Perspektywa Nathana*
No dobra, może to i moja wina, że Nikki sobie poszła. Niby wiedziałem,
czego możemy się spodziewać po przylocie, ale jakoś się tym nie
przejąłem. Dziewczyna długo nie wracała, a Jack i Amy zaczęli się o nią
martwić. Kiedy siostra posłała mi spojrzenie mówiące „Zrób coś”, z
ociąganiem wstałem i wyrzucając po drodze kubek po kawie, poszedłem w
kierunku, gdzie biegła dziewczyna. Długo nie mogłem jej znaleźć. Powoli
zapuszczałem się w jakiś opuszczony korytarz, znaczy się nie było tu
żadnych sal, a jedynie jakieś schowki na różne sprzęty. Gdy usłyszałem
dziwne szmery, przyspieszyłem.
- Zobaczymy czy będziesz się rzucać jak mamusia. Dla niej się źle
skończyło- dobiegło mnie zza rogu. Ostrożnie wyjrzałem, żeby sprawdzić o
co chodzi. To, co zobaczyłem, mocno mną wstrząsnęło. Jakiś skurwiel bił
Nikki. Dziewczyna kuliła się na ziemi i była ledwo żywa. Zakrwawiona i
zapłakana. Zrobiło mi się jej szkoda. Niby nie powinienem być dla nie
miły, ale ze względu na Jack’a i Amy i muszę jej pomóc. Taaa… Świetna
wymówka. Nie ze względu na blablabla… Po prostu polubiłem ją i nie chcę,
żeby coś jej się stało, a tym bardziej, żeby cierpiała przeze mnie. No
właśnie. Nawaliłem. Ale nie mogę jej pokazać, że mi na niej zależy. To
zbyt skomplikowane.
-Proszę... nie...- z trudem szeptała dziewczyna. Ten dupek zaraz ją zabije, jeśli czegoś nie zrobię.
- NIKKI!!!- starałem się odwrócić jej uwagę, zanim straci przytomność.
Na próżno. Byłem wściekły. Facet najwidoczniej nie spodziewał się mnie
zobaczyć, dlatego wykorzystałem jego nieuwagę i szybko powaliłem go na
ziemię. On był kompletnie pijany. Gdy upadał, wypadł mu z ręki nóż.
Szybko zabrałem przedmiot i go schowałam. Kiedy ten dupek próbował się
podnieść, wziąłem dziewczynę i jak najszybciej chciałem ją zanieść do
jakiejś sali. Kto wie, co mógł jej zrobić. Na szczęście po drodze
natknąłem się na lekarza.
- Boże Święty! Co jej się stało?!- zaczął panikować, gdy ją zobaczył.
- Została pobita- a widząc badawcze spojrzenie lekarza, dodałem- ja tego nie zrobiłem. Znalazłem ją w takim stanie.
- Dobrze, że się pan nią zajął- powiedział i rozejrzał się, szukając
wolnej sali. Po chwili Nikki leżała na łóżku. Zostawiłem z nią lekarza,
żeby ją zbadał, a sam poszedłem do Amy i Jack’a.
- Wreszcie jesteś? Gdzie się tyle włóczyłeś? I gdzie jest Nikki?- Amy zasypała mnie pytaniami. Jack natomiast siedział
zgarbiony. Nie sądziłem, że śmierć matki tak na niego wpłynie. Niby nie
widzieli się kilkanaście lat, a mimo to w wolnej chwili starł się
sprawdzić, co się dzieje w domu.
- Lekarz teraz ją bada. Może lepiej chodźcie- zaproponowałem i
zaprowadziłem ich do sali, gdzie leżała dziewczyna. Kiedy wchodzili, Amy
od razu rzuciła się do łóżka, a Jack najwidoczniej nie mógł uwierzyć w
to, co widzi. Najpierw matka, teraz siostra. Zostałem nieco z tyłu.
Lekarz właśnie wychodził.
- Co z nią?- spytał Jack.
- A pan to kto?
- Jestem jej bratem. Proszę powiedzieć, co z Nikki- naciskał chłopak.
-Pańska siostra została dość mocno pobita. Może wygląda to niewesoło,
ale proszę wierzyć, że miała dużo szczęścia. Rozcięta warga i krwotok z
nosa to nic takiego. Bałem się, że ma uszkodzone narządy wewnętrzne lub
coś gorszego. To naprawdę cud, że jest tylko mocno poobijana. Na dodatek
jest bardzo osłabiona, dlatego kiedy się obudzi, proszę niezwłocznie
mnie zawołać.- Gdy skończył mówić, Jack odetchnął z ulgą. Nie jest
najgorzej. Chłopak siadł z drugiej strony łóżka i ze smutkiem popatrzył
na Nicole.
- Co się w ogóle stało?- zapytała Amy.
- No jak po nią poszedłem, to długo jej nie mogłem znaleźć. W końcu
zawędrowałem w trochę dziwny zaułek i zobaczyłem jak jakiś pijany facet
ją bije. Szybko go unieszkodliwiłem i zabrałem ją do lekarza.
- Zabiję skurwiela!- zdenerwował się Jack.- Jak go dorwę, to go zabiję!
- Ciszej, Nikki się budzi- zwróciła mu uwagę Amy.
*Perspektywa Nikki*
- Ciszej, Nikki się budzi- usłyszałam głos Amy i powoli otworzyłam oczy.
Wszystko mnie bolało, zwłaszcza brzuch. Zobaczyłam siedzących obok
Jack’a i Amy. Przy drzwiach stał Nathan i patrzył za okno. Dziewczyna
wyciągnęła go z sali i poszli po lekarza.
-Jak się czujesz?- spytał troskliwie Jack.
- Pomijając fakt, że nie mogę się ruszyć i zrobić głębszych oddechów, bo
mnie boli, to nie jest…- ucichłam nagle i z przerażeniem wpatrywałam
się w drzwi. Jack najpierw zerknął na mnie, a potem na wejście.
- Tu się chowasz suko!- Dick był wściekły. Odruchowo chciałam się
cofnąć, ale nagle przeszyła mnie fala bólu, a w oczach pojawiły się łzy.
Jack wstał.
- Teraz sobie ochroniarza znalazłaś, co?- Mężczyzna zaczął zbliżać się do łóżka. W tym samym czasie chłopak zagrodził mu drogę.
- Zostaw moją siostrę w spokoju i lepiej wyjdź teraz zanim będą cię stąd
wynosić- zagroził Dickowi. Ten dupek się uśmiechnął i próbował ominąć
Jack’a, jednak chłopak jednym uderzeniem go zatrzymał. Facet złapał się
za rozwalony nos i popatrzył na mnie ze złością.
- I tak cię dorwę mała dziwko!!! Ode mnie nie uciekniesz!- powiedział na
odchodne, a Jack bez zastanowienia kilka razy mu przyłożył.
- Nigdy więcej nie mów tak do mojej siostry- wysyczał i wyrzucił go z
sali. Dosłownie kilka sekund później weszli Amy, lekarz i Nathan.
- Co się stało Nikki?- zapytała blondynka, a ja po raz któryś już tego dnia się rozpłakałam.
- To był Dick- Widząc, że niewiele jej to mówi, dodałam- on... on
za-zabił…- Nie skończyłam. Dziewczyna szybko mnie przytuliła. Teraz
brzuch zaczął mnie boleć jeszcze mocnej. Lekarz natychmiast podał mi
środki przeciwbólowe i mnie zbadał.
- Jest pani bardzo osłabiona i przez kilka dni może panią boleć brzuch.
Wtedy proszę brać te leki- podał mi receptę- Gdyby pojawiły się jakieś
komplikacje, proszę się natychmiast ze mną skontaktować. Natomiast teraz
nie widzę sensu trzymania pani w szpitalu, dlatego kiedy zadziałają
środki przeciwbólowe, może pani wracać do domu- oznajmił z uśmiechem na
twarzy i wyszedł. Jack się chyba bardziej ucieszył tymi informacjami niż
ja. Posiedzieliśmy jeszcze pół godziny, aż stwierdziłam, że mogę się w
miarę normalnie poruszać. Z pomocą brata wyszłam ze szpitala i
pojechaliśmy do hotelu. Tam odpoczęliśmy, chociaż to nie było konieczne i
Amy stwierdziła, że muszę coś zjeść. W sumie miała rację, bo nawet
śniadania nie zjadłam.
- Nikki, chciałabyś jechać do domu?- spytał Jack.
- Do domu?- powtórzyłam niepewnie.
- Zabrać rzeczy. Więcej nie musiałabyś tam wracać.- Nie wiedziałam, co
odpowiedzieć. Z jednej strony bardzo chciałam tam wrócić. Chociaż na
chwilę, żeby posiedzieć w swoim pokoju i zabrać kilka drobiazgów. Z
drugiej strony bałam się tego. Dom kojarzył mi się z mamą. Nie wiem jak
to zniosę. Tyle wspomnień. Dobrych i złych. A co jeśli spotkam Dick’a?
Dzisiaj pokazał swoją drugą naturę. Jeśli mnie tam zobaczy… Wolę o tym
nie myśleć.
- Nikki? Słuchach mnie w ogóle?
