokój. Jeszcze nic nie planujejmy. Powiedział Nath.
-dobra. Powiedział. Mała zaczeła sie wiercić, wiec musiałam szybko iść do kuchni żeby zrobić jej jeść.
-Nath, popatrz na nią ja jej butelkę przyniose. Powiedziałam chłopakowi. Na co uśmiechnoł sie i podszedł do wózka.
-dobrze. Powiedział. Ja poszłam do kuchni, gdzie Amy i Jack zamiast robić jedzenie to nie szczędzili sobie czsu z czułościami.
-mhhhhm............ Oparłam sie o futrynę. - Nikki, a co ty tu robisz ? Spytał Jack
-nie przeszkadajcie sobie. Zaśmialam sie
- ja za minutke uciekam. Powiedziałam
- zabawne siostra, bardzo zabawne. Powiedział Jack.
-ja uciekam. A wy sobie nie przeszkadajcie. Powiedziałam z usmiechem na co Amy sie uśmiechneła, zaraz po tym usłyszeliśmy krzyki z salonu, znaczy kłutnie. Spojrzeliśmy sie na siebie i postanowiliśmy pojść tam.

----------------------------------
Hej :-)
To już kolejny rozdział :)
Notki pod rozdziałem nie bedzie. Ponieważ nie mam co napisać.
Pozdrowienia dla wszystkich i do następnego :-****

