DAGGER IN MY HEART

Rozdziały w każdą sobotę lub jeśli będą 4 komentarze, rozdział pojawi się wcześniej.

sobota, 16 maja 2015

Rozdział 31

Że co ?????!!!!!! Nathan Sykes, ten Nathan Sykes. Spytał sie mnie czy ja nie chce być jego dziewczyną ! Jejku! Ten Nathan którego znałam z przed wypadku nigdy by tego nie zrobił.
-Nikki? Spojrzał sie na mnie zza kierownicy.
-tak. Znaczy zgadzam sie. Powiedziałam z uśmiechem -serio ? Spytał
-tak ! Głuptasie. Powiedziałam
-kocham Cie. Powiedział zatrzymując samochód i odwracając sie do mnie.
-ja Ciebie też. Powiedzialam i pocałowałam chłopaka. Tylko oddaliłam sie od chłopaka Marinka sie obudziła i popatrzyła sie na nas. Na co się zaśmialiśmy.
- no widzisz nawet nasza córka sie cieszy. Powiedział Nathan z uśmiechem.
-haha ale nawet nie zapłakała. Powiedziałam
- no nawet. Ale musimy wracać do domu,bo Jack i Amy czekają. Powiedział. Całą droge rozmawialiśmy. Ody dwoje stwierdziliśmy że narazie nic nie powiemy Jack'owi i Amy. -no to teraz tak wyczekiwana niespodzianka. Powiedział Jack
-pokaż ! Gdzie? Oglądałam sie po domu.
-daj mi Marine, najpierw. Powiedział Nathan -ja wole ją wziąćś żebyś jej nic nie zrobiła. Powiedział Nathan z uśmiechem
-zabawne,Nathan, bardzo zabawne. Powiedziałam
-ale i tak ją daj. Powiedział i grzecznie oddałam mu dziecko.
-od kiedy ty go tak słuchasz ? Spytał Jakck
-jest jej ojcem? Jest. To dlaczgo ja mam sie tylko się Marinką zajmować. Powiedziałam bratu. Na co Sykes sie uśmiechnoł.
-chyba że tak. Powiedział Jack
-ale moze byśmy poszli już na górę nie sądzisz Jack. Powiedział Nath
-a tak jasne. Zamkniesz oczy jak ci powiem ok ? Spytał Jack
-ok. Ale moge wiedzieć o co wam chodzi? Spytałam wchodząc po schodach.
-zaraz sama zobaczysz. Powiedziała Amy. -zamknij oczy. Powiedział Jack. Na co pośłuchałam grzecznie chłopaka. I zamknełam oczy.
-a jak sie potchnę o coś i sie wywale? Spytałam
-spokojnie trzymam Cię. Powiedział Jack. -mam taką nadzieje. Powiedziałam
-zatrzymaj sie. Powiedział. Posłuchałam i stanełam.
-jak Ci powiem otworzysz oczy. Dodał. Po chwili
-otwórz oczy. Powiedział. Powoli otworzyłam oczy. Ukazał mi sie mój pokój. Ale inny. Kolor ścian był nieziemski czarno-różowy. Białe meble, łóżeczko z baldachmem, dwu osobowe łóżko, na ścianie szfka wisząca z miśkami i siążeczkami. Poprostu raj na ziemi !
- JEZU CHŁOPAKI! TO JEST......NIESAMOWITE!!!! DZIĘKUJE WAM! Bardzo moco przytuliłam brata, później Amy, następnie podeszłam do Nathan'a i powiedziałam
- dziękuje. Miałam ochote go bardzo mocno przytulić i pocałować, ale nie mogłam. Żeby nie wydał sie nasz malutki sekrecik. Wziełam malutką.
- patrz kochnie, jaką nam rodzinka niespodzinkę zrobiła. Niestety mała spała. Więc nadarmo moje gadnie.
-to teraz mamy jeszcze jedną sprawe. Powiedział Nathan
-jaką? Spytałam kładąc Marinke w łóżeczku.
-trzeba powiedzieć rodzicą że mają wnuczke. Powiedział
-to juz ty im powiesz. Powiedziałam i odeszłam.
- a właśnie że nie. Powiedział
-co? Spytałam
-powiemy razem. Powiedział
-no chyba nie. Powiedziałam chłopakowi z uśmiechem
-tak. I sie nie kłuć bo małą obudzisz. Powiedział
-o ty ! Powiedziałam lekko szturchając go w ramie. On tylko się uśmiechnoł.
-nie wiem jak wy ale ja bym coś zjadł. Powiedział Jack
-no racja. Ja też. Powiedziałam do brata -to może pizza? Zaproponował Jack.
-ok. Odpowiedział Nathan -to Amy zamuwisz? Spytał
-dobrze. Mam czas dopuki Marco śpi. Powiedziała i poszła.
- To ja pojade po tą pizze. Powiedział Jack - ja moge jechać. zadeklarował sie Nathan.
-chce Ci sie? Spytał
-mam jedną sprawe do załatwienia, więc moge i po pizze podjechać. Powiedział. Na co spojżałam sie na niego pytającym wzrokiem.
-ale nie wiadomo kiedy wrócisz. Powiedział Jack.
- a ja jestem głodny. Dodał
-to ja już jade i bede za godzine bede  z pizza. Powiedział
-Dobra streszczaj sie. Powiedział Jack i Nathan wyszedł.
-jak zaraz nie wróci to go zabije bo z głodu padam. Marudził Jack.
- nie marudź już. Odezwała sie Amy. Ja tylko sie uśmiechnełam.
-jest jakieś piwko w domu ? Spytał
- nie ma. Odpowiedziała
- dlaczego mi nie mówisz? To ja do Nathan'a dzwonie. Powiedział i poszedł. Jakieś 10 min Nathan'a nie ma a Jack już nie wyrabia. Kręci sie i marudzi. Przez to jego marudzenie obudziła sie Mariana. Ona tak jeszcze nie płakała. Szybko pobiegłam do pokoju. Wziełam ją. Myślałam że jest glodna ale nic z tego. W pieluszcze też nic. A Marina nadal płacze. Przepraszam ona nie płacze ona sie drze.
-dlaczego ona tak płacze? Spytał sie Jack. -jakbym wiedziała to bym Ci powiedziała.
-ciiiiii.....bojałam malutką a ona cały czas płacze. Nie wiem co sie dzieje i to jest najgorsze.
-skarbie co Ci jest? Mówie sama do siebie. Nathan'a nie ma już około półtorej godziny. Jack dzwoni do niego a on nie odbiera. A co najlepsze mała wciąż płacze. Mnie już wszystko boli. Amy i Jalc też ją nosili i nic. Nadal płacz.
-co sie tu dzieje? Do domu wszedł Nathan z pizza i zakupami i........
-Nathan co Ci sie stało? Spytałam
-nie ważne. Dlaczego ona tak płacze ? Spytał
-nie mam pojęcia. Płacze tak odkąd pojechałeś. Powiedziałam
-daj mi ją. Powiedział. Oddałam Marine w jego ręce, na co po dosłownie chwili sie uspokoiła.
-ale jak ? Spytał sie Jack
-daj juz spokuj. Głody byłeś. Odezwała sie Amy.
- musiała sie stęskić za tobą . powiedziała Amy. Na co chłopak sie lekko uśmiechnoł.
-a teraz mów co Ci się stało. Powiedzialam -poszarpałem sie z takim jednym. Powiedział
-poszarpaleś sie? To mi wygląda na bójke a nie szapranie sie. Powiedziałam
-oj niech Ci będzie. Powiedział
-daj ją a ty idz sie prebrać. Powiedziała Amy. - Nikki to chyba ma już dość. Zarzartowała.
-powiecmy. Powiedziałam z uśmiechem.
-zajmiecie się ją chwilke ? Ja zrobie sobie herbate. Spytałam
-tak. Jase. Taką ślicznotką z radością. Powiedziała Amy. Ja uśmiechnełam sie i wyszłam do kuchni. Naprawde mam dość tego wszystkiego. Nathan obiecuje że nie będzie sie bił i w żadne różne takie sprawy, a tu nagle przychodzi cały poobijany. Martwie sie o niego. Jeszcze Marina cały czas płacze jak tylko Nathan'a dłużej nie ma.
-nad czym tak myślisz ? Zza drzwi pojawił sie Nathan.
-nad nami. Powiedziałam
-a co ja zrobiłem. Zrobił smutną minkę.
-obiecałeś mi coś. Powiwdziałam odwracakąc sie do chłopaka.
- bardzo cie przepraszam. Ale musiałem. Sprowokowali mnie. Zaczoł sie tłumaczyć. -dobrze. Ale obiecaj że woęcej tego nie zrobisz. Powiedziałam do niego.
-obiecuje. Powiedział na co go przytuliłam.
-ale nic Ci nie jest? Spytałam
-nic. Tylko kilka zadrapań, siniaków. Powiedział
-i.... Rozcięty łók brwiowy. Powiedziałam -oj tam. To nic takiego. Powiedział
- mam nadzieje. Powiedziałam
-chodz juz do nich. Bo zaraz mam całą pizze. Powiedział
-to chodzimy. Powiedziałam i poszliśmy. W salonie juz czekali na nas Amy. Jack i dzieci. Marinka leżała spokojnie na na sofie, obok siedział Jakck jedzący kawałek pizzy a Amy chodziła z Marco. Postawiłam herbate.
-jedz. Podsuwa mi Jakc podełko z pizza.
- widzisz juz nie płacze. Powiedziała Amy. -tak. I bardzo dobrze. Ja nie mam pojecia dlaczego ona tak płakała. Powiedziałam biorąc kawałek pizzy.
-Nathan, przyprowadzisz wozek? Spytałam chłopaka. Na co wstał i przyprowadził wozek. Położyłam Marinke w wozku i zaczełam ją wozić w przud i w tył i tak cały czas.
-ja ją powoże. Zadelkarował sie Nathan. -jest jeszcze jasno na dworze wiec pojde z nią na dwor. Powiedział
-czekaj pojde z tobą. Powiedział Jack
-to weś Marco. Powiedziała Amy. Na co chłopak bez niczego wzioł chłopczyka.
-to zostałyśmy same. Powiedziała
-na to wygląda. Powiedziałam z uśmiechem -a czy ty i Nathan wy coś ten,no ?spytała -chodzi Ci czy sie spotykamy? Nie nic oprucz Marinki nie łączy. Powiedziałam zdecydowanie. -napewno ? Spytała
- napewno. Powiedziłam
-a już myślałam, że bedziecie razem. Powiedziała ze smutną miną.
- ale i tak wiem że będziecie razem. Zaśmiała sie.
-ale ja nic nie mówie. Powiedziałam z uśmiechem. Gadamy z Amy o wszystkim. Ale ona co chwile znowu zaczyna drążyć temat mnie i Nathan'a. Bardzo chciałabym jej powiedzieć, ale nie dowie sie razem z Jackiem.
-Nikki powiec mi szczerze, podoba Cie sie Nath ? Spytała
-yyy....no.....Na całe szczęście nie skończyłam bo zadzwonił telefon Amy wiec dziewczyna odebrała. Po chwili wróciła.
-rodzice stwierdzili że przyjadą jutro, bo sie za wnuczkiem stęsknili. Powiedziała
-to super. Powiedziałam z miną skazańca. - to ja sie za sprzątanie biore. Powiedziała
-pomoge Ci. Powiedziałam
-ty lepiej idź zobacz gdzie wcieło tych dwuch baranów. Bo nam dzieci przeziębią. Powiedziała.
- tak racja. Powiedziałam. Wziełam telefon i wyszłam. Napisałam Nathan' owi sms'a. Nie czekałam długo na odpowiedz ponieważ chłopak odpisał że są na polanie. Czyli jakieś kilka min drogi od domu. Więc ruszyłam w strone chłopaków. Nie długo po tem byłam juz przy nich.
-no czemu nie wracacie? Spyrałam
-no mieliśmy taki zamiar. Mówił Jack
- Nathan twoi rodzice przyjeżdzają jutro. Powiedziałam chłopakowi. Chyba nie bardzo ucieszył sie z tego powodu.
-zajebiście. Mruknoł. Ja tylko lekko sie uśmiechnełam.
-pasują wam te wózki. Zaśmiałam sie.
-no ba. Powiedział Jack.
-Ale ja to musze przyspieszyć bo Marco sie budzi. I zaraz bedzie płacz bo bedzie głodny. Powiedział i poszedł.
-no myślałem że już nie pojdzie. Wyszeptał Nathan
-nie bądź wredny. Powiedziałam
-wcale nie jestem. Poprostu mam oche Cie pocałować. Powiedział i zaczoł sie zbiżać do mnie.
-zaczekaj chwile niech odejdzie. Powiedziałam. A Nathan jak Nathan nie. Bo przecież sekunda to dla niego wieczność. I mnie pocałował nie zastanawiając sie odwzajemniłam pocałunek.