- Tak. Nie. Zamyśliłam się- przyznałam niechętnie i kątem oka dostrzegłam wredny uśmieszek Sykes'a.
- Chcesz tam jechać?
- Tak, ale dopiero po pogrzebie.
-----------------------------------------------------------------------------------
Hej miśki
:DDD
wróciłam cieszycie się?
bardzo ale to bardzo was przepraszam za moją nieobecność aloe po prostu nie miałam dostępu do internetu i małe problemy rodzinne.Ale już jestem i wszystko w jak najlepszym porządku i za zadość uczynienie jutro dodam następy cieszycie się?
mam do was małe pytanko...podoba mi się pewien chłopak który mnie nie zna....i ja kompletnie nie wiem jak się z nim zapoznać.Pomożecie?
A wracając do bloga zastanawiam się czy go nie usunąć ponieważ bardzo mało osób go czyta i nie wiem czy jest sens pisania dalej.Jak myślicie piszcie swoje opinie w komętarzach.
Pozdrawiam i do następnego :)
DAGGER IN MY HEART
Rozdziały w każdą sobotę lub jeśli będą 4 komentarze, rozdział pojawi się wcześniej.
sobota, 2 sierpnia 2014
sobota, 12 lipca 2014
Rozdział 11
Od kilku dni
mam dziwne przeczucie. Na dodatek cały czas kłócę się z Sykes'em. Lepiej być
nie mogło. Zza okna promienie słoneczne oświetlały mój pokój. Myślałam czy
wyjść czy nie, ale jak przypomniałam sobie, że zaraz będzie kolejna awantura to
wolałam zostać. Jedynie zdecydowałam się na otworzenie okna na oścież. Świeże
powietrze nieco mnie rzeźwiło.
-Nikki!!-zza drzwi dobiega głos Amy.
-Tak?-powiedziałam, niechętnie wpuszczając blondynkę. Chciałam pobyć sama.
-Idziemy...-powiedziała ciągnąć mnie za rękę.
-Co? Gdzie?...Czekaj!-chciałam uwolnić się z uścisku dziewczyny. Mamusiu, ona jest bardziej postrzelona niż ja.
-Nikki!!-zza drzwi dobiega głos Amy.
-Tak?-powiedziałam, niechętnie wpuszczając blondynkę. Chciałam pobyć sama.
-Idziemy...-powiedziała ciągnąć mnie za rękę.
-Co? Gdzie?...Czekaj!-chciałam uwolnić się z uścisku dziewczyny. Mamusiu, ona jest bardziej postrzelona niż ja.
-Wchodzimy na
spa…-nie skończyła, ponieważ przerwał jej Jack.
-Nikki....powiedział jakimś dziwnym tonem.
-Tak?-zapytałam niepewnie. Chłopak wyglądał jakoś dziwnie, jakby coś go dręczyło. Po chwili kontynuował-mama... ona...
-Nikki....powiedział jakimś dziwnym tonem.
-Tak?-zapytałam niepewnie. Chłopak wyglądał jakoś dziwnie, jakby coś go dręczyło. Po chwili kontynuował-mama... ona...
-Co z mamą?-
Nagle ogarnął mnie niepokój.
-Mama jest w szpitalu...- powiedział w tym samym momencie chłopak. Znieruchomiałam.
-Jak to?... Co się stało?-zaczęłam naciskać na chłopaka, chcąc się czegoś dowiedzieć.
-Jest w ciężkim stanie.- Te słowa z trudem przechodziły mu przez gardło.-Ten facet…Jak mu było? Nieważne… On ją pobił....- Jack żartuje, przecież to nie może być prawda. Dlaczego do cholery ten dupek ją pobił? Po moich policzkał zaczęły płynąc łzy. Szybko je otarłam.
-Nie...nie wierzę... powiedz mi, że to głupi żart, to się nie stało i wszystko jest w porządku- mówiła, płacząc już jak małe dziecko. Amy mnie przytuliła.
-Ciii...- zaczęła-chcesz to możemy tam polecieć. Pokiwałam twierdząco głową, a Jack poszedł na dół poinformować Nathana.
***
Lot trwał bez żadnych utrudnień. Czułam się, jakbym już nigdy miała nie zobaczyć mamy. Jack siedział obok mnie, a Amy i Nathan po drugiej stronie. Nie wiem po co Sykes z nami leci, nie wnikam. Myśl, że mama w ciężkim stanie leży w szpitalu, bo ten palant ją pobiła, sprawiła, że cały czas płakałam. Jack mnie objął ramieniem. Pomogło, ale nadal czułam się okropnie. Z tego wszystkiego nawet nie zjadłam rano śniadania. Teraz to bez znaczenia.
-Nie przejmuj się...wszystko będzie dobrze- próbował pocieszyć mnie Jack
-Oby-uśmiechnęłam się do niego przez łzy.
-Mama jest w szpitalu...- powiedział w tym samym momencie chłopak. Znieruchomiałam.
-Jak to?... Co się stało?-zaczęłam naciskać na chłopaka, chcąc się czegoś dowiedzieć.
-Jest w ciężkim stanie.- Te słowa z trudem przechodziły mu przez gardło.-Ten facet…Jak mu było? Nieważne… On ją pobił....- Jack żartuje, przecież to nie może być prawda. Dlaczego do cholery ten dupek ją pobił? Po moich policzkał zaczęły płynąc łzy. Szybko je otarłam.
-Nie...nie wierzę... powiedz mi, że to głupi żart, to się nie stało i wszystko jest w porządku- mówiła, płacząc już jak małe dziecko. Amy mnie przytuliła.
-Ciii...- zaczęła-chcesz to możemy tam polecieć. Pokiwałam twierdząco głową, a Jack poszedł na dół poinformować Nathana.
Lot trwał bez żadnych utrudnień. Czułam się, jakbym już nigdy miała nie zobaczyć mamy. Jack siedział obok mnie, a Amy i Nathan po drugiej stronie. Nie wiem po co Sykes z nami leci, nie wnikam. Myśl, że mama w ciężkim stanie leży w szpitalu, bo ten palant ją pobiła, sprawiła, że cały czas płakałam. Jack mnie objął ramieniem. Pomogło, ale nadal czułam się okropnie. Z tego wszystkiego nawet nie zjadłam rano śniadania. Teraz to bez znaczenia.
-Nie przejmuj się...wszystko będzie dobrze- próbował pocieszyć mnie Jack
-Oby-uśmiechnęłam się do niego przez łzy.
Weszliśmy do szpitala. Charakterystyczny zapach tego miejsca od razu podrażnił mój nos i zrobiło mi się niedobrze. Kilka głębokich wdechów i poczułam się odrobinkę lepiej. W tym czasie Jack poszedł na recepcję, żeby zapytać się gdzie leży mama. Po chwili chłopak prowadził do sali. Nie miała pojęcia, czego mogę się spodziewać.
-Mama leży w sali nr 112- powiedział Jack,
kiedy byliśmy niedaleko.
-Ja idę po kawę i cisto piętro wyżej. Może ktoś coś chce? -spytał Nathan beztroskim tonem. Nikt nie odpowiedział.- Jak nie chcecie, to nie. Jakby coś, wiecie, gdzie jestem.- dodał i z uśmiechem na twarzy poszedł do kawiarenki. Nie no, ten to na wyczucie. W duchu się ucieszyłam, że nie będzie przez jakiś czas. Powoli otwarłam drzwi i weszłam do sali, gdzie leżała mama. Widok, który zastałam, ścisnął mi serce, a w oczach momentalni pojawiły się łzy. Zamrugałam kilkanaście razy. Muszę być silna. Mama, bardzo słaba, ale wciąż przytomna leżała podpięta do przeróżnych aparatur zaplątana w niekończące się kabelki i kroplówki.
-Ja idę po kawę i cisto piętro wyżej. Może ktoś coś chce? -spytał Nathan beztroskim tonem. Nikt nie odpowiedział.- Jak nie chcecie, to nie. Jakby coś, wiecie, gdzie jestem.- dodał i z uśmiechem na twarzy poszedł do kawiarenki. Nie no, ten to na wyczucie. W duchu się ucieszyłam, że nie będzie przez jakiś czas. Powoli otwarłam drzwi i weszłam do sali, gdzie leżała mama. Widok, który zastałam, ścisnął mi serce, a w oczach momentalni pojawiły się łzy. Zamrugałam kilkanaście razy. Muszę być silna. Mama, bardzo słaba, ale wciąż przytomna leżała podpięta do przeróżnych aparatur zaplątana w niekończące się kabelki i kroplówki.
-Mamuś...-podbiegłam
do łóżka i przytuliłam ją najdelikatniej jak potrafiłam. Nie dawałam sobie rady
z powstrzymywaniem płaczu.-Co się stało?
-Dick...
zdene... rwował...się- Ciężko jej było mówić, dlatego w skupieniu starałam się
wyłapać każde słowo-...bo... nie... było... w… d... omu piwa. -Jak dorwę tego
gnoja, to go zabiję. On jest nienormalny.