sobota, 16 maja 2015

Rozdział 31

Że co ?????!!!!!! Nathan Sykes, ten Nathan Sykes. Spytał sie mnie czy ja nie chce być jego dziewczyną ! Jejku! Ten Nathan którego znałam z przed wypadku nigdy by tego nie zrobił.
-Nikki? Spojrzał sie na mnie zza kierownicy.
-tak. Znaczy zgadzam sie. Powiedziałam z uśmiechem -serio ? Spytał
-tak ! Głuptasie. Powiedziałam
-kocham Cie. Powiedział zatrzymując samochód i odwracając sie do mnie.
-ja Ciebie też. Powiedzialam i pocałowałam chłopaka. Tylko oddaliłam sie od chłopaka Marinka sie obudziła i popatrzyła sie na nas. Na co się zaśmialiśmy.
- no widzisz nawet nasza córka sie cieszy. Powiedział Nathan z uśmiechem.
-haha ale nawet nie zapłakała. Powiedziałam
- no nawet. Ale musimy wracać do domu,bo Jack i Amy czekają. Powiedział. Całą droge rozmawialiśmy. Ody dwoje stwierdziliśmy że narazie nic nie powiemy Jack'owi i Amy. -no to teraz tak wyczekiwana niespodzianka. Powiedział Jack
-pokaż ! Gdzie? Oglądałam sie po domu.
-daj mi Marine, najpierw. Powiedział Nathan -ja wole ją wziąćś żebyś jej nic nie zrobiła. Powiedział Nathan z uśmiechem
-zabawne,Nathan, bardzo zabawne. Powiedziałam
-ale i tak ją daj. Powiedział i grzecznie oddałam mu dziecko.
-od kiedy ty go tak słuchasz ? Spytał Jakck
-jest jej ojcem? Jest. To dlaczgo ja mam sie tylko się Marinką zajmować. Powiedziałam bratu. Na co Sykes sie uśmiechnoł.
-chyba że tak. Powiedział Jack
-ale moze byśmy poszli już na górę nie sądzisz Jack. Powiedział Nath
-a tak jasne. Zamkniesz oczy jak ci powiem ok ? Spytał Jack
-ok. Ale moge wiedzieć o co wam chodzi? Spytałam wchodząc po schodach.
-zaraz sama zobaczysz. Powiedziała Amy. -zamknij oczy. Powiedział Jack. Na co pośłuchałam grzecznie chłopaka. I zamknełam oczy.
-a jak sie potchnę o coś i sie wywale? Spytałam
-spokojnie trzymam Cię. Powiedział Jack. -mam taką nadzieje. Powiedziałam
-zatrzymaj sie. Powiedział. Posłuchałam i stanełam.
-jak Ci powiem otworzysz oczy. Dodał. Po chwili
-otwórz oczy. Powiedział. Powoli otworzyłam oczy. Ukazał mi sie mój pokój. Ale inny. Kolor ścian był nieziemski czarno-różowy. Białe meble, łóżeczko z baldachmem, dwu osobowe łóżko, na ścianie szfka wisząca z miśkami i siążeczkami. Poprostu raj na ziemi !
- JEZU CHŁOPAKI! TO JEST......NIESAMOWITE!!!! DZIĘKUJE WAM! Bardzo moco przytuliłam brata, później Amy, następnie podeszłam do Nathan'a i powiedziałam
- dziękuje. Miałam ochote go bardzo mocno przytulić i pocałować, ale nie mogłam. Żeby nie wydał sie nasz malutki sekrecik. Wziełam malutką.
- patrz kochnie, jaką nam rodzinka niespodzinkę zrobiła. Niestety mała spała. Więc nadarmo moje gadnie.
-to teraz mamy jeszcze jedną sprawe. Powiedział Nathan
-jaką? Spytałam kładąc Marinke w łóżeczku.
-trzeba powiedzieć rodzicą że mają wnuczke. Powiedział
-to juz ty im powiesz. Powiedziałam i odeszłam.
- a właśnie że nie. Powiedział
-co? Spytałam
-powiemy razem. Powiedział
-no chyba nie. Powiedziałam chłopakowi z uśmiechem
-tak. I sie nie kłuć bo małą obudzisz. Powiedział
-o ty ! Powiedziałam lekko szturchając go w ramie. On tylko się uśmiechnoł.
-nie wiem jak wy ale ja bym coś zjadł. Powiedział Jack
-no racja. Ja też. Powiedziałam do brata -to może pizza? Zaproponował Jack.
-ok. Odpowiedział Nathan -to Amy zamuwisz? Spytał
-dobrze. Mam czas dopuki Marco śpi. Powiedziała i poszła.
- To ja pojade po tą pizze. Powiedział Jack - ja moge jechać. zadeklarował sie Nathan.
-chce Ci sie? Spytał
-mam jedną sprawe do załatwienia, więc moge i po pizze podjechać. Powiedział. Na co spojżałam sie na niego pytającym wzrokiem.
-ale nie wiadomo kiedy wrócisz. Powiedział Jack.
- a ja jestem głodny. Dodał
-to ja już jade i bede za godzine bede  z pizza. Powiedział
-Dobra streszczaj sie. Powiedział Jack i Nathan wyszedł.
-jak zaraz nie wróci to go zabije bo z głodu padam. Marudził Jack.
- nie marudź już. Odezwała sie Amy. Ja tylko sie uśmiechnełam.
-jest jakieś piwko w domu ? Spytał
- nie ma. Odpowiedziała
- dlaczego mi nie mówisz? To ja do Nathan'a dzwonie. Powiedział i poszedł. Jakieś 10 min Nathan'a nie ma a Jack już nie wyrabia. Kręci sie i marudzi. Przez to jego marudzenie obudziła sie Mariana. Ona tak jeszcze nie płakała. Szybko pobiegłam do pokoju. Wziełam ją. Myślałam że jest glodna ale nic z tego. W pieluszcze też nic. A Marina nadal płacze. Przepraszam ona nie płacze ona sie drze.
-dlaczego ona tak płacze? Spytał sie Jack. -jakbym wiedziała to bym Ci powiedziała.
-ciiiiii.....bojałam malutką a ona cały czas płacze. Nie wiem co sie dzieje i to jest najgorsze.
-skarbie co Ci jest? Mówie sama do siebie. Nathan'a nie ma już około półtorej godziny. Jack dzwoni do niego a on nie odbiera. A co najlepsze mała wciąż płacze. Mnie już wszystko boli. Amy i Jalc też ją nosili i nic. Nadal płacz.
