DAGGER IN MY HEART

Rozdziały w każdą sobotę lub jeśli będą 4 komentarze, rozdział pojawi się wcześniej.

sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział 9

Powoli zaczęły dochodzić do mnie strzępki rozmowy, ale nic nie rozumiałam. Czułam, że ktoś przy mnie siedział. W pokoju było chłodno.
- No i po co jej mówiłeś?-denerwował się Sykes.- Tylko kłopoty z tego będą.
- Nie rozumiesz? Nikki musi znać prawdę. Poza tym jesteś jedyną osobą, której to nie pasuje.
- Róbcie, co chcecie- strzelił focha i wyszedł trzaskając drzwiami. Nie mogłam już spać, a udawać nie chcę. Otworzyłam oczy, ale szybko je zamknęłam, bo oślepiło mnie światło. Spróbowałam podnieść powieki jeszcze raz, jednak tym razem wolniej.
- Nikki? Jak się czujesz?- zaczęła dopytywać się Amy- trzymaj- podała mi wodę. Upiłam mały łyczek.
- Dzięki, już lepiej i przepraszam…
- Ale za co? Za to, że dowiedziałaś, że masz brata, za to, że ukrywaliśmy przed tobą prawdę, czy za to, że mój brat ma non stop humorki?- wyliczała dziewczyna.
- Może wyjdziemy na zewnątrz? Trochę odpoczniesz?
-Ale przecież…
- Nath? Nie przejmuj się nim- powiedział Jack i pomógł mi wstać. Wyszliśmy do ogrodu, a Amy natychmiast podbiegła w stronę leżaka. Kiedy byliśmy bliżej basenu, zauważyłam, że Nathan czyści broń. Na mojej skórze momentalnie pojawiła się gęsia skórka i odruchowo schowałam się za Jack’a. Na twarzy Sykesa pojawił wredny uśmieszek.
- Nikki, on ci nic nie zrobi, prawda Nath?
- Jasne Jack, jakbym mógł coś zrobić twojej siostrzyczce. NICOL powinna się czuć jak w domu.- Celowo to powiedział. Wie, że nie lubię pełnej formy imienia oraz wie, że nie jeśli chodzi o dom, to nie mam miłych wspomnień. Nie chciałam z nim tu siedzieć, więc zawróciłam. Amy poszła ze mną.
- Coś ci pokażę- szepnęła mi na ucho i zaprowadziła mnie do jakiegoś pokoju obok za salonem. Zauważyłam tam piękny czarny fortepian. Kiedyś uczyłam się grać. Za nim tata nas zostawił, a później w szkole się specjalnie zapisałam na zajęcia, żeby ja najpóźniej wracać do „domu”.
-Ładny, prawda?- zapytała, patrząc na mnie.
- Śliczny- odpowiedziałam spoglądając kątem oka na zewnątrz.
-Jack mówił, że chodziłaś  do szkoły muzycznej. –z radością oznajmiła mi Amy.
-Tak, to prawda, ale skąd on o tym wie?
-On wie więcej niż przypuszczasz -uśmiechnęła się blondynka- Zagraj coś.
-Ale nic już nie pamiętam- próbowałam się bronić.
-Tego się nie zapomina- popchnęła mnie w stronę fortepianu. Spojrzałam się na nią z miną typu „ty chyba żartujesz”, jednak podeszłam i zaczęłam grać pierwszą lepszą piosenkę, która przyszła mi na myśl. Od razu dałam się ponieść muzyce i z przyzwyczajania zamknęłam oczy.


                                                                      Little Mix
                  
                   She lives in a shadow of a lonely girl
                   Voice so quiet you don't hear a word
                  
Always talkin' but she can't be heard

                   You can see it there if you catch her eye
                   I know she's brave but it's trapped inside
                   Scared to talk but she don't know why

                    Wish I knew back then what I know now
                    Wish I could somehow go back in time
                    And maybe listen to my own advice

                     I'd tell her to speak up, tell to shout out
                     Talk a bit louder, be a bit prouder
                     Tell her she's beautiful, wonderful, 
                       everything she doesn't see

                     You gotta speak up, you gotta shout out
                     And know that right here, right now
                     You can be beautiful, wonderful
                        Anything you wanna be.......

 

Gdy otworzyłam oczy, zauważyłam stojącego w drzwiach Nathana. Natychmiast umilkłam i przestałam grać.
-Widzę, że piękna umie grać na fortepianie ...i  całkiem przyzwoicie śpiewa- powiedział wrednym głosem
-Przestań mi dokuczać! –miałam już dosyć jego zachowania.
-Przepraszam panno Nicole- odparł z głupim uśmieszkiem na twarzy. Chciałam mu odpysknąć, ale nie było mi to dane, ponieważ zadzwonił jego telefon.
-Halo?-zaczął i wyszedł na korytarz.
-Ślicznie śpiewasz- powiedział Jack, kładąc rękę na moim ramieniu.
-Dzię…- znowu nie dokończyłam, bo chamsko mi przerwał Nathan.
-Amy, Jack…zbierajcie  się.  Za godzinę macie odebrać z dworca rodziców!
-CO?!- Amy była zaskoczona tą informacją- Muszę się ogarnąć! Dom trzeba ogarnąć!- zaczęła panikować i pobiegła na górę. Nie wiedziała, co zrobić.
- Jack…?- zwróciłam się do brata.