-Ciiii....odpoczywaj-
powiedziałam. Zerknęłam na drzwi i dodałam już nieco weselszym tonem -mam dla
ciebie niespodziankę -Pamiętasz Jack’a?-spytałam, a mama z niedowierzaniem
patrzyła na mnie. W międzyczasie dałam
chłopaki znak, żeby wszedł.
-Jack?- na
twarz mamy wstąpił delikatny uśmiech, a w oczach kryło się zdumienie.
-Mamo...cii…
nic nie mów- zaczął i tak jak ją przytulił ją, a potem mnie objął. Prawie się
rozpłakałam, dlatego ukradkiem wytarłam oczy.
-moje...dzieci
moje kochane- mówiła mama, wkładając w to wiele wysiłku.-Jack, cieszę się że
jesteś.
-Ja też się
bardzo cieszę, mamo. – a ja dopiero teraz zauważyłam jak bardzo są do siebie
podobni. Te same oczy, nos, a kiedy się uśmiechają, kąciki ich ust identycznie
się układaj.
-Dbajcie o
siebie na wzajem- wyszeptała tak, jakbyśmy już więcej mieli jej nie zobaczyć.
Spojrzałam na nią ze smutkiem.
-Będziemy-
zapewnił ją Jack, a mama słysząc to, lekko się uśmiechnęła. W tym samym
momencie wszystkie urządzenia, do których ją podpięto, zaczęły pikać.
- NIE!!!-
zaczęłam krzyczeć i chciałam podejść do łóżka. Po moich policzkach płynęły łzy.
Jack zamknął mnie w żelaznym uścisku. Natychmiast przybiegli lekarze.
Próbowałam się wyrwać krzycząc i płacząc, ale chłopak przytulając mnie do
siebie, wyprowadził mnie na korytarz. Amy od razu zorientowała się, co się
stało i nic nie mówiąc mocno mnie przytuliła.
* **
minut później***
Lekarze
zabrali mamę. Łzy same cisnęły mi się do oczu. Nie mogłam ich powstrzymać. Po
chwili przyszedł doktor z poważną miną.
-Bardzo mi
przykro, Pańska mama nie żyje-Dlaczego? Przecież próbowali ją ratować. T
-Nie, to nie
prawda?!!- zaczęłam jeszcze mocnej płakać, chociaż myślałam, że to jest nie
możliwe. Jack podszedł do mnie, a ja mocno się w niego wtuliłam.
-Proszę,
powiedz mi że to głupi żart!
-...
-Jack!
Powiedz coś!!!
-Przykro mi Nikki.
To nie jest żart.
-Nie
uwierzycie co widziałem...- zaczął Nathan. Po co on teraz przychodził-...co?
Macie miny jakby ktoś umarł- kontynuował beztroskim tonem. Nie mogłam tego
znieść.
-Nath...Pani
Diaz..ona nie żyje- powiedziała powoli Amy podchodząc do niego.
- Szkoda,
ale to normalne że ludzie umierają. Nie ma sensu się przejmować.- Kiedy to
mówił, czułam się jakby ktoś rozdzierał mnie na milion kawałeczków. Jak on mógł
powiedzieć coś takiego. To bolało. Cholernie bolało.
-Przepraszam
was, muszę zostać sama-oderwałam się od brata i nie patrząc na Nathana
pobiegłam przed siebie.
Pobiegłam przed siebie. Nie
miałam określonego celu. Po prostu chciałam być jak najdalej od nich, zwłaszcza
od Sykesa. Kiedy byłam już tak bardzo, zapłakana, że nie widziała, gdzie idę,
oparłam się o ścianę. Przecież to wszystko to moja wina. Mogłam temu zapobiec.
Zmęczona osunęłam się po ścianie i skuliłam się. Gdybym nie wyjeżdżała, mam
nadal by żyła. Gdybym nie znalazła głupich listów od ojca, nie chciałabym jej
zostawiać. Gdybym się wtedy nie stawiała i nie poszła do Emilly, nie byłoby
mnie tutaj. Mama by żyła. Mogłam coś zrobić. A tymczasem ją zostawiłam. Nie
pomogłam jej, kiedy najbardziej mnie potrzebowała. To przeze mnie umarła. To
wszystko to moja wina. I na dodatek to cholerne przeczucie, że coś jest nie tak.
Dlaczego tego nie sprawdziłam? Dlaczego nie zadzwoniłam. Niegy nie pogodzę się
z jej śmiercią. Zwłaszcza dlatego, że to ja nawaliłam. Nie Jack, nie ojciec
tylko ja. Ludzie, którzy przechodzili obok mnie, jedynie dziwnie na mnie
patrzyli, ale oni nie mieli pojęcia, jak się czuła. W pewnej chwili
zauważyłam, że ktoś stoi obok mnie. Gdyby nie odór alkoholu, pewnie bym nie
zareagowała. Powoli podniosłam głowę. Myślałam, że śnię. To był Dick. Odruchowo
chciałam się cofnąć, jednak czując za sobą ścianę, nie miałam jak uciec.
Patrzyłam na niego przerażona. Czemu nie
zatrzymała go policja?
-No proszę,
kogo widzą moje oczy... Głupiutka córeczka przyszła odwiedzić mamusię?-powiedział,
chwiejąc się we wszystkie strony. Nie rozumiem jak można kogo zabić i się tym
nie przejmować.
-Zostaw mnie! Zabiłeś mamę! Jesteś potworem!- krzyczałam mu prosto w twarz. On a to nie reagował, tylko się wrednie uśmiechał.
-Zostaw mnie! Zabiłeś mamę! Jesteś potworem!- krzyczałam mu prosto w twarz. On a to nie reagował, tylko się wrednie uśmiechał.
-Nie pyskuj
mała suko, bo wkrótce też możesz oglądać kwiatki od spodu!
-Nie nazywaj mnie tak ty… ty… ty morderco!!!
- Miałaś nie pyskować!!!- teraz to się wkurzył. Uderzył mnie w policzek i przyparł do ściany. Chciałam rozmasować obolała miejsce, ale ten drań uniemożliwił mi ruchy rąk.
-Nie boję się ciebie…- powiedziałam, chociaż tak naprawdę byłam przerażona tym co może zrobić. On nie ma żadnych skrupułów.
-Nie boisz się? Na pewno?
-Nie- starłam się, żeby mój głos nie drżał. W tej chwili byłam zdana wyłącznie na jego łaskę. Dick spojrzał na mnie z kpiącym uśmieszkiem i z całej siły uderzył mnie w twarz. Na ustach poczułam krew. Szybko chciałam ją zetrzeć. W tym czasie mężczyzna wyjął z kieszeni nóż. Wstrzymałam oddech.
- Miałaś nie pyskować!!!- teraz to się wkurzył. Uderzył mnie w policzek i przyparł do ściany. Chciałam rozmasować obolała miejsce, ale ten drań uniemożliwił mi ruchy rąk.
-Nie boję się ciebie…- powiedziałam, chociaż tak naprawdę byłam przerażona tym co może zrobić. On nie ma żadnych skrupułów.
-Nie boisz się? Na pewno?
-Nie- starłam się, żeby mój głos nie drżał. W tej chwili byłam zdana wyłącznie na jego łaskę. Dick spojrzał na mnie z kpiącym uśmieszkiem i z całej siły uderzył mnie w twarz. Na ustach poczułam krew. Szybko chciałam ją zetrzeć. W tym czasie mężczyzna wyjął z kieszeni nóż. Wstrzymałam oddech.
- Zobaczymy
czy będziesz się rzucać jak mamusia. Dla niej się źle skończyło- wysyczał mi
przy uchu, po czym uderzył mnie w brzuch. Z bólu się skuliłam i upadłam na
podłogę. Sekundę później poczułam kopnięcie,
a ostrze znalazło się tuż obok mojej szyi. Tak bardzo mnie wszystko
bolało, że chciałam się jeszcze bardziej zwinąć w kłębek. Jednak nie zrobiłam
tego. Bałam się Dicka. Kiedy ja cierpiałam, on napawał się tym widokiem. Wstał
i znowu mnie kopnął, rechocząc z radości. Po moich policzkach leciały łzy i
mieszały się z krwią na twarzy. Niemiłosiernie bolał mnie brzuch i nic mnie już
nie obchodziło. Dick mógł mnie nawet zabić, byleby przestało boleć. Ale nie, on
się musi najpierw pobawić z ofiarą. Zrobiło mi się słabo na myśl, że mama mogła
przez to samo przechodzić. Nagle ten drań złapał mnie za ramię i gwałtownie
przewrócił na plecy tak, że uderzyłam głową o ścianę. Do oczu napłynęła kolejna
warstwa łez. Chciałam coś powiedzieć, żeby przestał, ale nie miałam na to siły.
Wysiłek jaki włożyłam, aby wyszeptać ledwo słyszalne „proszę… nie…” sprawił, że
obraz stawał się coraz bardziej zamglony, a wszytki dźwięki cichły. Resztkami
świadomości zdążyłam wyłapać jak ktoś krzyczy:
- NIKKI!!!