-co sie tu dzieje? Do domu wszedł Nathan z pizza i zakupami i........
-Nathan co Ci sie stało? Spytałam
-nie ważne. Dlaczego ona tak płacze ? Spytał
-nie mam pojęcia. Płacze tak odkąd pojechałeś. Powiedziałam
-daj mi ją. Powiedział. Oddałam Marine w jego ręce, na co po dosłownie chwili sie uspokoiła.
-ale jak ? Spytał sie Jack
-daj juz spokuj. Głody byłeś. Odezwała sie Amy.
- musiała sie stęskić za tobą . powiedziała Amy. Na co chłopak sie lekko uśmiechnoł.
-a teraz mów co Ci się stało. Powiedzialam -poszarpałem sie z takim jednym. Powiedział
-poszarpaleś sie? To mi wygląda na bójke a nie szapranie sie. Powiedziałam
-oj niech Ci będzie. Powiedział
-daj ją a ty idz sie prebrać. Powiedziała Amy. - Nikki to chyba ma już dość. Zarzartowała.
-powiecmy. Powiedziałam z uśmiechem.
-zajmiecie się ją chwilke ? Ja zrobie sobie herbate. Spytałam
-tak. Jase. Taką ślicznotką z radością. Powiedziała Amy. Ja uśmiechnełam sie i wyszłam do kuchni. Naprawde mam dość tego wszystkiego. Nathan obiecuje że nie będzie sie bił i w żadne różne takie sprawy, a tu nagle przychodzi cały poobijany. Martwie sie o niego. Jeszcze Marina cały czas płacze jak tylko Nathan'a dłużej nie ma.
-nad czym tak myślisz ? Zza drzwi pojawił sie Nathan.
-nad nami. Powiedziałam
-a co ja zrobiłem. Zrobił smutną minkę.
-obiecałeś mi coś. Powiwdziałam odwracakąc sie do chłopaka.
- bardzo cie przepraszam. Ale musiałem. Sprowokowali mnie. Zaczoł sie tłumaczyć. -dobrze. Ale obiecaj że woęcej tego nie zrobisz. Powiedziałam do niego.
-obiecuje. Powiedział na co go przytuliłam.
-ale nic Ci nie jest? Spytałam
-nic. Tylko kilka zadrapań, siniaków. Powiedział
-i.... Rozcięty łók brwiowy. Powiedziałam -oj tam. To nic takiego. Powiedział
- mam nadzieje. Powiedziałam
-chodz juz do nich. Bo zaraz mam całą pizze. Powiedział
-to chodzimy. Powiedziałam i poszliśmy. W salonie juz czekali na nas Amy. Jack i dzieci. Marinka leżała spokojnie na na sofie, obok siedział Jakck jedzący kawałek pizzy a Amy chodziła z Marco. Postawiłam herbate.
-jedz. Podsuwa mi Jakc podełko z pizza.
- widzisz juz nie płacze. Powiedziała Amy. -tak. I bardzo dobrze. Ja nie mam pojecia dlaczego ona tak płakała. Powiedziałam biorąc kawałek pizzy.
-Nathan, przyprowadzisz wozek? Spytałam chłopaka. Na co wstał i przyprowadził wozek. Położyłam Marinke w wozku i zaczełam ją wozić w przud i w tył i tak cały czas.
-ja ją powoże. Zadelkarował sie Nathan. -jest jeszcze jasno na dworze wiec pojde z nią na dwor. Powiedział
-czekaj pojde z tobą. Powiedział Jack
-to weś Marco. Powiedziała Amy. Na co chłopak bez niczego wzioł chłopczyka.
-to zostałyśmy same. Powiedziała
-na to wygląda. Powiedziałam z uśmiechem -a czy ty i Nathan wy coś ten,no ?spytała -chodzi Ci czy sie spotykamy? Nie nic oprucz Marinki nie łączy. Powiedziałam zdecydowanie. -napewno ? Spytała
- napewno. Powiedziłam
-a już myślałam, że bedziecie razem. Powiedziała ze smutną miną.
- ale i tak wiem że będziecie razem. Zaśmiała sie.
-ale ja nic nie mówie. Powiedziałam z uśmiechem. Gadamy z Amy o wszystkim. Ale ona co chwile znowu zaczyna drążyć temat mnie i Nathan'a. Bardzo chciałabym jej powiedzieć, ale nie dowie sie razem z Jackiem.
-Nikki powiec mi szczerze, podoba Cie sie Nath ? Spytała
-yyy....no.....Na całe szczęście nie skończyłam bo zadzwonił telefon Amy wiec dziewczyna odebrała. Po chwili wróciła.
-rodzice stwierdzili że przyjadą jutro, bo sie za wnuczkiem stęsknili. Powiedziała
-to super. Powiedziałam z miną skazańca. - to ja sie za sprzątanie biore. Powiedziała
-pomoge Ci. Powiedziałam
-ty lepiej idź zobacz gdzie wcieło tych dwuch baranów. Bo nam dzieci przeziębią. Powiedziała.
- tak racja. Powiedziałam. Wziełam telefon i wyszłam. Napisałam Nathan' owi sms'a. Nie czekałam długo na odpowiedz ponieważ chłopak odpisał że są na polanie. Czyli jakieś kilka min drogi od domu. Więc ruszyłam w strone chłopaków. Nie długo po tem byłam juz przy nich.
-no czemu nie wracacie? Spyrałam
-no mieliśmy taki zamiar. Mówił Jack
- Nathan twoi rodzice przyjeżdzają jutro. Powiedziałam chłopakowi. Chyba nie bardzo ucieszył sie z tego powodu.
-zajebiście. Mruknoł. Ja tylko lekko sie uśmiechnełam.
-pasują wam te wózki. Zaśmiałam sie.
-no ba. Powiedział Jack.
-Ale ja to musze przyspieszyć bo Marco sie budzi. I zaraz bedzie płacz bo bedzie głodny. Powiedział i poszedł.
-no myślałem że już nie pojdzie. Wyszeptał Nathan
-nie bądź wredny. Powiedziałam
-wcale nie jestem. Poprostu mam oche Cie pocałować. Powiedział i zaczoł sie zbiżać do mnie.
-zaczekaj chwile niech odejdzie. Powiedziałam. A Nathan jak Nathan nie. Bo przecież sekunda to dla niego wieczność. I mnie pocałował nie zastanawiając sie odwzajemniłam pocałunek.