-----------------------------------------------------------
Hej jak sie trzymacie?
Nareszcie Wakacje!!!Cieszycie się?Bo ja bardzo <3
Jeżeli ktoś  nie lubi Little Mix to bardzo przepraszam. Po prostu gdy pisałam ten rozdział miałam fazę na tą piosenkę.Mam nadziej że mi wybaczycie.
No to chyba tyle.Do następnego.Życzę  miłych wakacji. Pozdrawiam i do zobaczenia <3

sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 8

Leżałam na łóżku i oglądam zdjęcie, które znalazłam rano. Myślałam też nad tym, co powiedział mi Nathan. Nagle usłyszałam otwierające się drzwi. Chciałam szybko schować zdjęcie, ale nie miałam szans. Na szczęście to nie był Nathan tylko Jack. Teraz miałam okazję spytać się, o co chodzi z tym "moim bratem".
-Co porabiasz? –zapytał, siadając obok mnie
-Jak myślisz, co mogę robić zamknięta jak Fiona w wieży? Oczywiście czekam Shreka- zironizowałam, a Jack lekko się uśmiechnął.
 -To może inaczej. Nad czym tak myślisz?
-Nad kopertą od mamy, a dokładniej nad zdjęciem-powiedziałam, patrząc się na niego ze smutkiem. Jack zerknął na fotografię, a po chwili powiedział.
- Nikki, muszę ci coś powiedzieć- mówił powoli wpatrując się w kopertę. Oparłam się wygodniej o zagłówek łóżka i przytuliłam się do poduszki. W ciszy czekałam na to, o czym chce mnie poinformować Jack.
- Wiesz kto jest na tym zdjęciu? Oprócz ciebie i rodziców oczywiście.- Pokręciłam przecząco głową. Wtedy chłopak zaczął czegoś szukać w kieszeniach, a po chwili wyciągnął małą złożoną karteczkę i podał mi ją. Niepewnie ją wzięłam i otworzyłam, a moim oczom ukazała się identyczna fotografia. Nie mogłam w to uwierzyć. Czyżby Jack był tym chłopcem ze zdjęcia? Ale jakim cudem? Spojrzałam na niego wyczekująco. 
- Nikki, jestem twoim bratem- powiedział cicho, a nie wiedziałam jak zareagować. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Jack mnie objął ramieniem, a ja jeszcze mocniej się w niego wtuliłam i płakałam jak małe dziecko. Chłopak kontynuował- bo wiesz....kiedy miałem siedem lat, ojciec zabrał mnie do miasta. Mieliśmy odebrać jakiegoś jego znajomego z dworca. To był tylko pretekst, żeby mnie tam zostawić. Chciałem go szukać, ale to było bezskuteczne. 
W końcu zainteresowała się mną policja. Byliśmy kilka tygodni po przeprowadzce. Okazało się, że adres, pod którym rzekomo mieszkaliśmy, nie istnieje tak samo jak X Y Z Diaz. Trafiłem do domu dziecka, a kiedy stamtąd wyszedłem, poznałem Nathana i Amy. W Amy się zakochałem, zwłaszcza przez jej charakter, który tak bardzo przypominał mi ciebie. Spokojna, a jednocześnie porywcza. Odważna, walcząca o swoje i także czuła i współczująca- zamilkł na chwilę. Wszystkie te informacje sprawiały, że robiło mi się słabo. Jednak się nieco uspokoiłam i już nie płakałam. Nie rozumiałam tylko jednej rzeczy.
- Dlaczego tata to zrobił?- zapytałam słabym głosem. Jack westchnął.
-Ojciec to straszny tyran...- zawahał się, jakby rozważał czy powiedzieć mi resztę. -Może to był powód rozstania rodziców. On... zdradzał mamę i na każdym kroku ją poniżał. A najgorsze było to, że jak chciałem coś zrobić, to on był jeszcze bardziej brutalny. Już wtedy, gdy mnie się urodziłaś, był zamieszany w najgorsze przekręty i oszustwa w kraju. 
Rodzina zaczęła mu przeszkadzać. Zostawił nas. 
- Ale niby dlaczego do mnie pisał po wyjeździe?- ta kwestia mnie nurtowała.
- Nikki, pomyśl. Przed tobą tylko zgrywał idealnego tatusia. Zostawił ciebie i mamę, ale i tak zamierzał cię później przeciągnąć na swoją stronę- tłumaczył Jack.
- A dlaczego mnie porwaliście? 
-Żeby cię chronić- tu się lekko uśmiechnął- chociaż sprawa wyglądała na początku zupełnie inaczej. Kiedy 
dowiedzieliśmy się On zamierza odebrać jakąś panienkę z lotniska, stwierdziliśmy, że to będzie doskonała okazja do zemsty. Nie pytaj, kiedyś indziej ci wytłumaczę. Wtedy, w galerii, nie wiedziałem jeszcze kim jesteś, chociaż miałem wrażenie, że cię znam.Dopiero później Nath mi powiedział. Kiedy już znalazłaś się tutaj, Nath mimo wszystko chciał zrealizować swój plan, jednak z Amy przekonaliśmy go, że nie możesz wrócić do ojca. Gdyby tak się stało,  stracilibyśmy cię na zawsze.
- Jak? Dlaczego?
- Dlatego, że ojciec...- Jack nie mógł się zebrać, że mi to powiedzieć.
- Wyduś to z siebie do cholery- nie mogłam już wytrzymać.
- Ojciec jest płatnym zabójcą- powiedział z odrazą. 
-Co?!-wstałam i podeszłam do okna. Na zewnątrz widziałam Ami opalającą się nad basenem i bawiącą się pistoletem oraz Nathana czyszczącego kilka innych broni?! Nie, tego już za wiele.
- Nikki, to dla twojego dobra. On prędzej czy później by cię zabił. Średnio co miesiąc sobie kogoś sprowadza do pomocy, a potem zabija. Kiedy przyleciałaś, był akurat termin, jak ktoś nowy miał się zjawić.
- Serio? I to porwanie ma mnie chronić? Czy ty wiesz, co ja przechodziłam przez ostatnie dziesięć lat? Czy chociaż przez chwilę pomyślałeś jak ja się czuję z tym wszystkim!? I co? Wy też nie jesteście święci!
- Nikki, spokojnie. Wytłumaczę ci wszystko- próbował uspokoić mnie Jack.
-Spokojnie?! Jak ja mam być spokojna, skoro najpierw mówisz mi, że chcesz mnie chronić przed płatnym zabójcą, a kilkanaście sekund później widzę chłopka, który mnie nienawidzi i czyści sobie pistolety! To ma mnie uspokoić? 
Dzięki temu ma wam zaufać?- pytałam, a mój głos robił się coraz słabszy. Oparłam się o ścianę, ale nie miałam siły stać. Powoli osuwałam się na podłogę.
-Nikki, w porządku? NIKKI?!-wołał Jack. To było ostatnie, co zapamiętałam.
----------------------------------------------------------------------------------
Hej :) to znowu ja 
Przepraszam was za ostatniego posta ponieważ zapomniałam że to była sobota.Mam nadzieje że mi wybaczycie :p
Czytajcie, komentujcie pozdrawiam i do następnego :)
P.S. Mam jutro zawody więc jakby moglibyście trzymać kciuki  za moich chłopaków. :P
 