--------------------------------------------------------------
Siemka :DDD
oglądacie dzisiaj mecz o 3 miejsce?ja tak...kogo obstawiacie Brazylię czy Holandię
ja sama nie wiem.....pewnie wygra lepszy :P
a co do rozdziału jest trochę dłuższy niż inne.Jak wam się podoba? śmierć mamy Nikki trochę pokrzyżuje im plany....
Nie wiem co pisać wiec to chyba tyle....do następnego...kocham was <33
niedziela, 6 lipca 2014
Rozdział 10
Po wyjściu Jack'a i Amy, Nathan błyskawicznie zabrał się za sprzątanie
całego domu. Nie raz chciałam mu pomoc, sama nie wiem dlaczego, ale on dosyłał
mnie z kwitkiem. Siedziałam na kanapie i trochę śmieszyło mnie jak chłopak
śpieszy się ze sprzątaniem. Musiałam się hamować, żeby nie wybuchła awantura. Wstałam
i podeszłam do niego.
-Może jednak ci pomogę- zaproponowałam
niepewnie, bo bałam się jego reakcji, jednak głupio się czułam siedząc i nic
nie robiąc. Nie mogłam już tego wytrzymać.
-Kurwa.....Mówiłem Ci że NIE!!!-zaczął się drzeć.
-Dobra... Nie musisz się tak krzyczeć-powiedziałam i chciałam odejść ale załapał nie za nadgarstek. -Zaraz zaraz, gdzie uciekasz?!- Przyciągając mnie do siebie.
-Jak najdalej od ciebie?!-wiedziała, że będę żałować tych słów.
-Coś ty do cholery powiedziałaś?!!-ścisnął mnie mocniej.
-To co słyszałeś!-odpysknęłam chłopakowi i wyrwałam rękę.
-Dobra... Nie musisz się tak krzyczeć-powiedziałam i chciałam odejść ale załapał nie za nadgarstek. -Zaraz zaraz, gdzie uciekasz?!- Przyciągając mnie do siebie.
-Jak najdalej od ciebie?!-wiedziała, że będę żałować tych słów.
-Coś ty do cholery powiedziałaś?!!-ścisnął mnie mocniej.
-To co słyszałeś!-odpysknęłam chłopakowi i wyrwałam rękę.
-Ooo...Nie będziesz się tak do mnie odzywać!!!-nie wiem jak, ale
nagle znalazł się przed mną.
-A niby jak mam się do ciebie odzywać?!-ta kłótnia zaczęła mnie denerwować i chociaż na pewno będę za to ukarana, to nie potrafiłam być dla niego miła. Chłopak chciał coś powiedzieć, ale przerwały mu otwierające się drzwi. O cholera!!! Czy to rodzice Sykes'a? NIE!!! Spojrzałam się na niego, a on od razu podszedł w stronę wejścia.
-Nath, witaj synku!-powiedziała kobieta przytulając go .Ja chciałam ukradkiem uciec do góry, jednak nie udało mi się.
-Nicole!?-zawołał mnie Nathan. Czego on chce? I przecież wie, że nie lubię kiedy tak się do mnie zwraca. -Słucham?- odparłam z ociąganiem. -Chodź do nas- zawołał, patrząc się na mnie, jakby zaraz miał mnie zabić. Głęboki wdech i stanęłam obok niego, zachowując bezpieczną odległość.
-A niby jak mam się do ciebie odzywać?!-ta kłótnia zaczęła mnie denerwować i chociaż na pewno będę za to ukarana, to nie potrafiłam być dla niego miła. Chłopak chciał coś powiedzieć, ale przerwały mu otwierające się drzwi. O cholera!!! Czy to rodzice Sykes'a? NIE!!! Spojrzałam się na niego, a on od razu podszedł w stronę wejścia.
-Nath, witaj synku!-powiedziała kobieta przytulając go .Ja chciałam ukradkiem uciec do góry, jednak nie udało mi się.
-Nicole!?-zawołał mnie Nathan. Czego on chce? I przecież wie, że nie lubię kiedy tak się do mnie zwraca. -Słucham?- odparłam z ociąganiem. -Chodź do nas- zawołał, patrząc się na mnie, jakby zaraz miał mnie zabić. Głęboki wdech i stanęłam obok niego, zachowując bezpieczną odległość.
-Mamo, Tato, poznajcie Nicole-powiedział chłopak.
-To jest…?
- Dziewczyna Nathna- oznajmiła wesoło Amy. Ja zamarłam
słysząc to i posłałam jej spojrzenie mówiące "oszalałaś!!!". Ona
tylko się uśmiechnęła, a z ruchu jest
ust odczytałam „Też cię kocham”. Widziałam,
że Nathan z tego pomysłu też nie jest zadowolony.
-Nareszcie mój synek się ustatkował jak normalny chłopak- ucieszyła się mama chłopaka. Nathan przysunął się do mnie i jedną ręką objął mnie w tali. Państwo Sykes poszli do salonu. Gdy zniknęli z mojego pola widzenia, natychmiast zrzuciłam z siebie rękę Nathana robiąc przy tym kwaśną minę. On się tylko wrednie uśmiechnął i zaciągnął mnie do pokoju.
-Nareszcie mój synek się ustatkował jak normalny chłopak- ucieszyła się mama chłopaka. Nathan przysunął się do mnie i jedną ręką objął mnie w tali. Państwo Sykes poszli do salonu. Gdy zniknęli z mojego pola widzenia, natychmiast zrzuciłam z siebie rękę Nathana robiąc przy tym kwaśną minę. On się tylko wrednie uśmiechnął i zaciągnął mnie do pokoju.
***
Od jakiejś godziny siedzę i strasznie się nudzę słuchając opowieści rodziców Nathana. Może gdybym znała trochę ich rodzinę, to byłoby to ciekawsze, a kończenie historyjek zaczętych przy ostatnim spotkaniu albo i wcześniej, niewiele mi mówi.
-Napijecie się czegoś?-spytał Nathan.
-Tak, jakbyś mógł-odpowiedział pan Sykes
-A ty mamo?
-Tak, to co zawsze.
-Kochanie, pomożesz mi?-zapytał. Ja nie zareagowałam. -Nicole?-powtórzył, na co zerwałam się w tempie natychmiastowym i poszłam za chłopakiem do kuchni. No to się zacznie. -Co nie reagujesz?!-zaczął z wyrzutem, ale tak, żeby nikt nie słyszał.
-a ty myślisz że, co...-
-Nath...pokrój szarlotkę- przerwała mi Amy, która zniknęła tak szybko jak się pojawiła. Nie odzywając się wstawiłam wodę na herbatę.
-Podaj mi nóż!-powiedział Nathan patrząc się na mnie jakbym nie wiadomo co zrobiła. Podeszłam do suszarki z naczyniami i podałam mu to, o co prosił (a raczej co rozkazał, żeby podać).Gdy chłopak kroił ciasto, ja zalewałam herbatę .Odstawiłam czajnik i wzięłam tacę, kiedy nagle Nathan wpadł we mnie i o mało co się nie wywróciłam.
-Uważaj trochę-powiedziałam głosem wyzutym z emocji i położyłam tacę. Chciałam ułożyć kubki z herbatą i kawą, ale Nathan musiał się jak zwykle czepiać.
-Co ty do cholery robisz?-zaczął znowu gadać. MASAKRA!
-Ja? To ty na mnie wszedłeś a nie ja na ciebie-odparłam, na co chłopak obrócił mnie i byłam twarzą do niego. Charakter ma potworny, ale mogę zaprzeczyć, że jest wyjątkowo przystojny. -Co ty sobie kurwa myślisz?!- wysyczał mi do ucha
-Myślisz, że ci wszystko wolno, bo jesteś siostrą Jacak'a?Ooo...nie, u mnie nie będziesz się rządzić bo wylądujesz w piachu! – Powiedział to takim tonem, że się rzeczywiście się wystraszyłam. Przecież on jest do wszystkiego zdolny.- Zrozumiałaś?
-Nath...pokrój szarlotkę- przerwała mi Amy, która zniknęła tak szybko jak się pojawiła. Nie odzywając się wstawiłam wodę na herbatę.
-Podaj mi nóż!-powiedział Nathan patrząc się na mnie jakbym nie wiadomo co zrobiła. Podeszłam do suszarki z naczyniami i podałam mu to, o co prosił (a raczej co rozkazał, żeby podać).Gdy chłopak kroił ciasto, ja zalewałam herbatę .Odstawiłam czajnik i wzięłam tacę, kiedy nagle Nathan wpadł we mnie i o mało co się nie wywróciłam.
-Uważaj trochę-powiedziałam głosem wyzutym z emocji i położyłam tacę. Chciałam ułożyć kubki z herbatą i kawą, ale Nathan musiał się jak zwykle czepiać.
-Co ty do cholery robisz?-zaczął znowu gadać. MASAKRA!
-Ja? To ty na mnie wszedłeś a nie ja na ciebie-odparłam, na co chłopak obrócił mnie i byłam twarzą do niego. Charakter ma potworny, ale mogę zaprzeczyć, że jest wyjątkowo przystojny. -Co ty sobie kurwa myślisz?!- wysyczał mi do ucha
-Myślisz, że ci wszystko wolno, bo jesteś siostrą Jacak'a?Ooo...nie, u mnie nie będziesz się rządzić bo wylądujesz w piachu! – Powiedział to takim tonem, że się rzeczywiście się wystraszyłam. Przecież on jest do wszystkiego zdolny.- Zrozumiałaś?