------------------------------------
Hej, hej
Mam tu dla was kolejny rozdział :) jak wam sie podoba ?
A teraz tak i innej beczki. Jeżeli ktoś znajdzie mnie na jakim kolwiek portalu społecznościowym, piszczcie bedzie mi bardzo miło.
Do zobacznienia :*

sobota, 9 maja 2015

Rozdział 30

-hahah...co ty mówisz? Spojrzałam na chłopaka - no serio. Powiedział
- cały czas przyjeżdzał tu do Ciebie. Powiedział.- siema. Do sali wszedł Nathan. -hej....powiedziałam niepewnie
-o czym gadacie ? Spytał
- o tobie. Zaśmiał sie Jack
- zabawne. Powiedział
-gdzie Amy ? Spytał Jack
- w sklepie z........no w sklepie. Zakłopotał sie Nathan
- to ja pojade do niej i przyjedziemy do Ciebie razem. Powiedział
- trzymaj sie. Pa.
-pa. Powiedziałam. I zastałam sama z Nathan'em .
- jak sie czujesz ? Spytał
- no dobrze. A co u was ? Spytałam
-spoko. Powiedział.
-co z Arianą i Jay'em ? Spytałam
-nie żyją. Powiedział obojętnie. Na co spojrzałam w dół i zrobiło mi się smutno. Lecz nie było mi dane zbyt długo się smucić bo Marina sie obudziła. Więc próbowałam wsatać lecz szwy na brzuchu nie pozwalały mi sie wyprostować.
-pomoge Ci. Powiedział Sykes
-to możesz mi ją tutaj przynieś. Powiedziałam.
-ale ja nie umiem. Powiedział
-umiesz. Poradzisz sobie. A za nim ja wstane to troszkę minie. Powiedziałam. Chłopak wyglądał bardzo jakby to powiedzieć "sympatycznie".
- i co nie umiesz ? Powiedziałam z uśmiechem. Mówiąc do chłopaka jak niusł malutką.
- no nie. Zaśmiał się.
-ponoś ją troszke. A ja zrobie jej mleko. Powiedziałam i powoli, delilatnie zaczełam wstawać.
- Nathan.....powiec mi jedną rzecz....
-co ? Spytał
- Jack mówił że.......
-no mów. Powiedział
- że cały czas byłeś tu w szpitalu ? Spytałam
-a co Cie to obchodzi ? Spytał
-znowu chcesz sie pokłucić ? Spytałam. Chyba chłopak nie spodziewał sie mojej reakcij
- dobra. No i co z tego że przyjeżdzałem? Spytał
- nie, nic. To słodkie. Zaśmiałam sie.
-daj ją, to zje. Powiedziałam. Na co chłopak "grzecznie" posłuchał mojej prośby.
- mam pytanie. Powiedział
-mów. Powiedziałam - co pamiętasz od postrzału ? Spytał
- a o co konkretnie Ci chodzi ? Spytałam
-o wszystko. Powiedział
-no to wszystko. Nawet słyszałam jak do mnie mówicie. Mówiłam z uśmiechem.
- serio sie pytam. Powiedział zirytowany.
- no widzisz kochanie, tatuś nam nie wierzy. Mówiłam
- nawet dziecko przeciwko mnie nastawiasz. Zaśmiał sie.
-musi wiedzić kto.......nie skończyłam ponieważ jak zwykle z resztą zadzwonił Nathanowi telfon. Więc chłopak wyszedł.
-malutka....nawet nie wiesz, jak ja Cie kocham...ale nie jestem pewna do twojego taty. Mówiałam. Po chwili wszedł Nathan
- mamy problem. Powiedział
- coś sie stało? Spytałam
-tak jakby. Powiedział
- Nathan... Mów! - ojciec dzwonił i planują przyjechać do nas w następnym tygodniu. Powiedział
- myślałam że coś sie stało. A tak po za tym co u nich? Spytałam
- spoko. Byli ostatnio na wycieczce do okoła świata i wruciali około tygodnia temu. I pytali sie o Ciebie ale powiedziałem że wyjechałaś do rodziny. Powiedział
- dziękuje. Powiedziałam
- za co znowu ? Spytał
- za wszystko.... - nie rozumiem Cie. Powiedział - nie ma co rozumieć...powiedziałam
-wytłumacz.
-dziękuje Ci za to że mnie wyciągnołeś z tamtego bagna, że chroniłeś mnie, nas przez cały czas, że......gdyby nie ty to pwnie już dawno by nas nie było. Powiedziałam . Na co zastała cisza. Słychać było tylko jak Marinka je.
- Nathan.....
-co? Spytał
-czy to prawda co mówiłeś jak mnie postrzelił Jay ?? Spytałam niepewnie
-a co ja mówiłem? Nie pamiętam. Powiedział
-dobra juz nic. Powiedziałam
-a ty pamięsz ? Spytał
- ja pamiętam wszysto bardzo dobrze. Powiedziałam z lekkim uśmiechem
- to ja sie bardzo ciesze. Powiedział zbilżając sie do mnie. Jego twarz zbiliżała sie do mojej. Dzieliły nas milimetry.
-jesteśmy. Do sali ni z kąd ni z owąt pojawili sie Jack, Amy i Marco. W ułamku sekundy oddaliliśmy sie od siebie.
-Amy!! Hej ! Kochana stęskniłam sie. Powiedziałam do dziewczyny.
- hej kochanie. Ja też sie za tobą stęskniłam. Ale Marinka jest śliczna. Powiedziała.
-chcesz to ją weś, bo już pewnie sie najadała. Powiedziałam
-moge? Spytała
-jeszcze sie pytasz. Jasne . powiedziałam -a jaki Marco już duży. Powiedziałam
- no troszke go nie widziałaś. Powiedział Jack
- Jaki śliczny. Powiedziałam
- po mamusi. Powiedział Jack z uśmiechem. -haha chyba po wójku. Powiedział Nathan. -dobra dajcie spokuj. Jasne że po Tatusiu. Zaśmiła , Amy. Uwielbiam ich poczucie humoru. Bardzo się ciesze że ich poznałam.
-dzień dobry. Do sali weszła pielęgniarka. -dzień dobry. Odpowiedziałam
-bardzo państwa przepraszam, ale musze zabrać pacjętkę na zdjęcie szwów. Powiedziała pielegniarka.
-a czy oni mogą tu zostać ? Spytałam
-jeżeli tylko pani chce. Ale panią musze ze sobą zabrać. Powiedziała pielegniaraka.