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 7



Kilka dni później…
Od ostatniej sprzeczki z Nathanem nie wychodzę z pokoju. Wiem, że jest w domu, i że nadal jest na mnie zły, ale na szczęście nie widuję go. Nie chce mu znowu podpaść. Jedyne na co czekam, to na powrót do domu, chociaż z każdą godziną spędzoną tutaj, wydaje mi się to tylko nierealnym marzeniem. Zupełnie jakby kłótnia z Dickiem, rozmowa z ojcem, pożegnanie z mamą było wieki temu. Właśnie, mama! Kiedy opuszczałam dom, coś schowała mi do torebki, a ja zupełnie o tym zapomniałam.  Szybko wzięłam torebkę i wyciągnęłam białą kopertę. Powoli ją otwarłam, ponieważ nie wiedziałam, czego się mogę spodziewać w środku. Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam małe zdjęcie przedstawiające mnie (maiłam dwa albo trzy latka), rodziców i jakiegoś chłopaka. Kim on był? Długo mu się przyglądałam i odniosłam wrażenie, że gdzieś już widziałam ten uśmiech, ale nie mogłam sobie przypomnieć gdzie. Na odwrocie było kilka słów. Widać, że mama pisała je w pośpiechu: Drogie dzieci, zawsze was będę kochać. Że co proszę?! Ten chłopak to mój brat? Niby jak? Przecież chyba by mi powiedzieli, gdybym miała rodzeństwo. Niby czemu rodzice mieli to przede mną ukrywać? Nic z tego nie rozumiałam. Nagle usłyszałam, jak ktoś wchodzi na piętro. Szybko wrzuciłam zdjęcie do torebki i odłożyłam ją na komodę. Gdy siadłam na łóżku, drzwi się otworzyły.
-Gotowa?!-do pokoju wpadał Amy.
-Yyy-… na co?-zapytałam. Nie do końca zrozumiałam, o co jej chodzi. -Idziemy się przejść- oznajmiła wesoło dziewczyna.
-My  mamy   gdzieś  wyjść?- powtórzyłam powoli. Nie spodobał mi się ten pomysł, bo wiedziałam jak Sykes na to zareaguje.
-No nie daj się prosić- nalegała Amy.
-Ale ja nie...- nie mogłam skończyć, ponieważ dziewczyna załapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć za rękę.
-Nie...puść!!!-próbowałam wyrwać się z uścisku.
-Chodź i nie marudź.
-Nie!... Przecież Nathan
-Aaa… Nath? Przesadzasz, on nie jest taki zły.- powiedziała dziewczyna z uśmiechem.
-Nie... proszę!- nie poddawałam się.
-Nie marudź tylko chodź!!!!- naciskała jeszcze bardziej. Spuściłam głowę i poszłam za dziewczyną. Nie wiem kiedy wróci Nathan, ale wiem, że nie będzie wtedy przyjemnie. W duchu cieszyłam się, że mogę wyjść, jednak cena tego spaceru mnie przerażała.
-Grzeczna dziewczynka- dodała Amy z wielkim uśmiechem na twarzy. Ja się tak nie byłam taka zadowolona jak ona, bo czuję, że to będzie jeden wielki Armagedon, ale  jak się nie zgodzie, to mi nie da spokoju.
                          