Zamierzałam odpowiedzieć, ale zobaczyłam mamę Nathana. Spojrzałam
się na nią kątem oka i spuściłam wzrok. Nawet nie zorientowałam się kiedy chłopak
mnie pocałował. Chciałam się oderwać od niego, jednak nie mogłam. Dopiero po
jakichś 30 sekundach, kiedy pani Sykes niby dyskretnie się ulotniła do salonu,
udało mi się od niego odsunąć.
-Ciebie to już kompletnie pojebało?!- zdenerwowałam się na niego, a on przyłożył mi palec do ust. -Cicho...ty nic kurwa nie rozumiesz.
-To mi wytłumacz?-powiedziałam zdejmując jego palec z moich ust.
-Nie będę ci niczego tłumaczył. -To nie! Wypuść mnie lepiej!-odparłam wkurzona. Spojrzał się na mnie i wypuścił z uścisku.
-Ciebie to już kompletnie pojebało?!- zdenerwowałam się na niego, a on przyłożył mi palec do ust. -Cicho...ty nic kurwa nie rozumiesz.
-To mi wytłumacz?-powiedziałam zdejmując jego palec z moich ust.
-Nie będę ci niczego tłumaczył. -To nie! Wypuść mnie lepiej!-odparłam wkurzona. Spojrzał się na mnie i wypuścił z uścisku.
***
Rodzice Nathana pojechali jakieś dwie godziny temu. Nareszcie!! Dłużej nie mogłabym wytrzymać udawania dziewczyny Nathana.
-Nikki?...nie jesteś głodna? –spytał Jack
-Nieeee.....odpowiedziałam chłopakowi
-Coś ci jest? -spytał
-Nie, no coś ty? Jest ok....Jakby mi coś było to nie mógłbyś ze mną wytrzymać.- uśmiechnęłam się do chłopaka -To dobrze, że ci nic nie jest- powiedział i przytulił mnie. Tak naprawdę ostatnio czułam się jakoś nie swojo. Dawno nie kontaktowałam się z Emily i nie wiem, co się u niej dzieje, a tym bardziej nie mam pojęcia co z mamą. Jak Dickowi odbija… wolę nie myśleć, co się może stać. Po prostu martwię się o nią, ale mam nadzieję, że wszystko z nią w porządku.
Rodzice Nathana pojechali jakieś dwie godziny temu. Nareszcie!! Dłużej nie mogłabym wytrzymać udawania dziewczyny Nathana.
-Nikki?...nie jesteś głodna? –spytał Jack
-Nieeee.....odpowiedziałam chłopakowi
-Coś ci jest? -spytał
-Nie, no coś ty? Jest ok....Jakby mi coś było to nie mógłbyś ze mną wytrzymać.- uśmiechnęłam się do chłopaka -To dobrze, że ci nic nie jest- powiedział i przytulił mnie. Tak naprawdę ostatnio czułam się jakoś nie swojo. Dawno nie kontaktowałam się z Emily i nie wiem, co się u niej dzieje, a tym bardziej nie mam pojęcia co z mamą. Jak Dickowi odbija… wolę nie myśleć, co się może stać. Po prostu martwię się o nią, ale mam nadzieję, że wszystko z nią w porządku.
---------------------------------------------------------------------
Hej i bardzo przepraszam że dopiero teraz dodaje ale na śmieć zapomniałam że wczoraj była sobota...powinnam sobie budzik nastawiać albo coś w tym stylu...
Jak wam się podoba?Co robicie w wakacje?Ja osobiście jeżdżę rowerem w tą i spowrotem.......
Do następnego:)Pozdrawiam :D
sobota, 28 czerwca 2014
Rozdział 9
Powoli zaczęły dochodzić do mnie strzępki rozmowy, ale nic
nie rozumiałam. Czułam, że ktoś przy mnie siedział. W pokoju było chłodno.
- No i po co jej mówiłeś?-denerwował się Sykes.- Tylko
kłopoty z tego będą.
- Nie rozumiesz? Nikki musi znać prawdę. Poza tym jesteś
jedyną osobą, której to nie pasuje.
- Róbcie, co chcecie- strzelił focha i wyszedł trzaskając
drzwiami. Nie mogłam już spać, a udawać nie chcę. Otworzyłam oczy, ale szybko
je zamknęłam, bo oślepiło mnie światło. Spróbowałam podnieść powieki jeszcze
raz, jednak tym razem wolniej.
- Nikki? Jak się czujesz?- zaczęła dopytywać się Amy-
trzymaj- podała mi wodę. Upiłam mały łyczek.
- Dzięki, już lepiej i przepraszam…
- Ale za co? Za to, że dowiedziałaś, że masz brata, za to, że
ukrywaliśmy przed tobą prawdę, czy za to, że mój brat ma non stop humorki?-
wyliczała dziewczyna.
- Może wyjdziemy na zewnątrz? Trochę odpoczniesz?
-Ale przecież…
- Nath? Nie przejmuj się nim- powiedział Jack i pomógł mi
wstać. Wyszliśmy do ogrodu, a Amy natychmiast podbiegła w stronę leżaka. Kiedy
byliśmy bliżej basenu, zauważyłam, że Nathan czyści broń. Na mojej skórze
momentalnie pojawiła się gęsia skórka i odruchowo schowałam się za Jack’a. Na
twarzy Sykesa pojawił wredny uśmieszek.
- Nikki, on ci nic nie zrobi, prawda Nath?
- Jasne Jack, jakbym mógł coś zrobić twojej siostrzyczce.
NICOL powinna się czuć jak w domu.- Celowo to powiedział. Wie, że nie lubię
pełnej formy imienia oraz wie, że nie jeśli chodzi o dom, to nie mam miłych
wspomnień. Nie chciałam z nim tu siedzieć, więc zawróciłam. Amy poszła ze mną.
- Coś ci pokażę- szepnęła mi na ucho i zaprowadziła mnie do
jakiegoś pokoju obok za salonem. Zauważyłam tam piękny czarny fortepian. Kiedyś
uczyłam się grać. Za nim tata nas zostawił, a później w szkole się specjalnie
zapisałam na zajęcia, żeby ja najpóźniej wracać do „domu”.
-Ładny, prawda?- zapytała, patrząc na mnie.
- Śliczny- odpowiedziałam spoglądając kątem oka na zewnątrz.
-Jack mówił, że chodziłaś do szkoły muzycznej. –z radością oznajmiła mi Amy.
-Tak, to prawda, ale skąd on o tym wie?
-On wie więcej niż przypuszczasz -uśmiechnęła się blondynka- Zagraj coś.
- Śliczny- odpowiedziałam spoglądając kątem oka na zewnątrz.
-Jack mówił, że chodziłaś do szkoły muzycznej. –z radością oznajmiła mi Amy.
-Tak, to prawda, ale skąd on o tym wie?
-On wie więcej niż przypuszczasz -uśmiechnęła się blondynka- Zagraj coś.
-Ale nic już nie pamiętam- próbowałam się bronić.
-Tego się nie zapomina- popchnęła mnie w stronę fortepianu. Spojrzałam się na nią z miną typu „ty chyba żartujesz”, jednak podeszłam i zaczęłam grać pierwszą lepszą piosenkę, która przyszła mi na myśl. Od razu dałam się ponieść muzyce i z przyzwyczajania zamknęłam oczy.
-Tego się nie zapomina- popchnęła mnie w stronę fortepianu. Spojrzałam się na nią z miną typu „ty chyba żartujesz”, jednak podeszłam i zaczęłam grać pierwszą lepszą piosenkę, która przyszła mi na myśl. Od razu dałam się ponieść muzyce i z przyzwyczajania zamknęłam oczy.
Little Mix
She lives in a shadow of a lonely girl
Voice so quiet you don't hear a word
Always talkin' but she can't be heard
You can see it there if you catch her eye
I know she's brave but it's trapped inside
Scared to talk but she don't know why
Wish I knew back then what I know now
Wish I could somehow go back in time
And maybe listen to my own advice
I'd tell her to speak up, tell to shout out
Talk a bit louder, be a bit prouder
Tell her she's beautiful, wonderful,
everything she doesn't see
You gotta speak up, you gotta shout out
And know that right here, right now
You can be beautiful, wonderful
Anything you wanna be.......
Gdy otworzyłam oczy, zauważyłam stojącego w drzwiach Nathana. Natychmiast umilkłam i przestałam grać.
-Widzę, że piękna umie grać na fortepianie ...i całkiem przyzwoicie śpiewa- powiedział wrednym głosem
-Przestań mi dokuczać! –miałam już dosyć jego zachowania.
She lives in a shadow of a lonely girl
Voice so quiet you don't hear a word
Always talkin' but she can't be heard
You can see it there if you catch her eye
I know she's brave but it's trapped inside
Scared to talk but she don't know why
Wish I knew back then what I know now
Wish I could somehow go back in time
And maybe listen to my own advice
I'd tell her to speak up, tell to shout out
Talk a bit louder, be a bit prouder
Tell her she's beautiful, wonderful,
everything she doesn't see
You gotta speak up, you gotta shout out
And know that right here, right now
You can be beautiful, wonderful
Anything you wanna be.......