------------------------------------
Hej, hej
Mam tu dla was kolejny rozdział :) jak wam sie podoba ?
A teraz tak i innej beczki. Jeżeli ktoś znajdzie mnie na jakim kolwiek portalu społecznościowym, piszczcie bedzie mi bardzo miło.
Do zobacznienia :*

sobota, 9 maja 2015

Rozdział 30

-hahah...co ty mówisz? Spojrzałam na chłopaka - no serio. Powiedział
- cały czas przyjeżdzał tu do Ciebie. Powiedział.- siema. Do sali wszedł Nathan. -hej....powiedziałam niepewnie
-o czym gadacie ? Spytał
- o tobie. Zaśmiał sie Jack
- zabawne. Powiedział
-gdzie Amy ? Spytał Jack
- w sklepie z........no w sklepie. Zakłopotał sie Nathan
- to ja pojade do niej i przyjedziemy do Ciebie razem. Powiedział
- trzymaj sie. Pa.
-pa. Powiedziałam. I zastałam sama z Nathan'em .
- jak sie czujesz ? Spytał
- no dobrze. A co u was ? Spytałam
-spoko. Powiedział.
-co z Arianą i Jay'em ? Spytałam
-nie żyją. Powiedział obojętnie. Na co spojrzałam w dół i zrobiło mi się smutno. Lecz nie było mi dane zbyt długo się smucić bo Marina sie obudziła. Więc próbowałam wsatać lecz szwy na brzuchu nie pozwalały mi sie wyprostować.
-pomoge Ci. Powiedział Sykes
-to możesz mi ją tutaj przynieś. Powiedziałam.
-ale ja nie umiem. Powiedział
-umiesz. Poradzisz sobie. A za nim ja wstane to troszkę minie. Powiedziałam. Chłopak wyglądał bardzo jakby to powiedzieć "sympatycznie".
- i co nie umiesz ? Powiedziałam z uśmiechem. Mówiąc do chłopaka jak niusł malutką.
- no nie. Zaśmiał się.
-ponoś ją troszke. A ja zrobie jej mleko. Powiedziałam i powoli, delilatnie zaczełam wstawać.
- Nathan.....powiec mi jedną rzecz....
-co ? Spytał
- Jack mówił że.......
-no mów. Powiedział
- że cały czas byłeś tu w szpitalu ? Spytałam
-a co Cie to obchodzi ? Spytał
-znowu chcesz sie pokłucić ? Spytałam. Chyba chłopak nie spodziewał sie mojej reakcij
- dobra. No i co z tego że przyjeżdzałem? Spytał
- nie, nic. To słodkie. Zaśmiałam sie.
-daj ją, to zje. Powiedziałam. Na co chłopak "grzecznie" posłuchał mojej prośby.
- mam pytanie. Powiedział
-mów. Powiedziałam - co pamiętasz od postrzału ? Spytał
- a o co konkretnie Ci chodzi ? Spytałam
-o wszystko. Powiedział
-no to wszystko. Nawet słyszałam jak do mnie mówicie. Mówiłam z uśmiechem.
- serio sie pytam. Powiedział zirytowany.
- no widzisz kochanie, tatuś nam nie wierzy. Mówiłam
- nawet dziecko przeciwko mnie nastawiasz. Zaśmiał sie.
-musi wiedzić kto.......nie skończyłam ponieważ jak zwykle z resztą zadzwonił Nathanowi telfon. Więc chłopak wyszedł.
-malutka....nawet nie wiesz, jak ja Cie kocham...ale nie jestem pewna do twojego taty. Mówiałam. Po chwili wszedł Nathan
- mamy problem. Powiedział
- coś sie stało? Spytałam
-tak jakby. Powiedział
- Nathan... Mów! - ojciec dzwonił i planują przyjechać do nas w następnym tygodniu. Powiedział
- myślałam że coś sie stało. A tak po za tym co u nich? Spytałam
- spoko. Byli ostatnio na wycieczce do okoła świata i wruciali około tygodnia temu. I pytali sie o Ciebie ale powiedziałem że wyjechałaś do rodziny. Powiedział
- dziękuje. Powiedziałam
- za co znowu ? Spytał
- za wszystko.... - nie rozumiem Cie. Powiedział - nie ma co rozumieć...powiedziałam
-wytłumacz.
-dziękuje Ci za to że mnie wyciągnołeś z tamtego bagna, że chroniłeś mnie, nas przez cały czas, że......gdyby nie ty to pwnie już dawno by nas nie było. Powiedziałam . Na co zastała cisza. Słychać było tylko jak Marinka je.
- Nathan.....
-co? Spytał
-czy to prawda co mówiłeś jak mnie postrzelił Jay ?? Spytałam niepewnie
-a co ja mówiłem? Nie pamiętam. Powiedział
-dobra juz nic. Powiedziałam
-a ty pamięsz ? Spytał
- ja pamiętam wszysto bardzo dobrze. Powiedziałam z lekkim uśmiechem
- to ja sie bardzo ciesze. Powiedział zbilżając sie do mnie. Jego twarz zbiliżała sie do mojej. Dzieliły nas milimetry.
-jesteśmy. Do sali ni z kąd ni z owąt pojawili sie Jack, Amy i Marco. W ułamku sekundy oddaliliśmy sie od siebie.
-Amy!! Hej ! Kochana stęskniłam sie. Powiedziałam do dziewczyny.
- hej kochanie. Ja też sie za tobą stęskniłam. Ale Marinka jest śliczna. Powiedziała.
-chcesz to ją weś, bo już pewnie sie najadała. Powiedziałam
-moge? Spytała
-jeszcze sie pytasz. Jasne . powiedziałam -a jaki Marco już duży. Powiedziałam
- no troszke go nie widziałaś. Powiedział Jack
- Jaki śliczny. Powiedziałam
- po mamusi. Powiedział Jack z uśmiechem. -haha chyba po wójku. Powiedział Nathan. -dobra dajcie spokuj. Jasne że po Tatusiu. Zaśmiła , Amy. Uwielbiam ich poczucie humoru. Bardzo się ciesze że ich poznałam.
-dzień dobry. Do sali weszła pielęgniarka. -dzień dobry. Odpowiedziałam
-bardzo państwa przepraszam, ale musze zabrać pacjętkę na zdjęcie szwów. Powiedziała pielegniarka.
-a czy oni mogą tu zostać ? Spytałam
-jeżeli tylko pani chce. Ale panią musze ze sobą zabrać. Powiedziała pielegniaraka.