     ***
Spacerowałam z  Amy po okolicy jakieś pół godziny. Ślicznie tu było. Zadbane trawniki i rabatki z kwiatami. Dalej las i jakaś droga, na którą wystarczy tylko raz spojrzeć, żeby stwierdzić, że nikt tędy nie jeździ. A jeśli jeździ, to bardzo rzadko. Nie było żadnego śladu obecności innych domów w pobliżu.  Według mnie ta okolica była nieco dziwna, ale piękna. Wielkie jezioro po drugiej stronie wspaniale odbijało promienie słoneczne i dodawało temu miejscu jeszcze więcej uroku.
-Wracamy?-spytała Amy. Ja tylko pokwikiwałam głową. Musiałam przygotować swoją psychikę na wkurwionego Nathana, chociaż w duchu modliłam się, żeby go nie spotkać. Kiedy o nim pomyślałam, mój humor szybko się pogorszył, a cała radość z powodu spaceru momentalnie się ulotniła.
                                ***
Nie zdążyłyśmy jeszcze wejść do domu, a już z daleka widziałam na maksa wkurwionego Nathana. Uuuu…. Teraz to się zacznie. Głęboki wdech.
-Co ty kurwa sobie wyobrażasz!!!!-zaczął się naprawdę głośno drzeć, a ja spuściłam głowę. Bałam się na niego spojrzeć  -Ty nie masz prawa wychodzić z pokoju, a co dopiero z domu!!!
-Nathan, przestań się na nią drzeć!!!-stanęła w mojej obronie Amy.-To ja ją na to namówiłam!
- Żartujesz sobie Amy?!
- NIE!!! Zresztą Nikki może to potwierdzić, co nie Nikki?- zwróciła się do mnie, a ja tylko pokiwałam głową.
-Co? Bo nie słyszę!!!-nachylił się nad mną Sykes.
-Tak, to prawda-podniosłam wzrok. W drzwiach dostrzegłam lekko uśmiechającego się Jacka i w tym samym momencie przypomniałam sobie o zdjęciu, które znalazłam w pokoju.
-Czy ty mnie słuchasz?!- Nathan dalej krzyczał.
-Ta...znaczy nie-odpowiedziałam, próbując zorientować się, o co chodzi. Jacka nie wytrzymał i wybuchną śmiechem, na co Nathan spojrzał się na niego tak, jakby chciał go zabić. Amy również się śmiała, a ja? Jedynie kąciki moich ust się lekko podniosły.
-Sorry!!-wykrzyczał Jack, na co Nath machnął ręką i złapał mnie za nadgarstek.
-Idziemy!-zaczął ciągnąć mnie w stronę schodów. Wiedziałam, że zaraz zamknie nie w pokoju. Gdy weszliśmy do sypialni, puścił mnie.
-Jesteś taka sama jak twój barat-powiedział  wrednie i wyszedł. Jaki brat? Co to znaczy? Może to ma coś wspólnego z tym zdjęciem? Już wiem, kogo o to zapytam. Na pewno Jack będzie coś o tym wiedział, bo skoro Nathan wie to on też powinien o tym coś wiedzieć. Żałuję, że nie wyjechałam z babcią do tych cholernych Niemiec, kiedy mi to proponowała dwa lata temu. Miałabym chociaż spokój z Dickem i z tymi tutaj...

sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 6

Powoli schodziłam na dół za blondynką,nieco przerażona tym,  kogo tam spotkam. Jednak nie dałam tego po sobie poznać. Amy weszła pierwsza do kuchni i oznajmiła, że przyprowadziła mnie na kolację. Nathan rozmawiający z jakiś facetem ( chyba go skądś kojarzyłam) od razu zareagował krzykiem.
- Po co wyciągałaś z pokoju! Jeszcze ją zabierz na spacerek po okolicy! Nie pamiętasz umowy?!- tak wkurzonego jeszcze go nie widziałam. Niepotrzebnie zgodziłam się na tę kolację.
- Nath, nie widzisz, że ona ledwo co się trzyma na nogach?- próbowała się wybronić dziewczyna, a w tym czasie postanowiłam wrócić do pokoju. Gdy się odwróciłam i pokonałam już pierwszy stopień, ktoś złapał mnie za rękę. Wystraszyłam się i szybko ją wyrwałam z uścisku.
- Nie bój się- zaczął chłopak... z centrum handlowego. Teraz wiem, dlaczego wydawało mi się, że gdzieś go widziałam.- Jestem Jack.
- N- Nikki- powiedziałam cicho.
- A nie Nicole?- spojrzałam na niego zaskoczona.
- Wolę Nikki, nie lubię pełnego imienia.
- W takim razie zapraszam cię na kolację- uśmiechnął się i podał mi dłoń. W takiej asyście zeszłam z kilku ostatnich stopni. W kuchni sytuacja się nieco poprawiła, ponieważ nie było już żadnych wrzasków, natomiast Nathana zdecydowanie nie cieszyła moja obecność. Miałam wrażenie, że chiał mnie zabić wzrokiem. I jeszczo jedno. Gdzie miałam miejsce? Naprzeciwko niego. Siedziałam ze spuszczoną głową i uparcie wpatrywałam się w stół. Kątem oka widziałam, jak Amy przytula się do Jack'a, Nath się uśmiecha do siebie, a potem dziewczyna spytała mnie, co chciałam bym zjeść.
- Cokolwiek, nie rób sobie problemu- odparła niezbyt głośno.
- Co tam sobie mała szepczesz- kąśliwie powiedział Nathan.
- Nie nazywaj mnie mała- odważyłam się podnieść wzrok. Przypomniały mi się te wszystkie lata, kiedy Dick się tak do mnie zwracał jak za dużo wypił.
- Nie mała? To jak sobie życzysz?
- Nikki.
- W takim razie, Nicole , zapamiętaj:NIE MASZ PRAWA WYCHODZIĆ Z POKOJU BEZ MOJEGO POZWOLENIA!!!- wściekł się. I to bardzo. Co gorsza, przeze mnie. Do reszty rzucił- zara z wracam- po czym wyszedł z domu trzaskając drzwiami.  Amy wyszła do sąsiedniego pomieszczenia,  a Jack poszedł za nią.


*Oczami Jack'a*
-Tak, słucham moją piękną-powiedziałem, stając naprzeciwko Ami.
-Powiedziałeś jej już?- spytała, patrząc mi się prosto w oczy.
-Nie, oszalałaś?... Dowie się w swoim czasie, a teraz jest za wcześnie- wytłumaczyłem, łapiąc dziewczynę za biodra.
-Dobra, dobra.....a teraz trzymaj.- Obróciła się w moją stronę i dała mi słoik dżemu. Otworzyłem go z uśmiechem, licząc na małą nagrodę. Amy zaprzeczyła, kręcąc głową. Spojrzałem na nią ze smutną udawaną miną, ale nie podziałało i musiałem iść bez całusa.