Gdy otworzyłam oczy, zauważyłam stojącego w drzwiach Nathana. Natychmiast umilkłam i przestałam grać.
-Widzę, że piękna umie grać na fortepianie ...i całkiem przyzwoicie śpiewa- powiedział wrednym głosem
-Przestań mi dokuczać! –miałam już dosyć jego zachowania.
-Przepraszam panno Nicole- odparł z głupim uśmieszkiem na
twarzy. Chciałam mu odpysknąć, ale nie było mi to dane, ponieważ zadzwonił jego
telefon.
-Halo?-zaczął i wyszedł na korytarz.
-Ślicznie śpiewasz- powiedział Jack, kładąc rękę na moim ramieniu.
-Dzię…- znowu nie dokończyłam, bo chamsko mi przerwał Nathan.
-Amy, Jack…zbierajcie się. Za godzinę macie odebrać z dworca rodziców!
-Halo?-zaczął i wyszedł na korytarz.
-Ślicznie śpiewasz- powiedział Jack, kładąc rękę na moim ramieniu.
-Dzię…- znowu nie dokończyłam, bo chamsko mi przerwał Nathan.
-Amy, Jack…zbierajcie się. Za godzinę macie odebrać z dworca rodziców!
-CO?!- Amy była zaskoczona tą informacją- Muszę się ogarnąć!
Dom trzeba ogarnąć!- zaczęła panikować i pobiegła na górę. Nie wiedziała, co
zrobić.
- Jack…?- zwróciłam się do brata.-----------------------------------------------------------
Hej jak sie trzymacie?
Nareszcie Wakacje!!!Cieszycie się?Bo ja bardzo <3
Jeżeli ktoś nie lubi Little Mix to bardzo przepraszam. Po prostu gdy pisałam ten rozdział miałam fazę na tą piosenkę.Mam nadziej że mi wybaczycie.
No to chyba tyle.Do następnego.Życzę miłych wakacji. Pozdrawiam i do zobaczenia <3
sobota, 21 czerwca 2014
Rozdział 8
Leżałam na łóżku i oglądam zdjęcie, które znalazłam rano. Myślałam też nad tym, co powiedział mi Nathan. Nagle usłyszałam otwierające się drzwi. Chciałam szybko schować zdjęcie, ale nie miałam szans. Na szczęście to nie był Nathan tylko Jack. Teraz miałam okazję spytać się, o co chodzi z tym "moim bratem".
-Co porabiasz? –zapytał, siadając obok mnie
-Jak myślisz, co mogę robić zamknięta jak Fiona w wieży? Oczywiście czekam Shreka- zironizowałam, a Jack lekko się uśmiechnął.
-To może inaczej. Nad czym tak myślisz?
-Nad kopertą od mamy, a dokładniej nad zdjęciem-powiedziałam, patrząc się na niego ze smutkiem. Jack zerknął na fotografię, a po chwili powiedział.
- Nikki, muszę ci coś powiedzieć- mówił powoli wpatrując się w kopertę. Oparłam się wygodniej o zagłówek łóżka i przytuliłam się do poduszki. W ciszy czekałam na to, o czym chce mnie poinformować Jack.
- Wiesz kto jest na tym zdjęciu? Oprócz ciebie i rodziców oczywiście.- Pokręciłam przecząco głową. Wtedy chłopak zaczął czegoś szukać w kieszeniach, a po chwili wyciągnął małą złożoną karteczkę i podał mi ją. Niepewnie ją wzięłam i otworzyłam, a moim oczom ukazała się identyczna fotografia. Nie mogłam w to uwierzyć. Czyżby Jack był tym chłopcem ze zdjęcia? Ale jakim cudem? Spojrzałam na niego wyczekująco.
- Nikki, jestem twoim bratem- powiedział cicho, a nie wiedziałam jak zareagować. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Jack mnie objął ramieniem, a ja jeszcze mocniej się w niego wtuliłam i płakałam jak małe dziecko. Chłopak kontynuował- bo wiesz....kiedy miałem siedem lat, ojciec zabrał mnie do miasta. Mieliśmy odebrać jakiegoś jego znajomego z dworca. To był tylko pretekst, żeby mnie tam zostawić. Chciałem go szukać, ale to było bezskuteczne.
W końcu zainteresowała się mną policja. Byliśmy kilka tygodni po przeprowadzce. Okazało się, że adres, pod którym rzekomo mieszkaliśmy, nie istnieje tak samo jak X Y Z Diaz. Trafiłem do domu dziecka, a kiedy stamtąd wyszedłem, poznałem Nathana i Amy. W Amy się zakochałem, zwłaszcza przez jej charakter, który tak bardzo przypominał mi ciebie. Spokojna, a jednocześnie porywcza. Odważna, walcząca o swoje i także czuła i współczująca- zamilkł na chwilę. Wszystkie te informacje sprawiały, że robiło mi się słabo. Jednak się nieco uspokoiłam i już nie płakałam. Nie rozumiałam tylko jednej rzeczy.
- Dlaczego tata to zrobił?- zapytałam słabym głosem. Jack westchnął.
-Ojciec to straszny tyran...- zawahał się, jakby rozważał czy powiedzieć mi resztę. -Może to był powód rozstania rodziców. On... zdradzał mamę i na każdym kroku ją poniżał. A najgorsze było to, że jak chciałem coś zrobić, to on był jeszcze bardziej brutalny. Już wtedy, gdy mnie się urodziłaś, był zamieszany w najgorsze przekręty i oszustwa w kraju.
Rodzina zaczęła mu przeszkadzać. Zostawił nas.
- Ale niby dlaczego do mnie pisał po wyjeździe?- ta kwestia mnie nurtowała.
- Nikki, pomyśl. Przed tobą tylko zgrywał idealnego tatusia. Zostawił ciebie i mamę, ale i tak zamierzał cię później przeciągnąć na swoją stronę- tłumaczył Jack.
- A dlaczego mnie porwaliście?
-Żeby cię chronić- tu się lekko uśmiechnął- chociaż sprawa wyglądała na początku zupełnie inaczej. Kiedy
dowiedzieliśmy się On zamierza odebrać jakąś panienkę z lotniska, stwierdziliśmy, że to będzie doskonała okazja do zemsty. Nie pytaj, kiedyś indziej ci wytłumaczę. Wtedy, w galerii, nie wiedziałem jeszcze kim jesteś, chociaż miałem wrażenie, że cię znam.Dopiero później Nath mi powiedział. Kiedy już znalazłaś się tutaj, Nath mimo wszystko chciał zrealizować swój plan, jednak z Amy przekonaliśmy go, że nie możesz wrócić do ojca. Gdyby tak się stało,
stracilibyśmy cię na zawsze.
- Jak? Dlaczego?
- Dlatego, że ojciec...- Jack nie mógł się zebrać, że mi to powiedzieć.
- Wyduś to z siebie do cholery- nie mogłam już wytrzymać.
- Ojciec jest płatnym zabójcą- powiedział z odrazą.
-Co?!-wstałam i podeszłam do okna. Na zewnątrz widziałam Ami opalającą się nad basenem i bawiącą się pistoletem oraz Nathana czyszczącego kilka innych broni?! Nie, tego już za wiele.
- Nikki, to dla twojego dobra. On prędzej czy później by cię zabił. Średnio co miesiąc sobie kogoś sprowadza do pomocy, a potem zabija. Kiedy przyleciałaś, był akurat termin, jak ktoś nowy miał się zjawić.
- Serio? I to porwanie ma mnie chronić? Czy ty wiesz, co ja przechodziłam przez ostatnie dziesięć lat? Czy chociaż przez chwilę pomyślałeś jak ja się czuję z tym wszystkim!? I co? Wy też nie jesteście święci!
- Nikki, spokojnie. Wytłumaczę ci wszystko- próbował uspokoić mnie Jack.
-Spokojnie?! Jak ja mam być spokojna, skoro najpierw mówisz mi, że chcesz mnie chronić przed płatnym zabójcą, a kilkanaście sekund później widzę chłopka, który mnie nienawidzi i czyści sobie pistolety! To ma mnie uspokoić?
Dzięki temu ma wam zaufać?- pytałam, a mój głos robił się coraz słabszy. Oparłam się o ścianę, ale nie miałam siły stać. Powoli osuwałam się na podłogę.
-Nikki, w porządku? NIKKI?!-wołał Jack. To było ostatnie, co zapamiętałam.
----------------------------------------------------------------------------------
Hej :) to znowu ja
Przepraszam was za ostatniego posta ponieważ zapomniałam że to była sobota.Mam nadzieje że mi wybaczycie :p
Czytajcie, komentujcie pozdrawiam i do następnego :)
P.S. Mam jutro zawody więc jakby moglibyście trzymać kciuki za moich chłopaków. :P
niedziela, 15 czerwca 2014
Rozdział 7
Kilka dni później…
Od
ostatniej sprzeczki z Nathanem nie wychodzę z pokoju. Wiem, że jest w domu, i
że nadal jest na mnie zły, ale na szczęście nie widuję go. Nie chce mu znowu
podpaść. Jedyne na co czekam, to na powrót do domu, chociaż z każdą godziną spędzoną
tutaj, wydaje mi się to tylko nierealnym marzeniem. Zupełnie jakby kłótnia z
Dickiem, rozmowa z ojcem, pożegnanie z mamą było wieki temu. Właśnie, mama!