***

Mamy z malutką wychodzić ze szpitala. Jest piękna pogoda. No nie dziwie sie skoro jest czerwiec. Od dwuch dni Nathan chce mi coś powiedzieć ale zawsze coś lub coś (zdecydowanie z naciskiem na KTOŚ) mu przerywa. Najlepsze jest to że co chwile jest głody. Wczoraj przy mnie zjadł 4 kanpki (za którymi nie przepadam) więc zjadł za mnie + jogutr +kawa + i jakieś dwa batoniki i to wszystko w ciągu godziny. Ja nie wiem jak jego żołądek wytrzymuje taki "kogiel mogiel". Ale jak ja coś chce to kurde nie. Jak ja mam z nimi żyć ? Powiedzieli mi że mają dla mnie i Marinki niespodzięke. Bardzo jestem ciekawa co oni wymyślili.
-gotowa ? Do sali wszedł Nathan
-chyba gotowe. Powiedziałam z uśmiechem. -a no tak. Racja. Powiedział
- a Jack gdzie ? Spytałam
-został w domu z Marco. Bo Amy pojechała po zakupy. Powiedział
- no to chyba możemy wracać. Powiedziałam
-no chyba tak. Odpowiedział
-co mam wziąść ? Spytał
-te dwie torby. Jakbyś mógł. Powiedziałam na co chłopak wzioł rzeczy.
-teraz to możemy pogadać. Powiedział poważnie
-no ok. O co chodzi? Spytałam niepewnie zapinając nosidełko w samochodzie.
-od tygodnia. Próbuje Ci to powiedzieć ale zawsze mi ktoś przerywa. Powiedział z wyrzutem.
-już chyba wiem nawet kto. Zaśmiałam sie.
-no to dobrze... Eeeee...Głodny jestem. Spojrzał sie na mnie. Na co zaczełam sie śmiać
- to chciałeś mi powiedzieć ? Spytałam ze śmiechem
-a nie. Właśnie. Powiem Ci jak zatrzymamy sie coś zjeść. Powiedział
- ja nie prowadze. Wiec rób jak uwarzasz. Powiedziałam
- dobra to idziemy na frytki. Powiedział
-ty idziesz. Bo ja nie jestem głodna. Powiedziałam
- to ja szybko pujde. A Marina śpi ? Spytał -śpi. Odpowiedziałam
- to napewno nic nie chcesz ? Spytał wysiadając z samochodu.
-napewno .idź. I sie pośpiesz. Powiedziałam na co chłopak pokiwał tylko głową. Albo mi sie wydaje albo Nathan sie zmienił. Jest kompletnie inny niż za pierwszym razem jak go zobaczyłam był taki zimy, nieczuły, bezpośredni, a teraz całkiem miły, opiekuńczy. Szczerze bardzo mi sie to podoba. Jestem Ciekawa co chce mi powiedzieć. Mała śpi a ja sie nudze. A Nathan żre. Wiadać ze sie śpieszy. Przez szybe widać dosłownie wszystko.
-no już jestem. Powiedział
-żarłok. Zarzaryowałam.
-coś ty powiedziała ? Spytał
-że jesteś żarłok. Powturzyłam
-oo ty nie bedzie niespodzianki. Powiedział
-jakiej niespodzianki ? Spytałam podekscytowana. Do małego słowo "niespodzianka" dostaje bzika.
- no. Ale za żarłoka, nie będzie nic. Powiedział
-Nathan! Prosze powiec. Mówiłam do chłopaka.
-FOCH. Powiedział
-ej! Nathan. Prosze. Bardzo prosze! Powiedziałam chłopakowi.
-Nie! I FOCH.
-aaa....może. Spojrzałam sie na niego i pocałowałam go w policzek.
-tak,chcesz mnie przekupić ? Spytał z lekkim uśmiechem
-a jak chcesz? Spytałam
- troszke inaczej. Powiedzial z głupim uśmiechem.
-a to nie! FOCH. Powiedziałam odwracając głowe w strone okna.
-dobara! Jak tam sobie chcesz. Nic sie od mnie nie dowiesz. Powiedział
-a właśnie. Miałeś mi coś powiedzieć. Powiedzialam
- teraz juz nie foch? Spytal z uśmiechem
-no mów. Powiedziałam
- za buziaka. Powiedział
- o ty! Powiedziałam
-oj no dobra. Dodałam i dalam buziaka. Nie powiem bardzo mi sie to podobało. Po chwili ciszy. Zpowarzniał. Powiedział.
-Nikki,jest pewna sprawa. Ważna Popatrzyłam sie na niego ze zdziwieniem,ale postanowiłam nic nie mówić.
-Zostaniesz moją dziewczyna? - pyta pewnym glosem, ale widać że w napięciu czeka na odpowiedz.

------------------------------
Hej ☺
Jak wam minoł tydzień, ja powiem szczerze że bardzo dobrze, no jakby nie pewien ktoś który mnie tak wkurza że jak go widze to sie gotuje we mnie.
A tak do rozdziału to pisałam go pół nocy i troszke rano. Ponieważ kompletnie nie miałam weny do pisania. Ale jak wam sie podoba? Jak myślicie Nikki sie zgodzi? Czy może nie? Bardzo jestem zabowolona z blogera na telefon. Bardzo wam polecam tą apke. Wstajesz rano włączasz bolgera przez telefon i dodajesz post.
Do zobaczenia. Komętujcie, będe bardzo szczęśliwa gdy bedzie dużo komętarzy. Kocham was. :*

piątek, 1 maja 2015

Rozdział 29

Kilka dni później
(Nikki: Nathan..
-Nikki? Jak ty....?? Co ty ....???
Nikki: ciii....spokojnie......
-musze Ci coś powiedzieć.....
Nikki: Ja wiem.
-Nie tego nie wiesz...Ja musze Ci to powiedzieć...
Nikki; ja wiem ja wszystko słysze co do mnie mówicie. To że śpie nie znaczy ze nic nie wiem
- wróć do nas! Nie damy sobie bez ciebie rady...Ja nie dam sobie rady bez Ciebie.. Nikki: napewno dacie....NAPEWNO TY DASZ RADE! Odwruciła się za siebie i uśmiechneła się.
- Będzie dobrze zabaczysz. Powiedziała.)

W tym momęcie usłyszałem płacz. Co to było ??! Od Kąd Nikki jest w śpiączce to cały czas śnią mi sie takie sny. Mam już kurwa tego wszystkiego dość!!! Mogłem jej to powiedzieć już dawno. To nie ja jak zwykle kurwa nic nie zrobiłem, a teraz nawet nie wiadomo czy sie obudzi z tej cholernej śpiączki. Jest godzina druga nad ranem a ja już nie moge. Musze iść do kuchni musze sie czegoś napić. Schodząc widziałem zaświecone światło, to pewnie Amy lub Jakc by zrobić jeść małemu.
-Mały cie obudził ? Spytała Amy z Maco na ręlach
- nie. Powiedziłem - daj go bo widze że sobie nie możesz poradzić. Dodałem widząc jak dziewczyna nie radzi sobie z butelką.
-aaa....tak braciszku...ucz się ucz. Zarzartowała na co zgromiłem ją wzrokiem. Ona dobrze wie że ona może sie nigdy nie obudzić. Ale ciesze sie że próbuje mi poprawić humor. Bo od kąt Nikki jest w śpiączce Jack krąży ze szpitala do domu. Ja zamieniam sie z nim bo wiem że chłopak by nie wyrobił. Czasem jeździ tam Amy gdy tylko może. Dla wszyskich były by lepiej gdyby sie już obudziła. Tęsknie za nią jak cholera ! Za jej słodkim głosem, za jej spokojnym a za razem porywczym charakterem. Mam dość tego cholernego czekania!!!! Na następny dzień była moja kolej żebym ja jako pierwszy jechł do szpitala. Gdy ją widzę leżącą bez ruchu, myśle że byłoby lepiej jakbym ja tam leżał. Złapałem ją za rękę.
- śniłaś mi się dzisiaj. Powiedziałem
- miałaś na sobie taką ładną niebieską sukienke w kwiatki. Wygłądałaś ślicznie. Brakuje nam Ciebie wiesz? Mówiłem - nie mogę się doczekać gdy znowu zobacze twoje piękne niebieskie oczy.

*5miesięcy później
Nikki nadal sie nie obudziła. Jutro mija równe pięć miesięcy od postrzału. Lekarz powiedział, że jeżeli nie obudzi sie od porodu umrze ona i dziecko. Tej myśli ani ja, ani Jack, ani Amy nie możemy sobie tego wyobrazić. Najbardziej to wszystko przeżywa Jack. Jedyną osobą która próbuje wszystkich rozweselić to Amy ale widać że ona też już nie wyrabia. Przez ten czas co mnie nie pokoi ludzie Jaya nie pokazują się ani nie słychać o nich. To jest dziwne poniważ taki gang nie odpuści póki się nie dowie kto zabił jej lidera. A wracając do Nikki termim porodu mija za trzy dni. Wszyscy są bardzo podenerwowani. Nikt nie wie jak sie sprawy potoczą. Zawsze trzezba mnieć nadzije. Przez te długich pięć miesięcy Nikki śniła mi sie co noc. Ostatni sen utkwił mi w pamięci na zawsze. Šniła mi się Nikki ( jak zwykle z resztą ) na dodatek ten skuwysyn Jay gdźgał ją nożem a ja nic nie mogłem zrobić. To było straszne. W pewnej chwili poczułem lekki uścisk. Kurwa co ???!!!! Cały czas trzymałem Nikki za ręke a tu lekki uścisk. Musze biec po doktora!!
-Doktorze!!!! Ona.....ona sie chyba budzi !!!!!!! Zaczołem krzyczeć na cały szpital.