*oczami Nikki*
Stałam przy oknie i nawet nie słyszałam, że ktoś wchodzi do kuchni.
-Ładny widok, prawda?- na dźwięk tych słów wystraszyłam się, co rozbawiło Jack'a.
-... raczej śliczny- przyznałam z lekkim uśmiechem.
-  Jeszcze się napstrzysz Nikki, a teraz siadaj i jedz-pokazał na talerz z goframi. Podziękowałam i chwyciłam pierwszego gofra z dżemem. Jadłam bez śpiochu. Smakowało wyśmienicie i dopiero pierwsze kęsy uświadomiły mi, jak bardzo zgłodniałam przez ten czas. Posiłek minął w bardzo miłej atmosferze i uważam, że to zasługa nieobecności Nathana.  Dowiedziałam się sporo rzeczy o nich. Amy i Jack byli bardzo sympatyczni, a  w dodatku Jack miał  w sobie  coś takiego, że mogłabym go traktować jak starszego brata. W sumie to sama nie wiem, czemu tak myślę.
Po posiłku wróciłam do siebie ( o ile w ogóle mogę tak nazwać ten pokój). Gdy zamknęłam za sobą drzwi, wrócił  Nathan. Do późna rozmawiał o czymś z Amy. Ciekawe tylko o czym?

-------------------------------------------------------------------------------
hej :)
Dzisiaj jest za gorąco na notatkę.Więc będzie bez :D


sobota, 31 maja 2014

Rozdział 5

*oczami Nikki*
Obudziłam się z strasznym bólem głowy. Miałam wrażenie, że zaraz rozsadzi mi czaszkę. Kiedy powoli otwierałam oczy, zorientowałam się,  co się stało. Znajdowałam się w nieznanym mi pokoju, a obok łóżka siedział jakiś chłopak czytający gazetę czy coś tam. Gdy zobaczył, że już nie śpię, powiedział kpiącym głosem.
-No, myślałem n że się nigdy nie obudzisz.
-Gg...gdzie ja jestem? -spytałam z trudem i spróbowałam wstać. To jednak nie było takie łatwe.
-Nie wstawaj, bo jesteś jeszcze za słaba- zaczął spokojnie.
-Sama wiem, co mam robić-przerwałam mu schodząc z łóżka, ale moje nogi nie utrzymały równowagi i upadłabym, jakby on mnie nie złapał. Jakim cudem tak szybko znalazł się obok mnie?
-A nie mówiłem- powiedział, kładąc mnie ponownie na łóżku.
-KIM jesteś?-spytałam ciekawa.
-Dowiesz się w swoim czasie- odparł z dziwnym uśmieszkiem i wyszedł. Nie wiem, co się ze mną dzieje, gdzie jestem i kim on jest. Chociaż mogłabym go nazywać porywaczem i niewiele bym się myliła, ale to określenie brzmi trochę strasznie. W każdym razie uwięziono mnie i pozbawiono kontaktu ze światem. No porostu świetnie! Nie miałam nawet sił myśleć o czymkolwiek innym. Zmęczona zamknęłam oczy i nawet nie wiem kiedy znowu zasnęłam.
                                    ***
Gdy się przebudziałam, nikogo tym razem przy mnie nie było. Nie wiedziałam, która jest godzina, ale pewnie coś około wieczoru, bo przez okno wpadały promienie zachodzącego słońca. Pomalutku wstałam z łóżka. Trochę kręciło mi się w głowie, jednak już mogłam sama się poruszać. Widok okolicy był przecudowny. Na zewnątrz znajdował duży basen, mała altana, a jakieś kilkanaście metrów dalej duże jezioro. Nic mi to jednak nie mówiło i nadal nie wiedziałam, gdzie jestem, i co ze mną będzie. Moje rozmyślanie przerwał głos przekręcania klucza. Gwałtownie odwróciłam się w stronę drzwi.
-No, wiedzę, że już wstałaś- powiedział ten sam chłopak, którego widziałam wcześniej. Dopiero teraz zauważyłam, jakie on ma boskie oczy.
-Gdzie ja jestem?-spytała się patrząc na niego jak na idiotę.
-Daleko!
-Tyle to ja wiem- odparłam zrezygnowana- chciałbym konkretnie wiedzieć.
-Ty lepiej nie pyskuj, bo to się może źle dla ciebie skoczyć. -odpowiedział głosem, jakby miał mnie zaraz zabić. No super!trafiłam do kolejnego czubka!!! Najpierw Oscar, a teraz on.
-To może powiesz mi chociaż, po co ja tu jestem?
-Jesteś tu, ponieważ muszę wyrównać rachunki z twoim ojcem-uśmiechnął się czerpiąc satysfakcję z mojej dezorientacji.
-Z tatą? Co on ci zrobił?!-zdziwiłam się tym, co usłyszałam on chłopaka. I właśnie mnie olśniło- To z tobą rozmawiał tata wtedy przez telefon...-powiedziałam, pochodząc do chłopaka.
-No proszę ! To ślicznotka słyszała moją rozmowę?- 
 Zaczął palcem gładzić mój policzek. Szybko odchyliłam głowę z kwaśną miną. Miał on coś powiedzieć, ale przerwał mu głos jakieś dziewczyny.
-NATHAN!!!
-Już idę!-spojrzał na mnie i wyszedł. Czyli on ma na imię Nathan. Przynajmniej tyle wiem. Ale o co chodzi mu z tymi porachunkami z tatą? Nie mam na to wszystko siły. Najpierw rozstanie rodziców, później palant Dick, a teraz to. Ciekawe, co będzie za tydzień? Pewnie mnie wywiozą do lasu, podetną gardło i zostawi na pożarcie jakimś dzikim zwierzętom. Czemu ja zawsze mam takiego cholernego pecha!!! Czemu zawsze ja?!Nie wytrzymałam i pierwsza łza spłynęła mi po policzku.
Podeszłam do okna. Zobaczyłam drobną blondynkę i Tego całego Nathana rozmawiających o czymś. Po jakiejś chwili podszedł do nich pewien chłopak. Przywitał się on z Nathanem, a później dał całusa dziewczynie, która bardzo się ucieszyła na jego widok. Dyskutowali i co jakiś czas się śmiali.  Miałam już dość patrzenia na ich szczęście. Dlaczego wszyscy inni mogą mieć normalne życie, rodzeństwo, przyjaciół, zwykłą rodzinę, a mnie to omija. Za każdym razem, gdy myślę, że los się do mnie uśmiechnął, w rzeczywistości jest jeszcze gorzej niż było.
Siadłam sobie na łóżku, czas strasznie mi się dłużył. W pewnym momencie słyszałam głos tej samej dziewczyny, co wołała Nathana kilkanaście minut wcześniej. Drzwi otwarły się jeszcze raz i ujrzałam  w nich blondynkę mniej więcej mojego wzrostu.
-Hej jestem Ami.Dziewczyna uśmiechała się i podał mi rękę. - Spojrzałam na nią nieufnie, ale po chwili cicho odpowiedziałam:
-Nikki.
-Chodź na dół do kuchni, bo na pewno jesteś głodna.-popatrzyła się na mnie jak na laskę, która nic nie je i wiecznie jest na głupich dietach. I po części ma rację. Dick niezmiernie dbał, żeby w lodówce nie było nic innego niż piwo.W dodatku w szkole zapisałam się na kilka zajęć sportowych, byle jak najpóźniej wracać do domu. W efekcie mam teraz dość szczupłą figurę, ale jakim kosztem...
-Nie jestem głodna-powiedziałam  ostrożnie.
-Aj...nie przesadzaj! Od wczorajszego śniadania nic nie jadłaś. Na pewno jesteś głodna- szczerze? To nie było dla mnie czymś nowym, jednak dziewczyna złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć w stroną drzwi. Jak na taką kruszynę była bardzo silna i uparta.Nie miałam wyjścia i poszłam za nią. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam.
---------------------------------------------------------------------------------------------
  Komentujcie komentujcie bo dla was kilka liter a dla mnie źródło inspiracji :-)
Mała zmiana planów.
pod wcześniejszym postem napisałam że 3kom i następny rozdział ale lekko pozmieniam i będę 4 komentarze i następny rozdział w tym komentarze moje i Viki.  się nie liczą.
kocham was i do zobaczenia =D 