Kiedy opuszczałam dom, coś schowała mi do torebki, a ja zupełnie o tym
zapomniałam. Szybko wzięłam torebkę i
wyciągnęłam białą kopertę. Powoli ją otwarłam, ponieważ nie wiedziałam, czego
się mogę spodziewać w środku. Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam małe zdjęcie
przedstawiające mnie (maiłam dwa albo trzy latka), rodziców i jakiegoś
chłopaka. Kim on był? Długo mu się przyglądałam i odniosłam wrażenie, że gdzieś
już widziałam ten uśmiech, ale nie mogłam sobie przypomnieć gdzie. Na odwrocie
było kilka słów. Widać, że mama pisała je w pośpiechu: Drogie dzieci, zawsze was będę kochać. Że co proszę?! Ten chłopak
to mój brat? Niby jak? Przecież chyba by mi powiedzieli, gdybym miała
rodzeństwo. Niby czemu rodzice mieli to przede mną ukrywać? Nic z tego nie
rozumiałam. Nagle usłyszałam, jak ktoś wchodzi na piętro. Szybko wrzuciłam
zdjęcie do torebki i odłożyłam ją na komodę. Gdy siadłam na łóżku, drzwi się
otworzyły.
-Gotowa?!-do pokoju wpadał Amy.
-Yyy-… na co?-zapytałam. Nie do końca zrozumiałam, o co jej chodzi. -Idziemy się przejść- oznajmiła wesoło dziewczyna.
-My mamy gdzieś wyjść?- powtórzyłam powoli. Nie spodobał mi się ten pomysł, bo wiedziałam jak Sykes na to zareaguje.
-Gotowa?!-do pokoju wpadał Amy.
-Yyy-… na co?-zapytałam. Nie do końca zrozumiałam, o co jej chodzi. -Idziemy się przejść- oznajmiła wesoło dziewczyna.
-My mamy gdzieś wyjść?- powtórzyłam powoli. Nie spodobał mi się ten pomysł, bo wiedziałam jak Sykes na to zareaguje.
-No nie
daj się prosić- nalegała Amy.
-Ale ja nie...- nie mogłam skończyć, ponieważ dziewczyna załapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć za rękę.
-Nie...puść!!!-próbowałam wyrwać się z uścisku.
-Ale ja nie...- nie mogłam skończyć, ponieważ dziewczyna załapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć za rękę.
-Nie...puść!!!-próbowałam wyrwać się z uścisku.
-Chodź i
nie marudź.
-Nie!... Przecież Nathan
-Aaa… Nath? Przesadzasz, on nie jest taki zły.- powiedziała dziewczyna z uśmiechem.
-Nie... proszę!- nie poddawałam się.
-Nie marudź tylko chodź!!!!- naciskała jeszcze bardziej. Spuściłam głowę i poszłam za dziewczyną. Nie wiem kiedy wróci Nathan, ale wiem, że nie będzie wtedy przyjemnie. W duchu cieszyłam się, że mogę wyjść, jednak cena tego spaceru mnie przerażała.
-Nie!... Przecież Nathan
-Aaa… Nath? Przesadzasz, on nie jest taki zły.- powiedziała dziewczyna z uśmiechem.
-Nie... proszę!- nie poddawałam się.
-Nie marudź tylko chodź!!!!- naciskała jeszcze bardziej. Spuściłam głowę i poszłam za dziewczyną. Nie wiem kiedy wróci Nathan, ale wiem, że nie będzie wtedy przyjemnie. W duchu cieszyłam się, że mogę wyjść, jednak cena tego spaceru mnie przerażała.
-Grzeczna
dziewczynka- dodała Amy z wielkim uśmiechem na twarzy. Ja się tak nie byłam
taka zadowolona jak ona, bo czuję, że to będzie jeden wielki Armagedon,
ale jak się nie zgodzie, to mi nie da
spokoju.
***
Spacerowałam z Amy po okolicy jakieś pół godziny. Ślicznie tu było. Zadbane trawniki i rabatki z kwiatami. Dalej las i jakaś droga, na którą wystarczy tylko raz spojrzeć, żeby stwierdzić, że nikt tędy nie jeździ. A jeśli jeździ, to bardzo rzadko. Nie było żadnego śladu obecności innych domów w pobliżu. Według mnie ta okolica była nieco dziwna, ale piękna. Wielkie jezioro po drugiej stronie wspaniale odbijało promienie słoneczne i dodawało temu miejscu jeszcze więcej uroku.
Spacerowałam z Amy po okolicy jakieś pół godziny. Ślicznie tu było. Zadbane trawniki i rabatki z kwiatami. Dalej las i jakaś droga, na którą wystarczy tylko raz spojrzeć, żeby stwierdzić, że nikt tędy nie jeździ. A jeśli jeździ, to bardzo rzadko. Nie było żadnego śladu obecności innych domów w pobliżu. Według mnie ta okolica była nieco dziwna, ale piękna. Wielkie jezioro po drugiej stronie wspaniale odbijało promienie słoneczne i dodawało temu miejscu jeszcze więcej uroku.
-Wracamy?-spytała
Amy. Ja tylko pokwikiwałam głową. Musiałam przygotować swoją psychikę na
wkurwionego Nathana, chociaż w duchu modliłam się, żeby go nie spotkać. Kiedy o
nim pomyślałam, mój humor szybko się pogorszył, a cała radość z powodu spaceru
momentalnie się ulotniła.
***
Nie zdążyłyśmy jeszcze wejść do domu, a już z daleka widziałam na maksa wkurwionego Nathana. Uuuu…. Teraz to się zacznie. Głęboki wdech.
-Co ty kurwa sobie wyobrażasz!!!!-zaczął się naprawdę głośno drzeć, a ja spuściłam głowę. Bałam się na niego spojrzeć -Ty nie masz prawa wychodzić z pokoju, a co dopiero z domu!!!
-Nathan, przestań się na nią drzeć!!!-stanęła w mojej obronie Amy.-To ja ją na to namówiłam!
- Żartujesz sobie Amy?!
- NIE!!!
Zresztą Nikki może to potwierdzić, co nie Nikki?- zwróciła się do mnie, a ja
tylko pokiwałam głową.***
Nie zdążyłyśmy jeszcze wejść do domu, a już z daleka widziałam na maksa wkurwionego Nathana. Uuuu…. Teraz to się zacznie. Głęboki wdech.
-Co ty kurwa sobie wyobrażasz!!!!-zaczął się naprawdę głośno drzeć, a ja spuściłam głowę. Bałam się na niego spojrzeć -Ty nie masz prawa wychodzić z pokoju, a co dopiero z domu!!!
-Nathan, przestań się na nią drzeć!!!-stanęła w mojej obronie Amy.-To ja ją na to namówiłam!
- Żartujesz sobie Amy?!
-Co? Bo nie słyszę!!!-nachylił się nad mną Sykes.
-Tak, to prawda-podniosłam wzrok. W drzwiach dostrzegłam lekko uśmiechającego się Jacka i w tym samym momencie przypomniałam sobie o zdjęciu, które znalazłam w pokoju.
-Czy ty mnie słuchasz?!- Nathan dalej krzyczał.
-Ta...znaczy nie-odpowiedziałam, próbując zorientować się, o co chodzi. Jacka nie wytrzymał i wybuchną śmiechem, na co Nathan spojrzał się na niego tak, jakby chciał go zabić. Amy również się śmiała, a ja? Jedynie kąciki moich ust się lekko podniosły.
-Sorry!!-wykrzyczał Jack, na co Nath machnął ręką i złapał mnie za nadgarstek.
-Idziemy!-zaczął ciągnąć mnie w stronę schodów. Wiedziałam, że zaraz zamknie nie w pokoju. Gdy weszliśmy do sypialni, puścił mnie.
-Jesteś taka sama jak twój barat-powiedział wrednie i wyszedł. Jaki brat? Co to znaczy? Może to ma coś wspólnego z tym zdjęciem? Już wiem, kogo o to zapytam. Na pewno Jack będzie coś o tym wiedział, bo skoro Nathan wie to on też powinien o tym coś wiedzieć. Żałuję, że nie wyjechałam z babcią do tych cholernych Niemiec, kiedy mi to proponowała dwa lata temu. Miałabym chociaż spokój z Dickem i z tymi tutaj...
sobota, 7 czerwca 2014
Rozdział 6
Powoli schodziłam na dół za blondynką,nieco przerażona
tym, kogo tam spotkam. Jednak nie dałam tego po sobie poznać. Amy
weszła pierwsza do kuchni i oznajmiła, że przyprowadziła mnie na
kolację. Nathan rozmawiający z jakiś facetem ( chyba go skądś
kojarzyłam) od razu zareagował krzykiem.