*oczami Nikki
Poczułam straszny ból brzucha....i...czyjąś ręke, która zaraz mnie póściała. Dopiero teraz przypomniałam sobie ostatnie wydarzenia.....ale.....nie tylko..... Ja słyszałam Nathana, Jacka i Amy. Powoli otwarłam oczy. Nad mną stało pełno lekarzy i pielęgniarek.....i....Nathan ? Nie rozumiem o co tu chodzi.? Nie miałam siły myśleć ponieważ strasznie bolał mnie brzuch. Ale zaraz... Dlaczego ja tak przytyłam?? O ile pamiętam......aaaaaa..już .....ała....rozumiem.
-słyszy mnie pani? Spytał jakiś starszy mężczyzna w okularach. Próbowałam sie odezwać ale nie miałam siły. -prosze zmrużyć oczy jeżeli tak. Powiedział natomiast zrobiłam to co kazał.
-boli....powiedziałam cicho.
-boli panią brzuch ? Spytał dokor na co ja pokiwałam głową.
- przewozimy ją na sale. Natychmiast. Dodł doktor.

*oczami Nathana
-moge wiedzieć co się dzieje? Spytałem
- jest możliwość że za kilka minut będzie pan ojcem. Powiedział dokotor i odszedł. O kurwa !!!! Musze jak najszybciej zawiadomić Jacka o tym wszystkim. Tylko gdzie ja mam telefon?? Aa chyba w kurtce. Kurwa......40 nie odebranych połączeń od Jacka.
-siema. Odezwał sie w słuchawce - czemu nie odbierałeś ?
- bo Nikki sie obudziła i ją gdzieś przewieźli. Powiedziałem
-COO??? i ty kurwa nie dzwonisz?????? !!!!!!!!!!!
- ty spokojnie! NIE WAŻ SIE WSIADAĆ DO SAMOCHODU Z TAKIMI "NERWAMI",bo jeszcze jakiś wypadek spowodujesz. Powiedziłem
-to Amy poprowadzi. A ty mnie nie zagaduj. Nara. Powiedział
-nara. Odpowiedziałem.

*20min później
- gdzie Nikki ??? Wbiegł Jack.
- nie mam pojęcia. Odpowiedziałem
- a gdzie Amy i Marco? Spytałem
-idą. Odpowiedział

*2godziny później Czekmy tu już tyle czasu u żaden lekarz nie łaskaw powiedzieć co z Nikki i dzieckiem.
- już dłużej nie wytrzymam! Powiedział Jack
- nie tylko ty. Więc sie ogarnij. Powiedziałem
- państwo z rodziny Pani Diaz ? Spytał lekarz
- tak a o co chdzi? Spytała Amy
- to gratulacije powiększyła się państwu rodzina. Powiedział
-można do niej wejść ? Spytał Jack
- nie .....dzisiaj jeszcze nie. Pacjentka musi odpocząć
-nawet jedna osoba? Dopytywał sie
-nie naprawde, bardzo mi przykro. Dopiero jutro.
- a można chociaż przez szybe zobaczyć dziecko? Spytałem.
-no dobrze. Ale przez szybe. Zaraz poprosze pielengniarke do państwa. Powiedział i odszedł. Po chwili przyszła do nas pielęgniarka.
-mają państwo szczęście. Akurat idę po malutką by zanieść ją do pacjentki. Po chwili bysliśmy już pod salą gdzie leży malutka. Gdy pielegniaraka wyniosła ją na korytarz, poprostu oniemiałem. Ona była taka malutka,niewinna,bezbronna. Ta świadomość że ona jest uzależniona od nas
- chce pan wziąść ją na rece? Spytała
- co ? Ja ? Ja nie umiem. Na co Jack i Amy sie uśmiechneli.
- to nie jest trudne. Powiedziała
- niech Pan weźmie pod głowke. Powiedziała. Ona jest taka śliczna. Jak malutki aniołek.
- i jak ? Jak sie czujesz w roli ojca ? Spytał Jack
- a jak mam sie czuć? Spytałem
-no ty chyba najlepiej wiesz. Powiedział Jack.

*oczmi Nikki
Nie moge uwierzć że tak szybko zostałam mamą. Pamiętam jak jeszcze zanim "poznałam" chłopkaów i Amy miałam plany,marzenia. Ale ok. Gdy bedą molgli do mnie przyjść musze sie ich wypytać co sie działo przez ten czas, gdy tu leżałam. Kompletnie nie wiem co sie wyadrzyło tuż po tym jak......Nathan wyzanła mi że mnie kocha. Pamiętam tylko że słyszałam co do mnie mówią, bardzo chciałam sie obudzić,odpowiedzić im, powiedzieć że wszystko w porządku.
-dzień dobry pani Diaz. Do sali weszła pielęgniarka z Mariną. Na co odrazu pojawił mi sie uśmiech na twarzy.
- dzień dobry. Powiedziałam
- przed momętem soptkałam pani rodzinę.powiedziała pielęgniaraka.
- mogą wejść ? Spytałam
-nie. Niestety pan doktor powiedział że dopiero jutro. Powiedziała
- ale oni naprawde panią kochają. Całe pięć miesięcy każdy z tej trójki, był u Pani. A najwięcej ten chłopak, co dziś trzymał malutlą.
- ktoś ją już widział? Spytałam
- tak. Pani brat, ta blądyneczka z dzieckiem i ten trzeci.
- Nathan. Tak ? Spytałam
-tak chyba tak. Powiedziała. W tym momęcie przypomniałam sobie coś bardzo ale to bardzo ważnego. Ostatnie słowa Nathana zanim........
-przyjde do Pani za trzy godziny.powiedziała i wyszła zabierając ze sobą Marine.
Leżę tu już dzień (znaczy 5miesiecy ale ja nie pamietam) ale wracając to strasznie mi się tu nudzi. A o ile mi wiadomo to jeszcze nikt sie o mnie nie pytał czyli nikogo u mnie jeszcze nie ma. No w sumie jest dziesiąta rano. A Jack lubi sobie pospać. Pielęgniarka powiedziała że Mariny już do inkubatora nie będą brać więcej. Więc będę miała ją cały czas przy sobie.
Jest 10:30 a ja umre z nudów. Mała śpi,a ja nie moge ponieważ Marinka śpi całą noc, nie budzi się gdy słyszy hałas i ogulnie to takie spokojne dziecko. Mam nadzieje że Nathan ją pokocha tak jak ja. A jeżleli nie to jakoś sobie poradze.
-można? Do sali wszedł Jack. Gdy go zobaczyłam od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-jasne wchodź. Powiedziałam - nawet nie wiesz jak się stęskniłam za tobą.powiedziałam
-nawet nie wiesz jak ja sie za tobą stęskniłem
- opowiadaj jak tam? Co się działo przez ten czas ? I gdzie reszta? Zaczełam dopytywać brata.
-po pierwsze to jak się czujesz? Spytał
- ja bardzo dobrze.aha uprzedze następne pytanie bo Marinka też jest zdrowa. A teraz opowiadaj.
-dobra już. Powiedział
- więc tak...po tym jak ciebie tu przywieźli, to cały czas krąrzyliśmy z domu do szpitala i na odwrót. Gdy sie obudziałaś to Nathan był przy tobie. Powiedział.
- Nathana i Amy nie ma tutaj ponieważ szukują dla Ciebie i małej niespodziankę. Powiedział
-uuu...a jaką tą niespodziankę ? Spytałam
-tego sie dowiesz jak wrócicie z malutlą do domu. Powiedział
-ale jesteś....i uwarzasz sie za mojego brata. Powiedziałam
-oj nie panikuj. Napewno Cie nie będą długo trzymać. Bo już Cie wytrzymali w tym szpitalu. Powiedział
-no racja pięć miesięcy to wcale krótko nie jest. Uśmiechnełam sie
- a dlaczego właśnie Mariana ? Spytał Jack
- a jak ma na imie babcia ? Spytałam
-aaaaa.....a ja zawsze myślałem że to Martina a nie Marina. Powiedział
- Jack serio ? Spyrałam z uśmiechem
-no tak.powiedział ze wstydem
- i nawet nie wiesz jak sie stęskinłam za tobą i resztą. Powiedziałam
- my za tobą też, a chyba najbardziej Nathan.


-----------------------------------
Hej ☺
Dzisiaj tak wcześnie ponieważ pierwszy raz dodaje rozdział przez blogera na telefon i kompletnie nie wiem jak to będzie wyglądać na witrynie komputerowej(czy jak to sie tam nazywa)
Mam dla was dobrą wiadomość :-)
Nie będę koñczyała bloga tylko zrobię drugą część. Ten pomysł natchnoł mnie jakoś w tygodniu. Mam nadzieje że cieszycie sie z tego powodu...
Aha bym zapomniała. Zasada o 4kom nadal jest. Więc przypominam jeżeli będą 4kom rozdział pojawi sie wcześniej ☺
No to chyba tyle.....do następnego
Kocham was  pa pa