sobota, 24 maja 2014

Rozdział 4

Obudziły mnie promienie słoneczne delikatnie łaskoczące moją twarz. Zapowiadał się piękny dzień, a ja nie zamierzałam go marnować. Wstałam, zabrałam potrzebne rzeczy i poszłam do łazienki. Biorąc prysznic długo myślałam nad tym, co usłyszałam. Jakieś pół godziny później ubrałam się w szeroką  kremową koszulkę w paski, krótkie jeansowe spodenki i do tego czarne trampki.
                              

    ***
Jadłam sobie spokojnie moie ulubione śniadanie, czyli płatki z mlekiem, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Nie chciało mi się przerywać posiłku, więc tata poszedł otworzyć. Dopiero to uświadomiło mi, że jest w domu.
-Nikki, poznaj Oscara. Od dzisiaj będzie twoim ochroniarzem- powiedział ojciec wchodząc do kuchni z jakimś chłopakiem.
-Cześć, jestem Nikki- przywitałam się ze sztucznym uśmiechem.
-Miło poznać!- chłopak nie zraził się moim zachiwaniem i pocałował moją rękę. Mamciu, co za dżentelmen. Jak ja się cieszę, że mam  tak dobrze wychowanego ochroniarza.  Dlaczego?Pewnie nawet nie potrafi jednego chwytu karate, ale mniejsza z tym.
-Tato, ja uciekam na spacer-wstałam i pobiegłam do pokoju po torebkę. Z salonu zabrałam jeszcze klucze  i  już miałam wychodzić, gdy tata zatrzymała mnie.
-Nie zapomniałaś o czymś? A raczej o kimś?
-Racja! Chodź- zwróciłam się do chłopaka i opuściłam dom.
*oczami Nathana*
Jesteśmy  tu od 6:15 i nikt ani nie wychodzi, ani nie wychodzi. Cholera jasna!  Nie wytrzymam już w tym samochodzie. Jack śpi w najlepsze,  ja muszę gapić się  w pustą ulice. Nie, zaraz... Ktoś wychodzi. Nareszcie coś się dzieje!!!!
-Jack! Wstawaj !!! -szturcham śpiącego chłopaka.
-Co...Co się dzieje?- zaspany próbował się czegoś dowiedzieć.
-Wyszła z domu-powiedziałem-ale chwila, ona nie jest sama?Jack?- Ej no,  co to kurwa ma być? Jack patrzył na dziewczynę jakby nikt inny nie istniał.Ostatni raz widziałem go takiego, kiedy wyznał miłość Ami. Jednak rozumiem go.
-Ruszamy!!!- wrzasnął. No proszę, jak szybko się rozbudził.
*oczami Nikki*
Poszłam do parku, a raczej trafiłam tam trochę przez przypadek, nie bardzo orientowałam się co gdzie jest w mieście. Ten, no jak mu było.....aha już wiem, Oscar -łazi za mną jak pies za kiełbasą. Nawet się za bardzo z tym nie kryje, a ponoć prywatni ochroniarze działają niezauważeni.
-Oscar?- zwróciłam się do chłopaka.
-Słucham- zaczął robić maślane oczka.
-Tam jest sklepik, przyniesiesz mi coś do picia?-poprosiłam słodkim głosem.
-Ja mam chronić, a nie być służącym- powiedział tak jakbym kazała mu wykonać coś nienormalnego. I kto mówił, że ochroniarz będzie na każde moje skinienie? Jak wrócę do domu, muszę poważnie porozmawiać z tatą.
-Ne to nie. Sama pójdę.- zrobiłam kilka kroków, a on szedł za mną.
-Ty masz tu z-o-s-t-a-ć! -przeliterowałam ostatnie słowo,  z fochem spojrzałam na chłopaka i już chciałam go opuścić,jednak...
- Ja mam cię chro...-nie skończył bo mu przerwałam.
-Wiem, co ty masz chronić, ale mnie to wkurwia jak ktoś za mną łazi!!!- nawrzeszczałam  na niego i poszłam do sklepu. Chociaż już odechciało mi się pić, to nie dam mu tej satysfakcji i nie zostanę.