- Po co wyciągałaś z pokoju! Jeszcze ją zabierz na spacerek po okolicy! Nie pamiętasz umowy?!- tak wkurzonego jeszcze go nie widziałam. Niepotrzebnie zgodziłam się na tę kolację.
- Nath, nie widzisz, że ona ledwo co się trzyma na nogach?- próbowała się wybronić dziewczyna, a w tym czasie postanowiłam wrócić do pokoju. Gdy się odwróciłam i pokonałam już pierwszy stopień, ktoś złapał mnie za rękę. Wystraszyłam się i szybko ją wyrwałam z uścisku.
- Nie bój się- zaczął chłopak... z centrum handlowego. Teraz wiem, dlaczego wydawało mi się, że gdzieś go widziałam.- Jestem Jack.
- N- Nikki- powiedziałam cicho.
- A nie Nicole?- spojrzałam na niego zaskoczona.
- Wolę Nikki, nie lubię pełnego imienia.
- W takim razie zapraszam cię na kolację- uśmiechnął się i podał mi dłoń. W takiej asyście zeszłam z kilku ostatnich stopni. W kuchni sytuacja się nieco poprawiła, ponieważ nie było już żadnych wrzasków, natomiast Nathana zdecydowanie nie cieszyła moja obecność. Miałam wrażenie, że chiał mnie zabić wzrokiem. I jeszczo jedno. Gdzie miałam miejsce? Naprzeciwko niego. Siedziałam ze spuszczoną głową i uparcie wpatrywałam się w stół. Kątem oka widziałam, jak Amy przytula się do Jack'a, Nath się uśmiecha do siebie, a potem dziewczyna spytała mnie, co chciałam bym zjeść.
- Cokolwiek, nie rób sobie problemu- odparła niezbyt głośno.
- Co tam sobie mała szepczesz- kąśliwie powiedział Nathan.
- Nie nazywaj mnie mała- odważyłam się podnieść wzrok. Przypomniały mi się te wszystkie lata, kiedy Dick się tak do mnie zwracał jak za dużo wypił.
- Nie mała? To jak sobie życzysz?
- Nikki.
- W takim razie, Nicole , zapamiętaj:NIE MASZ PRAWA WYCHODZIĆ Z POKOJU BEZ MOJEGO POZWOLENIA!!!- wściekł się. I to bardzo. Co gorsza, przeze mnie. Do reszty rzucił- zara z wracam- po czym wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Amy wyszła do sąsiedniego pomieszczenia, a Jack poszedł za nią.
*oczami Nikki*
Stałam przy oknie i nawet nie słyszałam, że ktoś wchodzi do kuchni.
-Ładny widok, prawda?- na dźwięk tych słów wystraszyłam się, co rozbawiło Jack'a.
-... raczej śliczny- przyznałam z lekkim uśmiechem.
- Jeszcze się napstrzysz Nikki, a teraz siadaj i jedz-pokazał na talerz z goframi. Podziękowałam i chwyciłam pierwszego gofra z dżemem. Jadłam bez śpiochu. Smakowało wyśmienicie i dopiero pierwsze kęsy uświadomiły mi, jak bardzo zgłodniałam przez ten czas. Posiłek minął w bardzo miłej atmosferze i uważam, że to zasługa nieobecności Nathana. Dowiedziałam się sporo rzeczy o nich. Amy i Jack byli bardzo sympatyczni, a w dodatku Jack miał w sobie coś takiego, że mogłabym go traktować jak starszego brata. W sumie to sama nie wiem, czemu tak myślę.
Po posiłku wróciłam do siebie ( o ile w ogóle mogę tak nazwać ten pokój). Gdy zamknęłam za sobą drzwi, wrócił Nathan. Do późna rozmawiał o czymś z Amy. Ciekawe tylko o czym?
-------------------------------------------------------------------------------
hej :)
Dzisiaj jest za gorąco na notatkę.Więc będzie bez :D
- Po co wyciągałaś z pokoju! Jeszcze ją zabierz na spacerek po okolicy! Nie pamiętasz umowy?!- tak wkurzonego jeszcze go nie widziałam. Niepotrzebnie zgodziłam się na tę kolację.
- Nath, nie widzisz, że ona ledwo co się trzyma na nogach?- próbowała się wybronić dziewczyna, a w tym czasie postanowiłam wrócić do pokoju. Gdy się odwróciłam i pokonałam już pierwszy stopień, ktoś złapał mnie za rękę. Wystraszyłam się i szybko ją wyrwałam z uścisku.
- Nie bój się- zaczął chłopak... z centrum handlowego. Teraz wiem, dlaczego wydawało mi się, że gdzieś go widziałam.- Jestem Jack.
- N- Nikki- powiedziałam cicho.
- A nie Nicole?- spojrzałam na niego zaskoczona.
- Wolę Nikki, nie lubię pełnego imienia.
- W takim razie zapraszam cię na kolację- uśmiechnął się i podał mi dłoń. W takiej asyście zeszłam z kilku ostatnich stopni. W kuchni sytuacja się nieco poprawiła, ponieważ nie było już żadnych wrzasków, natomiast Nathana zdecydowanie nie cieszyła moja obecność. Miałam wrażenie, że chiał mnie zabić wzrokiem. I jeszczo jedno. Gdzie miałam miejsce? Naprzeciwko niego. Siedziałam ze spuszczoną głową i uparcie wpatrywałam się w stół. Kątem oka widziałam, jak Amy przytula się do Jack'a, Nath się uśmiecha do siebie, a potem dziewczyna spytała mnie, co chciałam bym zjeść.
- Cokolwiek, nie rób sobie problemu- odparła niezbyt głośno.
- Co tam sobie mała szepczesz- kąśliwie powiedział Nathan.
- Nie nazywaj mnie mała- odważyłam się podnieść wzrok. Przypomniały mi się te wszystkie lata, kiedy Dick się tak do mnie zwracał jak za dużo wypił.
- Nie mała? To jak sobie życzysz?
- Nikki.
- W takim razie, Nicole , zapamiętaj:NIE MASZ PRAWA WYCHODZIĆ Z POKOJU BEZ MOJEGO POZWOLENIA!!!- wściekł się. I to bardzo. Co gorsza, przeze mnie. Do reszty rzucił- zara z wracam- po czym wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Amy wyszła do sąsiedniego pomieszczenia, a Jack poszedł za nią.
*Oczami Jack'a*
-Tak, słucham moją piękną-powiedziałem, stając naprzeciwko Ami.
-Powiedziałeś jej już?- spytała, patrząc mi się prosto w oczy.
-Nie, oszalałaś?... Dowie się w swoim czasie, a teraz jest za wcześnie- wytłumaczyłem, łapiąc dziewczynę za biodra.
-Dobra, dobra.....a teraz trzymaj.- Obróciła się w moją stronę i dała mi słoik dżemu. Otworzyłem go z uśmiechem, licząc na małą nagrodę. Amy zaprzeczyła, kręcąc głową. Spojrzałem na nią ze smutną udawaną miną, ale nie podziałało i musiałem iść bez całusa.
-Tak, słucham moją piękną-powiedziałem, stając naprzeciwko Ami.
-Powiedziałeś jej już?- spytała, patrząc mi się prosto w oczy.
-Nie, oszalałaś?... Dowie się w swoim czasie, a teraz jest za wcześnie- wytłumaczyłem, łapiąc dziewczynę za biodra.
-Dobra, dobra.....a teraz trzymaj.- Obróciła się w moją stronę i dała mi słoik dżemu. Otworzyłem go z uśmiechem, licząc na małą nagrodę. Amy zaprzeczyła, kręcąc głową. Spojrzałem na nią ze smutną udawaną miną, ale nie podziałało i musiałem iść bez całusa.
*oczami Nikki*
Stałam przy oknie i nawet nie słyszałam, że ktoś wchodzi do kuchni.
-Ładny widok, prawda?- na dźwięk tych słów wystraszyłam się, co rozbawiło Jack'a.
-... raczej śliczny- przyznałam z lekkim uśmiechem.
- Jeszcze się napstrzysz Nikki, a teraz siadaj i jedz-pokazał na talerz z goframi. Podziękowałam i chwyciłam pierwszego gofra z dżemem. Jadłam bez śpiochu. Smakowało wyśmienicie i dopiero pierwsze kęsy uświadomiły mi, jak bardzo zgłodniałam przez ten czas. Posiłek minął w bardzo miłej atmosferze i uważam, że to zasługa nieobecności Nathana. Dowiedziałam się sporo rzeczy o nich. Amy i Jack byli bardzo sympatyczni, a w dodatku Jack miał w sobie coś takiego, że mogłabym go traktować jak starszego brata. W sumie to sama nie wiem, czemu tak myślę.
Po posiłku wróciłam do siebie ( o ile w ogóle mogę tak nazwać ten pokój). Gdy zamknęłam za sobą drzwi, wrócił Nathan. Do późna rozmawiał o czymś z Amy. Ciekawe tylko o czym?
-------------------------------------------------------------------------------
hej :)
Dzisiaj jest za gorąco na notatkę.Więc będzie bez :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)