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 28


-Ariana prosze Cie! Nie mów mu nic, bardzo Cie prosze. Prosiłam dziewczyne.
- nie. Musze powiedzieć Jayowi że ty i Nathan  sie znacie a co najlepsze jesteś z nim w ciąży. Heh...jezu ?!!!! Co ??? Jesteś z nim w ciąży ??! Zabije Cie !!!!! Ty szmato ! O jest mój ! Zaczeła wżeszczeć
- mnie z nim nic nie łączy !!! Raz sie z nim przespałam bo pijana byłam. To tylko jedno razowa wpadaka! Rozumiesz??! Powiedziałam z lekkim poirytowaniem
- że Ci kurwa uwierze. Powiedziała Ariana
- to uwież......możemy iść na ugode, jeśli chcesz? Spytałam
- tak ? Ciekawe co taka małała laleczka jak ty może proponować.
- ja spróbuje przekonać Sykesa żeby do Ciebie wrócił, a ty pomożesz mi z tąd uciec. -ha ! Ciekawe jak ty przekonasz Natha żeby do mnie wrócił?
- ja wiem że on  w głębi duszy  coś do Ciebie czuje. Tylko musisz mi opowiedzieć waszą historie. Powiedziałam
- a jaką ja mam pewność że mnie nie okłamujesz? Spytała
-prosze uwież mi ! Powiedziałam. Po czym nastała cisza. Po chwili.
- dobra niech Ci będzie. Co chcesz wiedzieć? Spytała
-wszystko; jak sie pozanliście, jak wam było razem, aż do teraz. Powiedziałam
- ja i Nath poznaliśmy sie w licemum. On był wiecznie poobijany, wredny, nie lubił nikogo po za swoją siostrą. Amy i Cat znały sie ponieważ Amy uczyła Cat matematyki..... Mówiła
- czekaj czekaj.... Kto to Cat ? Spytałam
Na co Arianie spłyneły łzy.
- Cat to....moja bliźniaczka... Powiedziała
- tak to fajnie....a gdzie ona jest ? Zaczełam sie rozglądać
- ona....ona nie żyje....powiedziała cała rozpłakana.
-jejku...przepraszam....nie miałam pojęcia. Powiedziałam
-no skąd mogłaś wiedzieć ? Powiedziała
- a jak to sie stało? Spytałam
- dowiesz sie za raz moge skończyć? Spytała.ja tylko pokiwałam głową
- pewnego dnia wpadałam na niego na korytarzu, gdy biegłam na fizyke, uśmiechnełam sie do niego a on zaczoł rozmowe. Zabrał mnie na wagary. To były moje wagary w życiu. I przyznam były pierwsze i ostatnie. I od odtego czsu zaczliśmy sie spotykać..... Na pewnej imprezie na którą poszliśmy zazem z Jackiem i Amy. Tam właśnie poznałam Jaya. I przez niego pokłuciłam sie z Cat. Ona wyszła tuż za nią wyszedł Jay. Po jakś dwuch godzinach wrócił z jakąś dupą. A zaraz po tym zadzwoniła do mnie mama i powiedziała że Cat miała wypadek i może nie przeżyć. Od razu pojechałam razem z Nathanem do szpitala by ją odwiedzić. Lekarze wpuścili mnie tylko dlatego że Cat tego chciała. Ona mi powiedziałe że potrącił ją samochód. Że nie może umrzeć puki jej nie wybacze. Jej ostatnimi słowami było że to Jay kierował samochodem który ją  zabił. Zamilkała.
- tego dnia powiedziałam sobie że zemszcze sie na nim, za to że zabił mi siostre. Od tego czasu chce sie na nim zemścić. Dlatego jestem tak blisko Jaya. Zaraz po tym przespałam sie z nim. Na moje nieszczęście Nathan sie o tym dowiedział i mnie zostawił. Jaya znienawidził. A co najgorsze starciłam kontakt z rodziną. Powiedziała przytłaczającym głosem.
-  jejku przykro mi...powiedziałam
- zemszcze sie dla Cat w rocznice jej śmierci. Powiedziała
- jaka ona była? Spytałam
- była mojego wzrostu, miała czerwone włosy, miała kompletnie inny charatker niż ja. Ona była szalona a za razem spokojna, niemądra, ale oceny miła bardzo dobre, ona zawsze była za dobrem innych ludzi. Mówiła
- Ariana....pomoge Ci... Ja mu wszystko wytłumacze. On napewno zrozumie. Powiedziałam dziewczynie.
- NIE! Nie możesz mu powiedzieć! On nie może sie dowiedzieć o tym.! Mówiła
-ale....
-obiecaj mi że mu tego nie powiesz! Prosze! Powiedziała  
- Dobrze.... Powiedziałam. Biedna Ariana najpierw siostra pożniej Nathan i jej rodzina. W poruwnaniu do niej moje życie było całkiem dobre. No jakby nie Dick.
- a teraz ty wytłumacz mi jedną żecz. Powiedziała Ariana. - jak ty sie poznałaś z Nathanem? Spytała. A ja nie wiem dlaczego miałam wzrażenie że moge jej zaufać.
- ja z Nathanem......to.....
- mów nie krępuj się. Powiedziała
- Nathan i ja poznaliśmy się przez "mojego ojca". Nathan porwał mnie, jak chodziłam z moim nieudolnym ochroniażem. Powiedziałam. Na co dziewczyna sie zaśmiała.
- Diaz załatwił Ci ochroniarza? Spytała
- dokładnie. Powiedziałam
- teraz to samego siebie pobił. Powiedziała  -nie rozumiem.
- już nic nie ważne. Powiedziała. Ja już nie rozumiem nic.
-Ariana! Zza drzwi dobijał sie głos Jay'a
-znowu sie zaczyna. Szepneła- tak? Powiedziała i wyszła. Zostałam sama. W ciemnym,zimnym pomieszczeniu. Ale moja samotność nie trwała długo ponieważ zaraz wruciła Ariana.
-mam dość. Mrukneła pod nosem.
-coś się stało? Sytałam
-tak. "Ari skarbie przynieś mi i Nathanowi kieliszki". Dziewczyna próbowała naśladować głos Jay'a. Na co lekko się uśmiechnełam. -słuchaj mamy problem. Powiedziała.
-jaki ? Spytałam
- Jay jak jest pijany to......
-mów!
-jest jeszcze gorszy niz zawsze i...powiedział mi że........już długo nie zagościsz tutaj. Powiedziała
-nie rozumiem. Powiedziałam
-on....Cie zabije szybciej niż planował. Powiedziała. Na co ja zamarłam.
-ale spokojnie pomoge Ci. Podeszła do nie i wyjeła scyzoryk i odcieła sznurek na moich rękach. Miałam śine ślady od sznura.
- mamy mało czasu. Bo Jay już wcześniej brał coce i już jest nabuzowny. Powiedziała. W tym samym czasie usłyszałyśmy odjeżdżający samochód. Czyli pewnie Nathan odjechał.- kurwa. Powiedziała Ari.
-co?!
-Mamy przejebane. Powiedziała.
-dlaczego? Spytałam
- jeżeli Nath już pojechał to zaraz przyjdzie tu Jay. Powiedziała z przerażeniem.
-czyli.........niemogłam wydłusić słowa.
- co ty sie kurwa dzieje???!!!!nie wiadomo z kąd w pomieszczeniu znalazł si3 Jay. Teraz mamy przerąbane.
- Jay skarbie wytłumacze Ci wszystko. Podbiegła do niego Ariana
-spiepszaj! Popchnoł ją na ściane. - a ty kurwa co ?! Podszedł do mnie. ja tylko popatrzyłam na niego z przeażeniem. Coś czułam że to będzie koniec mojej historii.
-Jay daj spokuj. Mówiła Ariana.
-spierdalaj suko! Krzyknoł. Podszedł do niej i uderzył ją. - a Ciebie mam dość! Warknoł. Wyją pistolet. Strasznie boje sie broni. Ustawił brań na mnie. Usłyszałam strzał. Myślałam że będzie po mnie. A tu......Ariana żuciła się w mojej obronie i zamiast ja to ona dostała kulke.
- Ariana! Krzyknełam.
-słuchaj....... Musiałam to zrobić.......
- nie wcale nie musiałaś! Krzyknełam
-Jay, zostawiłem u Ciebie komur.......co tu sie do cholery dzieje? Do pomieszczenia wszedł Nathan.
- szlachetna Ari uratowała małą przed śmieracią. Powiedział.
-Nikki.....zrobisz coś dla mnie? Spytała Ari resztakami sił.
-tak. Jasne. Mów
-skoro mi nie jest dane..... Być z Nathanem....ponieważ zaraz umre.... Obiecaj mi że będziesz z nim szczęśliwa i ....
-co ty wogule gadasz ty nie umrzesz! Powiedziałam
-obiecaj! Powiedziała
-obiecuje. Powiedziałam
-dziękuje. Powiedziała. I zamkneła oczy. Na co zaczełam płakać
-aaaa....już dobra. Koniec tego. Jay spowrotem celował na mnie. lecz Nathan zaczoł sie z nim szarpać. Nie wiem kiedy pistolet wystrzelił. Poczułam przeszywający ból brzucha. Spojrzałam w dół i zobaczyłam krew. Nie miałam siły utrzymać sie a nogach.
-Nikki ! Krzyknoł Nathan.
Zaraz po tym usłyszałam drugi strzał. Nie mineła sekunda i Nathan znalazł się obok mnie.
- Nikki!!! Spójrz się na mnie!!! Słyszysz mnie?
-słysze. Powiedziałam z trudem- ratuj dziecko.
- uratuje i Ciebie i dzieco. Powiedział -KOCHAM CIE NIKKI SŁYSZYSZ???!!!
To były jedyne słowa które usłyszałam. Zamknełam oczy. Gdy je ponownie otworzyłam widziałam tylko białą przestrzeń. Nic mnie nie bolało. Nie miałam żadnej rany,  na brzuchu. W pewnym momęcie zobaczyłyam idące dwie postacie.
-Ariana!!! Co ja tu robie???? Ja musze tam wrócić! Powedziałam
-wiem!!uspokuj sie. Najpierw musisz kogoś poznać. Powiedziała. - to jest Cat, moja siostra. Ona Cie tu sprowadziła. Powiedziała.
- chce Ci tylko i wyłącznie podziękować za to że pomogłaś mojej siostrze dostrzec to co robi. Powiedziała czerwono włosa dziewczyna.
-ja chce ja musze tam wrocić. Powiedziałam
- najpierw musisz kogoś zobaczyć Powiedziała Ari.
- mama!!!! Podbiegłam do kobiety.
-moja kochana! Stęskiłam sie skarbie. Powiedziała
- ja też. Wruć ze mną! Powiedziałam
-ja nie moge. A ty jeżeli chcesz możesz zostać ze mną i z dziewczynami. Powiedziała
-ale.....nie...nie wiem.
- wybór należy do Ciebie. Powiedziała Cat. Chwilke sie zastanawiałam i wybrałam
- moge zobaczyć co oni teraz robią? Na co jak przez mgłe zobaczyłam lekarzy reanimujących mnie w szpitalu. Zaraz po tym zauwarzyłam Nathana. Siedział w poczekalni cały roztrzęsiny. Oraz Jacka wbiegającego do szpitala.
-Nie moge ich zostawić ! Nie teraz nie w tym momęcie. Powiedziałam
-rozumiem. Powiedziała mama. Zaczełam widzeć je jak przez mgłe.
-a co z moim dzieckiem? Spytałam
- będzie dobrze. Kocham Cie córciu! Do zobaczenia!!
*oczami Nathana
Zaraz mnie tu szlak jasny trafi jak Sie nie dowiem co z Nikki. Jack nic nie mówi od kąd tu przyjechał. Ja też nie moge. Nie mam siły. 
- doktorze co z nią???!!! Z krzesełka zerwał się Jack 
- państwo z rodziny ? Spytał lekarz
- tak jestem jej bratem. Powiedział
- na całe szczęście udało nam się przywrucić funkcje życiowe. Na co razem z Jackiem odetchneliśmy z wielką ulgą.
- a co z dzieckiem? Spytałem 
- kula przeszła kilka milimetrów od płodu. Naprawde oby dwoje mieli naprawdę dużo szczęścia. - lecz.....pańska siostra wpadła w głęboą śpiączke. Powiedział.....