***

Mamy z malutką wychodzić ze szpitala. Jest piękna pogoda. No nie dziwie sie skoro jest czerwiec. Od dwuch dni Nathan chce mi coś powiedzieć ale zawsze coś lub coś (zdecydowanie z naciskiem na KTOŚ) mu przerywa. Najlepsze jest to że co chwile jest głody. Wczoraj przy mnie zjadł 4 kanpki (za którymi nie przepadam) więc zjadł za mnie + jogutr +kawa + i jakieś dwa batoniki i to wszystko w ciągu godziny. Ja nie wiem jak jego żołądek wytrzymuje taki "kogiel mogiel". Ale jak ja coś chce to kurde nie. Jak ja mam z nimi żyć ? Powiedzieli mi że mają dla mnie i Marinki niespodzięke. Bardzo jestem ciekawa co oni wymyślili.
-gotowa ? Do sali wszedł Nathan
-chyba gotowe. Powiedziałam z uśmiechem. -a no tak. Racja. Powiedział
- a Jack gdzie ? Spytałam
-został w domu z Marco. Bo Amy pojechała po zakupy. Powiedział
- no to chyba możemy wracać. Powiedziałam
-no chyba tak. Odpowiedział
-co mam wziąść ? Spytał
-te dwie torby. Jakbyś mógł. Powiedziałam na co chłopak wzioł rzeczy.
-teraz to możemy pogadać. Powiedział poważnie
-no ok. O co chodzi? Spytałam niepewnie zapinając nosidełko w samochodzie.
-od tygodnia. Próbuje Ci to powiedzieć ale zawsze mi ktoś przerywa. Powiedział z wyrzutem.
-już chyba wiem nawet kto. Zaśmiałam sie.
-no to dobrze... Eeeee...Głodny jestem. Spojrzał sie na mnie. Na co zaczełam sie śmiać
- to chciałeś mi powiedzieć ? Spytałam ze śmiechem
-a nie. Właśnie. Powiem Ci jak zatrzymamy sie coś zjeść. Powiedział
- ja nie prowadze. Wiec rób jak uwarzasz. Powiedziałam
- dobra to idziemy na frytki. Powiedział
-ty idziesz. Bo ja nie jestem głodna. Powiedziałam
- to ja szybko pujde. A Marina śpi ? Spytał -śpi. Odpowiedziałam
- to napewno nic nie chcesz ? Spytał wysiadając z samochodu.
-napewno .idź. I sie pośpiesz. Powiedziałam na co chłopak pokiwał tylko głową. Albo mi sie wydaje albo Nathan sie zmienił. Jest kompletnie inny niż za pierwszym razem jak go zobaczyłam był taki zimy, nieczuły, bezpośredni, a teraz całkiem miły, opiekuńczy. Szczerze bardzo mi sie to podoba. Jestem Ciekawa co chce mi powiedzieć. Mała śpi a ja sie nudze. A Nathan żre. Wiadać ze sie śpieszy. Przez szybe widać dosłownie wszystko.
-no już jestem. Powiedział
-żarłok. Zarzaryowałam.
-coś ty powiedziała ? Spytał
-że jesteś żarłok. Powturzyłam
-oo ty nie bedzie niespodzianki. Powiedział
-jakiej niespodzianki ? Spytałam podekscytowana. Do małego słowo "niespodzianka" dostaje bzika.
- no. Ale za żarłoka, nie będzie nic. Powiedział
-Nathan! Prosze powiec. Mówiłam do chłopaka.
-FOCH. Powiedział
-ej! Nathan. Prosze. Bardzo prosze! Powiedziałam chłopakowi.
-Nie! I FOCH.
-aaa....może. Spojrzałam sie na niego i pocałowałam go w policzek.
-tak,chcesz mnie przekupić ? Spytał z lekkim uśmiechem
-a jak chcesz? Spytałam
- troszke inaczej. Powiedzial z głupim uśmiechem.
-a to nie! FOCH. Powiedziałam odwracając głowe w strone okna.
-dobara! Jak tam sobie chcesz. Nic sie od mnie nie dowiesz. Powiedział
-a właśnie. Miałeś mi coś powiedzieć. Powiedzialam
- teraz juz nie foch? Spytal z uśmiechem
-no mów. Powiedziałam
- za buziaka. Powiedział
- o ty! Powiedziałam
-oj no dobra. Dodałam i dalam buziaka. Nie powiem bardzo mi sie to podobało. Po chwili ciszy. Zpowarzniał. Powiedział.
-Nikki,jest pewna sprawa. Ważna Popatrzyłam sie na niego ze zdziwieniem,ale postanowiłam nic nie mówić.
-Zostaniesz moją dziewczyna? - pyta pewnym glosem, ale widać że w napięciu czeka na odpowiedz.