*oczami Nathana * 
Śledzimy dziewczynę już pół godziny. A co się okazało? Ona ma ochroniarza. To trochę skomplikowało sprawę i sądziłem, że wykonanie misji się nieco przedłuży. Przynajmniej tak myślałem, aż nie usłyszałem, jak się kłócą. Młoda sama pcha się w nasze ramiona. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Nath, patrz odchodzi od niego!- powiedział Jack.
- Idziemy!- zarządziłem i wysiedliśmy z samochodu. Ja poszedłem za dziewczyną,  Jack stanął na czatach.
*oczami Nikki*
Wyszłam z kiosku i skierowałam się w stronę ławki, na której miał siedzieć Oscar. Nie było go. Może wrócił do domu? Raczej nie. Usiadłam i chciałam odkręcić wodę, zauważyłam przed sobą jeszcze jeden cień, obok mojego, jakby ktoś stanął za mną. Trwało to ułamek sekundy. Nagle zobaczyłam czyjąś rękę z jakąś ściereczką zbliżającą się do mojej  twarzy. Próbowałam krzyczeć, ale czułam, że powoli odpływam.

*oczami Nathana*
Dziewczyna nie szarpała się bardzo i szybko usnęła. Po tym, czego jest w stanie dokonać Jack, myślałem, że dłużej będzie stawiać opór. Wiozłem ją na ręce. Ku mojemu zdziwieniu była bardzo leciutka. Dosłownie jak piórko. Zaniosłem ją do samochodu i podjechałem po Jacka.
- I co?-spytał chłopak.
- No nie widzisz! Lepiej mów,  co z ochroniarzem?
- Poszedł gdzieś, bo telefon mu zadzwonił, więc patrzyłem tylko, żeby nie wrócił za szybko- odpowiedział.

                              
   ***
Wysiedliśmy z auta. Wziąłem dziewczynę, a Jack otworzył mi drzwi i zabrał jej torebkę.
- Nathan, nic jej nie jest? - podbiegła do nas przerażona Am
-Nie panikuj,tylko śpi. I tak łagodniejszą dawkę- odparłem z uśmiechem. Poszedłem zanieść ją do pokoju.

 -------------------------------------------------------------------------------------
  Komentujcie komentujcie bo dla was kilka liter a dla mnie źródło inspiracji :-)

OGŁOSZENIA PARAFIALNE:
Hej mam do was kilka spraw 
1.Kolejne rozdziały będą dodawane co sobotę :)
2.Może być też taka sytuacja że pod ostatnio dodanym postem może być 3komentarze.To rozdział pojawi się wcześniej i w Sobotę. :) 
To chyba tyle.Teraz zmykam bo mam pogrzeb i Musze się ogarnąć.
Kocham <3  wasza Martyna :P

sobota, 17 maja 2014

Rozdział 3

Gdy rano się obudziłam, byłam naprawdę szczęśliwa. Po raz pierwszy od kilku lat nie musiałam się zastanawiać czy Dick jest w domu i czy coś mu nie odpierdoli. Wreszcie byłam wolna. Ubrałam się i zeszłam na dół szukając kuchni. Wczoraj bardzo dokładnie zwiedziałam dom, ale z dwóch powodów nadal się gubię. Po pierwsze tata mieszka w ogromnej willi (nie mam pojęcia czemu zdecydował się na tak dużą kwaterę, skoro jest sam). Po drugie mam słabą orientację w terenie. Na szczęście tata był w pobliżu i dał mi wskazówki jak dotrzeć do kuchni.  Pomieszczenie było bardzo duże i zadbane, a szafki wypełnione jedzeniem. Zupełnie inaczej niż  w Derby- tam w lodówce znajdowały się jedynie  piwo i wódka. Zjadłam śniadanie i postanowiłam wyjść na zakupy. W końcu nie brałam ze sobą dużo ubrań, a przydałoby mi się kilka nowych ciuszków. Podeszłam (chyba) do gabinetu taty i spokojnie zapukałam.
-Proszę!-powiedział, a ja weszłam zadowolona, że nie trafiłam do odpowiedniego pokoju.
-Tato, ja wychodzę na zakupy.
-Dobrze Słonko,  tylko uważaj na siebie.– rzucił i zabrał się z powrotem do pracy-....a i Jeszce jedno, tu masz klucze jakbyś wróciła, a mnie nie byłoby w domu- podał mi klucze,  a się pożegnałam i wyszłam. Zrobiło mi się smutno, ponieważ miałam nadzieję, że tata wybierze się z mną. W końcu tyle lat się nie widzieliśmy.
                                ***
Spacerowałam  bez pośpiechu po galerii z kilkoma torbami i przyglądałam się wystawom sklepów. W pewnej chwili podszedł do mnie jakiś chłopak. Wyglądał na nieco starszego ode mnie. Wyglądał całkiem nieźle.
-Przepraszam bardzo…
-Tak?-spytałam z uśmiechem.
- Czy nie wie pani gdzie można zaleźć sklep z... yyy… częściami samochodowymi? –Brzmiało to tak, jakby wymyślił to pytanie na poczekaniu, ale może tylko mi się wydaje.
-Przykro mi, jestem tu nowa i nie wiem- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Aha… to przepraszam najmocniej- rzucił i się zmył. Gdy tylko chłopak odszedł, odsłonił mi widok na przepiękną sukienkę. Musiałam iść ją przymierzyć… i kupić, bo pasowała na mnie idealnie.
*oczami Nathana*
Stałem za tym krzakiem jak jakiś idiota i patrzyłem kiedy Jack przyjdzie.
- No i co? Wiesz coś?-spytałem zniecierpliwiony.
-Ona jest tu nowa. Tylko tyle wiem.-odpowiedział ze spokojem. No co za człowiek! Czy on nic nie umie załatwić porządnie? Dlaczego go wziąłem ze sobą… A no tak. Jest moim najlepszym współpracownikiem.
-I nic więcej?
-Nie kurwa, mówię przecież!-podniósł głos, a jakaś baba spojrzała się na nas jak na debili.
-Chodźmy stąd, zaczekamy w samochodzie- powiedziałem i ruszyliśmy w stronę auta.
                                         