---------------------------------------------------------------------------
HEJ 
OD RAZU PRZEPRASZAM ŻE ROZDZIAŁU NIE BYŁO WCZORAJ, ALE NIE MIAŁAM INTERNETU CAŁY DZIEŃ :(((
Przychodzę do was z bardzo ważną sporawą, ponieważ jak może niektórzy się domyślają, moja przygoda z tym opowiadaniem powoli dobiega końca. :( 
Ale spokojnie jeszcze będzie 2 rozdziały + epilog. Więc widzimy się jeszcze trzy soboty :)
nie będę wam więcej czasu zajmowała   
więc do zobaczenia :*** buziaczki dla was :**

















sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 27




rozdział dedykowany:  

                               love nathjaytomaxsiv


Jesteśmy w szpitalu u Amy i Marco. Chłopiec jest taki śliczny że nie moge oderwać od niego wzroku.  Byłoby świetnie jakby w szpitalu nie było tak gorąco. Rozumiem że są tu malutkie dzieci, ale ja nie wytrzymuje i chyba zaraz będe musiała wyjść na zewnątrz.
- Ide sie czegoś napić. Chcecie coś ? Spytał Nathan. Temu jak zwykle chce sie pić albo jeść. Jakbym jadla tyle co on to bym była 3razy taka jak teraz, a on nic.
-nie. Powiedział Jack. On tylko spojżał sie na mnie i wyszedł.
-Coś ci jest ? Spytała Amy.
- nie, poprostu jest tu strasznie gorąco, a ja nie jestem przyzwyczajona do takich wysokich temperatur. Wytłumaczyłam
- ale napewno dobrze sie czujesz ? Dopytywał Jack
- tak,wyjde na chwilke na zewnątrz i wruce. Powiedziałam i wyszłam
- uważaj na siebie. Powiedział Jack. A ja tylko pokiwałam głową. Idąc przez długi korytaż, pomyślałam że za  niecałe pięć miesięcy ja będe tu leżeć. Idąc zauważyłam Nathana pijącego chyba kawe. -a ty gdzie sie wybierasz ? Spytał z wyżutem
- przejść sie. Co nie wolno mi ? Odpysknełam
- nie pyskuj. Bo jakby nie to że jesteś siostrą Jacka to by Cie już dawno tu nie było. Warknoł
-aha,czyli twoje dzieco cie już nie obchodzi ?
- a powiedziałaś mi o nim ? A nie zapomniałem panna Diaz jest taka szlachetna, że nie chciała nic mówić ze względu na brata.....albo nie może rozpuszczona laleczka wolałaby żeby dziecko sie nie urodziło tak by było najwygodniej. Prawada.??! O nie teraz to już przesadził. Moja złość na niego pokryła sie ze smutkiem i żalem że on może tak mówć
- Tobie już kompletnie coś na mózg padło ? Jedyną osobą która potrafi krzywdzić innych ludzi jesteś ty!! Widzisz tylko czubek własnego nosa i nie obchodzi cie co inni myślą i czują. Wygarnełam mu to co chciałam i odeszłam od niego. Co on sobie do cholery wyobraża że co? Może mnie obrażać bo jestem jakąś putą lalą i nie mam uczuć? To sie kurde pomylił. Nawet nie zauważyłam gdy łzy wpłyneły mi do oczu. Dlaczego on musi być takim dupiem?
Szłam po jakiejś ulicy i przez przypadek weszłam na jakiegoś chłopaka.
- bardzo przepraszam. Powiedziałam ocierając łzy. Po sekuńdzie zoriętowałam się że to...... O fuck !!! Jay...... Teraz mam przerąbane. (Jak zwykle z resztą)
-nic sie nie...Kogo ja tu widze ?! Sama panna Diaz. No nie sądziłem że aż tak szybko wpadniesz mi w ręce. A wiesz że przed chwilą gadałem z twoim ojcem. Mówił że moge sobie Ciebie wziąćś. Gadał
- Pan chyba sobie mnie z kimś pomylił. Próbowalam udawać ale niestety nic nie pomagało.
- mnie nie nabierzesz na te gierki. Nie takie jak ty prubowały mnie spławić. Złapał mnie za ręke. Tak kurde jak Jack i  tamten ćwok są potrzebni to ich nie ma. 
- pyść mnie ! Wyrwałam rękę z jego uścisku alecz on złapał mnie  doś mocno za brzuch. Więc nie migłam sie mogłam sie wyrywać. - zostaw prosze. Powiedziałam po cichu.
- a co teraz juz nie jesteś taka wyszczekana. Spytał
- prosze póść brzuch! Błagałam chłopaka
- a co może ślicznotka będzie miła dzidziusia ? Spytał z głupim uśmieszkiem bardzo podobnym do Nathana.
- tak, więc prosze nie za brzuch. Błgałam dalej.
- to jeżeli chcesz żeby bachorowi sie nic nie stało to masz iść ze mną. JASNE? krzykrznoł. Sparaliżował mnie strach. Nie miałam pojęcia co zrobić czy zacząć uciekač a może iść z nim. Nie zdążyłam odpowiedzieć, ponieważ poczułam przeszywający ból głowy.
*oczami Nathana
Kurwa mać ! Po cholere ja sie tak na nią wydarłem ?
-Nathan! Widziałeś gdzieś Nikki ? Spytał Jack. -zaraz musimy wracać a jej nie ma. Dodał
-wyszła jakiś kwadrans temu. Myślałem że wruciła. Powiedziałem
-no właśnie nie a ona.........nie skończył ponieważ przerwał mu dzwinek mojego telefonu.
- czego chcesz Ariana ? Spytałem z pogardą
-hej misiu, słuchaj Jay przyjechał i przywiuzł córke Diaza i kazał zadzwonić di Ciebie żebyś przyjechał. Ja z radością na Ciebie zaczekam....KURWA ! krzyknołem po rozłączeniu sie.
- ej?co sie dzieje?! Spytał Jakc. No ciekawe jak ja mu to kurwa powiem.
- Jay ma Nikki. Powiedziałem.
-co ??!!!! Ty sobie jaja kurwa robisz?! Krzyknoł.
- kurwa właśnie nie. Powiedziałem  ze zdenerwowaniem. -jade tam, ty zostań i uspokuj Amy.
-nie  jade z tobą. mówił
- NIE! Lepiej będzie jak zostaniesz ty tylko skomplikujesz całą sprawe. Wytłumaczyłem jak najspokojniejszym głosem. - będzie dobrze zobaczysz. Dodałem i poszłem do samochodu. Cholera jakby nie ja to młodej nic by nie było. Ale co mi odpierdoliło żeby tak gdać ? Jestem kurwa jakiś pojebany. Teraz musze sie skupić by ją odbić z rąk tego gnoja.  Martwie sie o nią jak cholera! Może i tarkatuje ją niezbyt dobrze ale bardzo ją polubiłem i nie wyobrażam sobie że może sie jej coś stać.
* oczami Nikki