------------------------------
Hej ☺
Jak wam minoł tydzień, ja powiem szczerze że bardzo dobrze, no jakby nie pewien ktoś który mnie tak wkurza że jak go widze to sie gotuje we mnie.
A tak do rozdziału to pisałam go pół nocy i troszke rano. Ponieważ kompletnie nie miałam weny do pisania. Ale jak wam sie podoba? Jak myślicie Nikki sie zgodzi? Czy może nie? Bardzo jestem zabowolona z blogera na telefon. Bardzo wam polecam tą apke. Wstajesz rano włączasz bolgera przez telefon i dodajesz post.
Do zobaczenia. Komętujcie, będe bardzo szczęśliwa gdy bedzie dużo komętarzy. Kocham was. :*

piątek, 1 maja 2015

Rozdział 29

Kilka dni później
(Nikki: Nathan..
-Nikki? Jak ty....?? Co ty ....???
Nikki: ciii....spokojnie......
-musze Ci coś powiedzieć.....
Nikki: Ja wiem.
-Nie tego nie wiesz...Ja musze Ci to powiedzieć...
Nikki; ja wiem ja wszystko słysze co do mnie mówicie. To że śpie nie znaczy ze nic nie wiem
- wróć do nas! Nie damy sobie bez ciebie rady...Ja nie dam sobie rady bez Ciebie.. Nikki: napewno dacie....NAPEWNO TY DASZ RADE! Odwruciła się za siebie i uśmiechneła się.
- Będzie dobrze zabaczysz. Powiedziała.)

W tym momęcie usłyszałem płacz. Co to było ??! Od Kąd Nikki jest w śpiączce to cały czas śnią mi sie takie sny. Mam już kurwa tego wszystkiego dość!!! Mogłem jej to powiedzieć już dawno. To nie ja jak zwykle kurwa nic nie zrobiłem, a teraz nawet nie wiadomo czy sie obudzi z tej cholernej śpiączki. Jest godzina druga nad ranem a ja już nie moge. Musze iść do kuchni musze sie czegoś napić. Schodząc widziałem zaświecone światło, to pewnie Amy lub Jakc by zrobić jeść małemu.
-Mały cie obudził ? Spytała Amy z Maco na ręlach
- nie. Powiedziłem - daj go bo widze że sobie nie możesz poradzić. Dodałem widząc jak dziewczyna nie radzi sobie z butelką.
-aaa....tak braciszku...ucz się ucz. Zarzartowała na co zgromiłem ją wzrokiem. Ona dobrze wie że ona może sie nigdy nie obudzić. Ale ciesze sie że próbuje mi poprawić humor. Bo od kąt Nikki jest w śpiączce Jack krąży ze szpitala do domu. Ja zamieniam sie z nim bo wiem że chłopak by nie wyrobił. Czasem jeździ tam Amy gdy tylko może. Dla wszyskich były by lepiej gdyby sie już obudziła. Tęsknie za nią jak cholera ! Za jej słodkim głosem, za jej spokojnym a za razem porywczym charakterem. Mam dość tego cholernego czekania!!!! Na następny dzień była moja kolej żebym ja jako pierwszy jechł do szpitala. Gdy ją widzę leżącą bez ruchu, myśle że byłoby lepiej jakbym ja tam leżał. Złapałem ją za rękę.
- śniłaś mi się dzisiaj. Powiedziałem
- miałaś na sobie taką ładną niebieską sukienke w kwiatki. Wygłądałaś ślicznie. Brakuje nam Ciebie wiesz? Mówiłem - nie mogę się doczekać gdy znowu zobacze twoje piękne niebieskie oczy.