*oczami Nikki*
Wróciłam do domu całą w skowronkach. Nie pamiętam kiedy byłam ostatnio na tak udanych zakupach.  Dodatkowo do sukienki kupiłam piękne czarne szpilki. Nie byłam wybitnie  wysoka, więc pasowały świetnie. Chciałam pochwalić się tacie, ale usłyszałam jak kłóci się z kimś przez telefon.
-Nie.....ty skurwileu ....!- o maci,  coś się chyba świeci albo tata się bardzo zmienił przez te kilka lat. -Spróbuj ją ruszyć choćby palcem.......zobaczysz znajdę i zabije....!!!!
No i znowu. Teraz nieźle się wkurzył. Lepiej jak sobie pójdę.
*oczami Nathana*
Najlepiej załatwiać sprawy samemu. Znalazłem świetnego informatora który powiedział mi wszystko, co wie na temat tamtej dziewczyny. Skojarzyłem sobie fakty i zdałem sobie sprawę, że Jack jak się o tym dowie to....
-Słucham ciebie moja piękna- powiedziałem do Amy.
-Nath? Co ty chcesz zrobić tej biednej dziewczynie?- spytała i usiadała obok mnie.
-Ja tylko chcę postraszyć jej ojca! A skąd wiesz?-Nie przypominam sobie, żebym dzielił się z siostrą moimi planami.
-Domyśliłam się jak usłyszałam przez przypadek twoją rozmowę z Diazem.
-Mogłabyś zawołać Jack'a?-poprosiłem, a blondynka wyszła. Nie chciałem jej do tego wkopywać, ale sama się wepchała. Moja krew.
-Chciałeś ze mną mówić, coś się stało?-spytał.
-Tak! Siadaj!- zacząłem opowiadać mu wszystko czego się dowiedziałam.
*oczami Nikki*
Przymierzałam resztę ubrań, które kupiła, gdy ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę!-powiedziałam i odwróciłam się. Mogłam się domyślić, że to tata, przecież mieszkam sami.
-Nikki, mam dla ciebie wiadomość- powiedział głosem pozbawianym uczuć. Nie wiedziałam, czego się spodziewać.
-W takim razie słucham!
-Od jutra nie wychodzisz z domu...-chciał skończyć, ale mu przerwałam.
-Co?! dlaczego! –Podeszłam do taty i spojrzałam mu w oczy. Miałam nadzieję, że żartował.
-Dasz mi skończyć?-powiedział niezadowolony.
-Jasne-  usiadłam obok niego na łóżku.
-Nie możesz wychodzić z domu sama. Będziesz mieć ochroniarza.
-Mówisz poważnie? Co się stało?- przecież normalni ludzie nie łażą z ochroniarzami.
-W Londynie jest dużo złodziei i gangów, więc wolę żebyś była pod opieką.
-Ale sama potrafię o siebie zadbać i mogę się założyć, że prędzej to ja będę musiała ratować tego ochroniarza, niż on mnie- powiedziałam zdenerwowana.
-Uwierz mi, że znajdę kogoś, kto będzie się rzeczywiście do tego nadawał. W dodatku, będzie cię we wszystkim słuchać, więc nie powinien ci  sprawiać problemów. A tak w ogóle to ślicznie wyglądasz. Masz świetny gust- powiedział i wyszedł z pokoju. Suuupeeer. Prywatny ochroniarz na każde moje skinienie? Może być zabawienie?. Czemu mówię sama do siebie? Martwiałam się trochę o mamę bo nie długo nie dzwoniła. Postanowiłam skontaktować się z  Emilly i podpytać się jej trochę, co się dzieje w rodzinnych stronach.
-NIKKI!!!-wrzasnęła blondynka do słuchawki.
-Hej, mam mało czasu. Jak tam u ciebie?
-U mnie w porządku! Mów lepiej, co z tobą.- powiedziała, a ja w skrócie opowiedziałam jej ostatnie wydarzenia od naszego pożegnania na lotnisku.
-Mam sprawę-powiedziałam niepewnie.
-Wal śmiało- mogłabym przysiąc, że Em się właśnie uśmiecha. 
-Zobaczyłabyś od czasu do czasu jak tam mama?
-Tak, żaden problem. Nawet widziałam ją ostatnio jak szła do sklepu. Cała i zdrowa jeśli o to ci chodzi.
-To dobrze. Pogadamy jutro, bo tata woła mnie na kolację. Pa.- powiedziałam i rozłączyłam się. Podczas posiłku panowała niemiła atmosfera. Później poszłam do swojego pokoju i nawet nie wiem kiedy usnęłam.  


 ------------------------------------------------------------------------
 Komentujcie komentujcie bo dla was kilka liter a dla mnie źródło inspiracji :-)

Hej
Dziś dzień bardzo zły chyba dla wszystkich TWfanmilly. Ja chciała bym cofnąć się w czasie żeby ten dzień  nie nadszedł. Jeszcze ta pogoda jest dobijająca. Po prostu MASAKRA!!!
Ja czuję się beznadziejnie!nie tylko przez to co się dzieje ale też że jestem chora : \ !! a wy jak się czujecie? piszcie w komentarzach :)
pozdrawiam :*   i do zobaczenia :P