Ochnełam sie w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Po chwili zoriętowałam sie że jestem związana. To sie nazywa porwanie a nie to Nathan i Jack. No właśnie Jack i Nathan ciekawe czy zoriętowali sie czy mnie nie ma. Po chwili usłyszałam kobiecy głos. Kobieta chyba rozmawiała z Jayem. Chłopak po chwili wszedł do pomieszczenia.
-o obudziłaś się.  bardzo się cieszę z tego powodu. Powiedział
-czego ty odmnie chcesz ? Przecież sam mówiłeś że ojaca nie obchodze to po Co mnie tu trzymasz ?
- twojego tatulka nic nie obchidzisz to prawda, ale mój stry znajomy którego bardzo dobrze znasz chce Cie znowu spotkać. Mówił
-co ? O kogo Ci chodzi? Nie mam pojecia o co mu chodzi
-Jay !! Dick przyszedł. Do pokoju weszła niska, ładna, szczupła dziewczyna. - aha i Nathan już jedzie jak chciałeś. Dodała
Nathan?  Dick? O co tu do cholery chodzi ??!!
- mówiłem że cie znajde mała suko. Powiedzial Dick
- ale przecież ty......nie żyjesz !! Jejku przecież Nathan go w tedy zastrzelił. Jak to przeciż to nie możliwe.
- no co magicze zmartwywstanie ?! Tak? Zaśmiał sie Jay.
- kurwa to nie jest śmieszne. Jakiś fagas ratując swoją malutką dziwke postrzelił mnie, i ją zabrał. Ochnołem sie w szpitalu z kumplami. Znaleźli mnie całego we krwi i zawieźli do szpitala. Od tamtej pory marzyłem o zemście na tej małej suce i na tym chuju co mnie postrzelił. Gadał wnerwiony Dick
- czego ty jeszcze odmnie chcesz? Przecież już zabiłeś mi matke i nie raz próbowałeś mnie zabić i traktowałeś jak szmate !! Jeszcze Ci mało?! Krzyknełam. Nie ukrywam bałam sie jak cholera. Bałam sie że Dick i Jay zrobią coś mi i Marinie.
-daj mi spokuj! Do pomieszczenia wszedł Nathan i ta niska dziewczyna co ją widziałam wcześniej. Chłopak spojżał na mnie następnie na jaya i Dicka i znowu na mnie,alecz z lekkim dezoriętowaniem.
-siema. Podszedł do Jaya -po co miałem tu przyjeżdżać jak widze że masz toważystwo. Powiedział lekko ze znudzeniem.-a to jest córka Diaza ? Spytał
-no to ona. Odpiwiedział
-no,no,  ładna z ciebie lalunia. Powiedział schylając sie nad mną i jednocześnie pouszając do mnie oczko. Ja tylko spojżałam na niego z pogardą. -a to kto ? Spojrzał na Dicka jakby zobaczył ducha. No w sumie nie dziwie sie ja też myślałam że nie żyje.
- jestem Dick. Ojczym naszej  małej suki. Powiedział
-Nathan jestem. Podał mu ręke. -nie wiedziałem że znasz takich ludzi. Dodał
-to jest mój wujek. Wytłumaczył Jay. Że co ???!!!! Kurde takiego czegoś sie nie spodziewałam.-więc laleczko może zostaniesz przy życiu skoro jesteśmy rodziną. Bo jeżeli o mnie chodzi to może i byś mi sie przydała. Powiedział -ale twoje dziecko mi potrzebne nie jest potrzebne.
-kurwa ona jest w ciąży ?! Zdziwił sie Dick. No nie ja też tu jestem halo....
-to już wiem co z tobą zrobie. Ale może zaczniemy od teraz? Zaśmiał się głupio. Zbliżył sie do mnie i wyją scyzoryk -może.....hym.....ciekawe jak będziesz wyglądała z rozciętym brzuchem. Powiedział.
-zostaw mnie! Prubowałam sie szarpać ale związana  nic nie mogłam zrobić.
-Zostaw ją.....powiedział znudzony Nathan-po co masz się bawić nienarodzonym bachorem jak można spokojnie zaczekać aż urodzi i ja jej oczach zabić jej dziecko. Zaproponwał. Co!? On jest jakiś nienormalny?? Nie mam go dość!  Ale Dick sie odsunoł
-młody zajebisty pomysł. Dobry jesteś. Powiedział - chodźcie sie napijemy sie. Dodał.
-kochanie Ariana zostanie z tobą. Powiedział Jay. Kurde jakie "kochanie" ? On jest jakiś dziwny niby największy gankster a jest zbyt miły, to naprawde bardzo dziwne. Po chwili weszła ta dziewczyna co wcześniej.
-zostań z nią blebleble......gadała pod nosem - a ty co sie tak gapisz ? Spytała
-co? Spytałam
- ty kurwa nie pyskuj bo pożegnasz sie z życiem i ja wcale nie bede patrzeć na Jay. Warkneła. Ona jest dziwna już zaczynam sie jej bać. Kolejna świruska.
- Jay Cie woła. Ni skąd ni zowąt zjawił sie Nathan.
-misiek ale ja wole zostać z tobą. Klejliła sie do Nathana jak nie wiem.
-idź i odwal sie wteszcie odmnie. 
- to zostań z nią przez chwile. Kocie. Powiedziała dziewczyna i wyszła.
- nic Ci nie jest? Schylił sie Nathan
- chyba nie. Ale od kiedy cie to niby obchodzi. Powiedziałam
-nie marudź! Zabiore Cie z tąd ! Powiedział - no to postaw sie na moim miejscu.Najpierw myślałam że już dawno Dick nie żyje a tu co ? Niespodzianka!? Ja nie martwie sie o siebie ,tylko o dziecko! Rozumiesz oni w każdej chwili mogą zabić moje dziecko! Zaczełam panikować
-nie panikuj nie dam skżywdzić ani Ciebie ani dziecka! Rozumiesz?! Spytał
-tak romumiem. Ale jeszcze kulkanaście minut temu  podpowiwdziałeś temu mordercy jak spokojnie może zabić nasze dziecko. To nie jest normalne Nathan! Łzy popłyneły mi po policzku
-a co miałem zrobić ? Patrzeć jak tamtem chuj rozcina Ci brzuch ? Tak to zyskaliśmy troche czasu na odbicie Ciebie.  będzie dobrze zobaczysz, nie płacz . Powiedział i przytulił mnie. Był tak blisko mojej twarzy że pocałował mnie. W pewnym momęcie usłyszałam strzał. Bardzo sie wystraszyłam a Nathan popatrzył na mnie
-ide zobaczyć co się stało, będzie dobrze zobaczysz. Powiedział.pocałował mnie w czoło. Wyszedł. Po chwili weszła roztrzęsiona,rozpłakana. Musiałam zaryzykować.
- co sie stało ? Spytałam
-ten chuj ćpun, żul jebany dobierał sie do mnie. Rozumiesz ?! Mówiła roztrzęsiona
- wiem co czujesz... Ja tak miałam prawawie przez całe życie. A co to był za strzał? Spytałam
- Jay strzelił mu prosto w serce jak zaczoł sie do mnie dobierać.  Powiedziała - aha słyszłam twoją rozmowe z Sykesem. I stwierdzam że nie jesteś taka zła. Ale nie myślisz sobie że Jayowi nic nie powem.
Powiedziała