*5miesięcy później
Nikki nadal sie nie obudziła. Jutro mija równe pięć miesięcy od postrzału. Lekarz powiedział, że jeżeli nie obudzi sie od porodu umrze ona i dziecko. Tej myśli ani ja, ani Jack, ani Amy nie możemy sobie tego wyobrazić. Najbardziej to wszystko przeżywa Jack. Jedyną osobą która próbuje wszystkich rozweselić to Amy ale widać że ona też już nie wyrabia. Przez ten czas co mnie nie pokoi ludzie Jaya nie pokazują się ani nie słychać o nich. To jest dziwne poniważ taki gang nie odpuści póki się nie dowie kto zabił jej lidera. A wracając do Nikki termim porodu mija za trzy dni. Wszyscy są bardzo podenerwowani. Nikt nie wie jak sie sprawy potoczą. Zawsze trzezba mnieć nadzije. Przez te długich pięć miesięcy Nikki śniła mi sie co noc. Ostatni sen utkwił mi w pamięci na zawsze. Šniła mi się Nikki ( jak zwykle z resztą ) na dodatek ten skuwysyn Jay gdźgał ją nożem a ja nic nie mogłem zrobić. To było straszne. W pewnej chwili poczułem lekki uścisk. Kurwa co ???!!!! Cały czas trzymałem Nikki za ręke a tu lekki uścisk. Musze biec po doktora!!
-Doktorze!!!! Ona.....ona sie chyba budzi !!!!!!! Zaczołem krzyczeć na cały szpital.

*oczami Nikki
Poczułam straszny ból brzucha....i...czyjąś ręke, która zaraz mnie póściała. Dopiero teraz przypomniałam sobie ostatnie wydarzenia.....ale.....nie tylko..... Ja słyszałam Nathana, Jacka i Amy. Powoli otwarłam oczy. Nad mną stało pełno lekarzy i pielęgniarek.....i....Nathan ? Nie rozumiem o co tu chodzi.? Nie miałam siły myśleć ponieważ strasznie bolał mnie brzuch. Ale zaraz... Dlaczego ja tak przytyłam?? O ile pamiętam......aaaaaa..już .....ała....rozumiem.
-słyszy mnie pani? Spytał jakiś starszy mężczyzna w okularach. Próbowałam sie odezwać ale nie miałam siły. -prosze zmrużyć oczy jeżeli tak. Powiedział natomiast zrobiłam to co kazał.
-boli....powiedziałam cicho.
-boli panią brzuch ? Spytał dokor na co ja pokiwałam głową.
- przewozimy ją na sale. Natychmiast. Dodł doktor.

*oczami Nathana
-moge wiedzieć co się dzieje? Spytałem
- jest możliwość że za kilka minut będzie pan ojcem. Powiedział dokotor i odszedł. O kurwa !!!! Musze jak najszybciej zawiadomić Jacka o tym wszystkim. Tylko gdzie ja mam telefon?? Aa chyba w kurtce. Kurwa......40 nie odebranych połączeń od Jacka.
-siema. Odezwał sie w słuchawce - czemu nie odbierałeś ?
- bo Nikki sie obudziła i ją gdzieś przewieźli. Powiedziałem
-COO??? i ty kurwa nie dzwonisz?????? !!!!!!!!!!!
- ty spokojnie! NIE WAŻ SIE WSIADAĆ DO SAMOCHODU Z TAKIMI "NERWAMI",bo jeszcze jakiś wypadek spowodujesz. Powiedziłem
-to Amy poprowadzi. A ty mnie nie zagaduj. Nara. Powiedział
-nara. Odpowiedziałem.

*20min później
- gdzie Nikki ??? Wbiegł Jack.
- nie mam pojęcia. Odpowiedziałem
- a gdzie Amy i Marco? Spytałem
-idą. Odpowiedział

*2godziny później Czekmy tu już tyle czasu u żaden lekarz nie łaskaw powiedzieć co z Nikki i dzieckiem.
- już dłużej nie wytrzymam! Powiedział Jack
- nie tylko ty. Więc sie ogarnij. Powiedziałem
- państwo z rodziny Pani Diaz ? Spytał lekarz
- tak a o co chdzi? Spytała Amy
- to gratulacije powiększyła się państwu rodzina. Powiedział
-można do niej wejść ? Spytał Jack
- nie .....dzisiaj jeszcze nie. Pacjentka musi odpocząć
-nawet jedna osoba? Dopytywał sie
-nie naprawde, bardzo mi przykro. Dopiero jutro.
- a można chociaż przez szybe zobaczyć dziecko? Spytałem.
-no dobrze. Ale przez szybe. Zaraz poprosze pielengniarke do państwa. Powiedział i odszedł. Po chwili przyszła do nas pielęgniarka.
-mają państwo szczęście. Akurat idę po malutką by zanieść ją do pacjentki. Po chwili bysliśmy już pod salą gdzie leży malutka. Gdy pielegniaraka wyniosła ją na korytarz, poprostu oniemiałem. Ona była taka malutka,niewinna,bezbronna. Ta świadomość że ona jest uzależniona od nas
- chce pan wziąść ją na rece? Spytała
- co ? Ja ? Ja nie umiem. Na co Jack i Amy sie uśmiechneli.
- to nie jest trudne. Powiedziała
- niech Pan weźmie pod głowke. Powiedziała. Ona jest taka śliczna. Jak malutki aniołek.
- i jak ? Jak sie czujesz w roli ojca ? Spytał Jack
- a jak mam sie czuć? Spytałem
-no ty chyba najlepiej wiesz. Powiedział Jack.

*oczmi Nikki
Nie moge uwierzć że tak szybko zostałam mamą. Pamiętam jak jeszcze zanim "poznałam" chłopkaów i Amy miałam plany,marzenia. Ale ok. Gdy bedą molgli do mnie przyjść musze sie ich wypytać co sie działo przez ten czas, gdy tu leżałam. Kompletnie nie wiem co sie wyadrzyło tuż po tym jak......Nathan wyzanła mi że mnie kocha. Pamiętam tylko że słyszałam co do mnie mówią, bardzo chciałam sie obudzić,odpowiedzić im, powiedzieć że wszystko w porządku.
-dzień dobry pani Diaz. Do sali weszła pielęgniarka z Mariną. Na co odrazu pojawił mi sie uśmiech na twarzy.
- dzień dobry. Powiedziałam
- przed momętem soptkałam pani rodzinę.powiedziała pielęgniaraka.
- mogą wejść ? Spytałam
-nie. Niestety pan doktor powiedział że dopiero jutro. Powiedziała
- ale oni naprawde panią kochają. Całe pięć miesięcy każdy z tej trójki, był u Pani. A najwięcej ten chłopak, co dziś trzymał malutlą.
- ktoś ją już widział? Spytałam
- tak. Pani brat, ta blądyneczka z dzieckiem i ten trzeci.
- Nathan. Tak ? Spytałam
-tak chyba tak. Powiedziała. W tym momęcie przypomniałam sobie coś bardzo ale to bardzo ważnego. Ostatnie słowa Nathana zanim........
-przyjde do Pani za trzy godziny.powiedziała i wyszła zabierając ze sobą Marine.
Leżę tu już dzień (znaczy 5miesiecy ale ja nie pamietam) ale wracając to strasznie mi się tu nudzi. A o ile mi wiadomo to jeszcze nikt sie o mnie nie pytał czyli nikogo u mnie jeszcze nie ma. No w sumie jest dziesiąta rano. A Jack lubi sobie pospać. Pielęgniarka powiedziała że Mariny już do inkubatora nie będą brać więcej. Więc będę miała ją cały czas przy sobie.
Jest 10:30 a ja umre z nudów. Mała śpi,a ja nie moge ponieważ Marinka śpi całą noc, nie budzi się gdy słyszy hałas i ogulnie to takie spokojne dziecko. Mam nadzieje że Nathan ją pokocha tak jak ja. A jeżleli nie to jakoś sobie poradze.
-można? Do sali wszedł Jack. Gdy go zobaczyłam od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-jasne wchodź. Powiedziałam - nawet nie wiesz jak się stęskniłam za tobą.powiedziałam
-nawet nie wiesz jak ja sie za tobą stęskniłem
- opowiadaj jak tam? Co się działo przez ten czas ? I gdzie reszta? Zaczełam dopytywać brata.
-po pierwsze to jak się czujesz? Spytał
- ja bardzo dobrze.aha uprzedze następne pytanie bo Marinka też jest zdrowa. A teraz opowiadaj.
-dobra już. Powiedział
- więc tak...po tym jak ciebie tu przywieźli, to cały czas krąrzyliśmy z domu do szpitala i na odwrót. Gdy sie obudziałaś to Nathan był przy tobie. Powiedział.
- Nathana i Amy nie ma tutaj ponieważ szukują dla Ciebie i małej niespodziankę. Powiedział
-uuu...a jaką tą niespodziankę ? Spytałam
-tego sie dowiesz jak wrócicie z malutlą do domu. Powiedział
-ale jesteś....i uwarzasz sie za mojego brata. Powiedziałam
-oj nie panikuj. Napewno Cie nie będą długo trzymać. Bo już Cie wytrzymali w tym szpitalu. Powiedział
-no racja pięć miesięcy to wcale krótko nie jest. Uśmiechnełam sie
- a dlaczego właśnie Mariana ? Spytał Jack
- a jak ma na imie babcia ? Spytałam
-aaaaa.....a ja zawsze myślałem że to Martina a nie Marina. Powiedział
- Jack serio ? Spyrałam z uśmiechem
-no tak.powiedział ze wstydem
- i nawet nie wiesz jak sie stęskinłam za tobą i resztą. Powiedziałam
- my za tobą też, a chyba najbardziej Nathan.


-----------------------------------
Hej ☺
Dzisiaj tak wcześnie ponieważ pierwszy raz dodaje rozdział przez blogera na telefon i kompletnie nie wiem jak to będzie wyglądać na witrynie komputerowej(czy jak to sie tam nazywa)
Mam dla was dobrą wiadomość :-)
Nie będę koñczyała bloga tylko zrobię drugą część. Ten pomysł natchnoł mnie jakoś w tygodniu. Mam nadzieje że cieszycie sie z tego powodu...
Aha bym zapomniała. Zasada o 4kom nadal jest. Więc przypominam jeżeli będą 4kom rozdział pojawi sie wcześniej ☺
No to chyba tyle.....do następnego
Kocham was  pa pa