--------------------------------------------------------------------
No to mamy nowy rozdział :)
Przepraszam że taki króciutki ale pisałam go dzisiaj :\
Dzisiaj mamy urodzinki naszego kochanego Nathana 
Jejku on ma już 22 lata nadal nie mogę w to uwierzyć :*
taki kochany :******
Ps. zapraszam do zaglądania i komętowania tego bloga oraz tego:http://oczamisun.blogspot.com/ bloga.
a bym zapomniała: ŻYCZĘ WSZYSTKIM GIMNAZJALISTĄ BY TESTY POSZŁY IM JAK NAJLEPIEJ.
Bardzo was kocham i do zobaczenia :********* 

sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 26

-COOO ????!!! - krzyknoł Jack. Ja spojżałam sie na niego a następnie spóściłam wzrok. 
- To wy porozmawiajcie. Powiedziała Diana i wzieła dzieci i razem z Oscarem i Babcią wyszli. O fuck!!  To teraz sie zacznie. Wdech, wydech,wdech i wydech 
-czy ja dobrze słyszałem ?! Spytał dezoriętowany Jack. 
-yyyyyy.....tak.....powiedziałam cicho.
-co? Z kim ? jak? Kiedy? zaczoł wypytywać.
-to ten ja pójde. A wy sobie gadajcie. Prubował wyjść Nathan.
-NIE ! Ty tu Zastajesz. Powiedziałam 
-a ty od kiedy ja mam cie słuchać ? !  Powiedział z wyżutem 
-lepiej zostań, bo jak dorwe tego gnoja to.....
-Jack spokojnie !  Krzykneła Amy
-jak spokojnie ?! Gadał jak nienormalny
-jak sie nie uspokoisz to ci nic nie powiem i gówno sie dowiesz. 
-ale jak ja mam sie nie wkurwiać? Powiec mi ?! 
- uspokuj sie !  I obiecaj że ze względu na wszystko sie nie wkurzysz i nie zrobisz nic głupiego. Jasne? Spytałam
-ale....
-jasne ? Sputałam ponownie
-tak. Powiedział 
-co chcesz wiedzieć? Spytałam już spokojniejszym głosem
-kto jest ojcem? Spytał a ja spojżałam na Nathana, później na Amy która sie uśmiechneła. 
-yyyy.....to Ci powiem na Końcu inne pytanie poprosze. Zarzartowałam
A Jack spojrzał sie na mnie jak na idiotke
-który to jest miesiąc i  czy to bedzie dziewczynka czy chłopczyk? Spytał już z lekkim uśmiechem.
-ooo i jak ty ładnie wygladasz jak się uśmiechasz. Prubowałam wkraść sie w jego łaski. On sie tylko uśmiechnoł i pokazał ręką żebym mówiła.-dobra juz..... Jestem w 4miesiącu i będziesz wujkiem małej Mariny. Powiedziałam z uśmiechem. 
  - czyli dziewczynka. Powiedział z uśmiechem. Amy podeszła i mnie przytuliła. -będą dwie mamy. zarzartowała  
- Nathan my chyba sie wyprowadzimy gdzieś puki nie urodzą. Powiedział Jack 
- ja moge nawet dzisiaj. Powiedział z wyrzutem 
- aha. Kto jest ojcem dziecka ?  Znowu powturzył pytanie. Wiedziałam że teraz będzie armagedon ale musze im to powidzeć. 
- no to ten .......yyyyyy......ojcem jest.......yyyyy.....Nie mogłam wyduść słowa
- Nikki ? !
- Nathan jest ojcem Mariny.... Powiedziałam szybo 
-cooooo????? Krzykneli  Jack i Nathan 
- ty sobie jaja robisz ? Spytał Jack 
- nie ! 
- Nathan !!!  Zabije cie!!  Zaczoł krzyczeć Jack
- jack spokojnie ! Zaczełam mówić do brata 
- to  był tylko jeden raz !!! Kurawa byliśmy pijani! Ja też nic nie wiedziałem ! Gadał Nathan 
- kiedy chciałaś nam to powiedzeć ? Spytał Jack 
- nigdy ! Warknełam 
- coo ? 
- no tak Było by najlepiej. Nie było by problemu. Powiedziałam 
- nie było by problemu jakbyś z nim nie spała ! Krzyczał 
- Jack spokojnie ! Prubowała uspokoić Jacka Amy ale bez skutecznie.   Nawet nie wiem kiedy zaczeli sie szarpać. 
- chłopaki spokojnie !!! Jack Nathan prosze was! Zaczełam gadać ale jak do ściany 
- nigdy nie widziałam go takiegi wściekłego. Powiedziała Amy 
- dalatego nie chciałam nic wam mówić bo nie chciałam niszczyć ich przyjaźmni. Powiedziałam do Amy. 
- chodź trzeba ich rozdzielić, bo sie zaraz pozabijają.  
- chłopki !!! Uspokujcie sie ! 
- Nathan ... Chodź ! Prosze Cie !! Chodź ! Daj spokuj ! Prosze! Załapałam chłopaka za ręke i próbowałam go odciągnąć od Jacka.  Naszczęście się udało. Lecz Nathan spojrzał sie na mnie z pogardą i wyszedł z domu. Zrobiło mi się głupio. Ja jak zwykle musiałam wszystko spierdzielić.
- a ty ! Wracasz z nami do Londynu ! Powiedział wściekły Jack. 
- myślałam że jesteś mądrzejszy ! Warknełam. Wziełam płaszcz. Otworzyłam drzwi. 
-  a ty gdzie? Krzyknoł Jack
- daleko! Powiedziałam i wyszłam. Szłam w strone parku. Po drodze spotkałam wracającą rodzinkę. Opowiedziałam im wszystko i poszłam dalej. Nie wiedziałam gdzie,po co ale szłam przed siebie. Dlaczego ja zawsze musze wszystko zjebać ? Dlaczego jak sie wszystko układa ja to rozpiepszam?! Jestem nie normalna !!!! Ja zawsze mam pecha !! Nawet nie wiem jak ja sobie poradze gdy sie urodzi maleństwo. Wiem że nie będe mogła liczyć na wsparcie Nathana. On nie jest typem miłego odpowiedzialnego ojca. Lekko mówiąc to jest "bad boy". 
-Nikkki !!! Zza siebie usłyszałam znajomy głos.
- czego Jack? Spytałam z wyrzutem 
- chodź do domu.....powiedział 
- a niby po co ? Żebyście sie znowu pobili ? Ja wiedziałam że tak bedzie i właśnie dla- tego nie chciałam wam mówić. Mówiłam
-wiem. Przepraszam poniosło mnie. To było niepotrzebne. Ale poprostu nie mogłem uwierzyć że mój najlepszy kumpel przespał sie z moją siostrą. Mówił
-ale ty nie przepraszaj mnie tylko Nathana. To ty go praktycznie pobiłeś. 
-jak tylko wruci,to go przeprosze. Zarzekał sie Jack. - Ciebie też bardzo przepraszam że tak na ciebie naskoczyłem. -wybaczam. Zaśmiałam i przytuliłam się brata. 
- wracamy ? Spytał
-wracamy. Powiedziałam 
- ale naprawde lepiej bedzie jak wrucisz z nami do Londynu. Powiedział
-ja nie wiem, jak będe mogła mieszkać z Nathanem pod jednym dachem. Powiedziałam bratu. 
- Jakoś bedziesz musiała. To jest ojciec twojego dziecka. Powiedział 
-wiem braciszku, wiem. -a kiedy wracamy? Spytałam 
- chyba jutro. Powiedział -bo na czwartek Amy ma do szpitala. Dodał.
-aaaaa....bo Amy ma niedługo rodzić. 
-aaaa....brawo geniuszu. Zaśmiał sie Jack 
Resztę drogi szliśmy w ciszy. 
Na zajutrz porzegnaliśmy sie ze wszystkimi i wyruszyliśmy do Londynu. Całą droge panowała napięta atmosfera. Jack obiecał przeprosć Nathana ale kiedy to już nie powiedział. Moim zadaniem Nathan zasługuje  na przeprosiny, to nie jego wina, tylko moja.  Ja zepsułam relacje między nimi. Jakbym się tu nie pojawiła nic by sie nie stało. A ja nie będe ukrywać że go polubiłam. ( tylko polubiłam NIC więcej). W pewnym momęcie nie wytrzymałam i szturchnełam brata w ramie i wskazałam na Nathana. 
- Zatrzymamy sie? Bo głodna jestem. Odezwała się Amy. A następnie puściła mi oczko. Chłopak zjechał do najbliższej knajpki. Ja i Amy poszłyśmy zamuwić coś do jedzenia.   Mam nadzieje że chłopaki się pogodzą. Z Amy siedzimy i jemy zamuwione naleśniki. 
-mówiłam Ci że się między tobą a Nathanem sie coś dzieje. A ty mi nic nie powiedziałaś ! Udawała obrażoną. 
- a co Ci miałam powiedzieć? Hej Amy przespałam się się z twoim bratem. Aha i jestem z nim w ciąży. Tak? Spytałam
- tak to miałaś mi powiedzieć. Zaśmiała się. Po chwili przyszli chłopcy. Już w normalnych  nastrojach. Gdy zjedli wyruszyliśmy w dalszą droge. Tylko Nathan się nie odzywa. W sumie mu się nie dziwie. Ale mam nadzieje że zaakceputuje Marine. Nie chce utrudniać im kontaktu ze sobą. 
                              ***
W domu jestem tylko z Nathanem, ponieważ Jack pojechał odwiedzić Amy w szpitalu. Postanowiłam zagadać do niego i rozprostować sytułacje.
- Nathan ? Spytałam 
spojrzał na mnie i zapanowała niezręczna cisza. Dopiero po chwili sie odezwał.
-kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć? Spojrzał na mnie.
-szczerze ? Spytałam a on kiwnoł głową - wogule nie chciałam nic mówić.
- i co ty sobie myślałaś że sie nie wyda ? Spytał 
- nie chciałam wam mówić bo wiedziałam że.......
-wróciłem! Do salonu wszedł Jack.  Nie zdążył nic powiedzieć bo zadzwonił mu telefon. 
- Amy urodziła ! Krzyknoł 
-serio ?! To jedziemy ! Powiedział Nathan. 
W szpitalu było mało osób, no w sumie się nie dziwie o tej porze. Na sale mógł wejść tylko Jack. No sie nie dziwie. My znaczy ja i Nath będziemy mogli wejść dopiero jutro, by Amy i maleństwo mogli odpocząć. 
- może dokończymy naszą  wcześnijszą rozmowe? Spytał Nathan. A ja spojrzałam się na niego ze zdziwieniem. 
- już nie pamiętasz? Strasznie krutką masz pamieć. Stwierdził -to może wkońcu powiesz mi dlaczego nic nie mówiłaś? Spytał 
- nie chciałam wam mówić bo wiedziałam że sie przyjaźnicie i nie chciałam niszczyć tego wszystkiego. Powiedziałam
-jakaś ty szlachetna. Powiedział sarkastycznie.  Na co ja przewruciłam oczami. I zignorowałam chłopaka. Po chwili wrucił Jack i pojechaliśmy do domu.  Całą droge gadał tylko o Marco (tak właśnie na imie ma mój brataniec) 
Widać że od czasu pobytu w szpitalu Nathana coś gryzie. Ja też nie czuje sie najlepiej. 
-Nikki dobrze sie czujesz? Spytał Jack 
- tak, tak wszystko w porządku. Odpowiedziałam bratu. - może Ci w czymś pomoge? Spytałam 
- zaniesiesz mi nosidełko do samochodu..... A nie ty nie możesz dźwigać. Powiedział po chwili. Na co popatrzyłam na niego z pogardą. 
-nosidełko wcale nie jest ciężkie i nie przesadzaj. Powiedziałam bratu. Wziełam rzecz. Po spakowaniu kilku żeczy dla Amy i maleństwa poszłam sie położyć. Po chwili stwierdziłam że będe musiała poważnie porozmawiać z Nathanem. 
------------------------------
Obiecany rozdział
bardzo mnie to smuci że tylko jedna osoba komutuje tego bloga :((((
a tak z innej beczki założyłam nowego bloga:   http://oczamisun.blogspot.com/
mam nadzieje że wam się spodoba  no i do zobaczenia za tydzień :*****

Kontakt

Bardzo chce utrzymywać kontakt z  moimi czytelnikami i z tej właśnie okazji chciałam was zaprosić na moje oficjalne profile:
ask: http://ask.fm/LittleRose_525 możecie tu zadawać różne pytania na temat bloga i nie tylko
instagram: https://instagram.com/_rose_525/ jeżeli będziecie śledzić mojego instagrama będziecie widzieli screnny z rozdziałów.
snapchat:  littlerose_525 śledząc moje snapa dowiecie się jaka jestem naprawdę i czy planuje inne blogi a może vlogi XD
Facebook: https://www.facebook.com/LittleRose525 jest to mój oficjalny fanpage ( czy jak to się pisze ) będziecie mieli linki do nowo dodanych rozdziałów.
Mam nadzieje że będziecie chcieli się ze mną kontaktować. Serdecznie pozdrawiam i do zobaczenia :*