DAGGER IN MY HEART

Rozdziały w każdą sobotę lub jeśli będą 4 komentarze, rozdział pojawi się wcześniej.

sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 36


Późnym popołudniem cały dom był był w podłach. Za 1h ma przyjechać Jack z Amy i dziećmi. Tak przez ten jeden dzień stęskniłam sie za Mariną ze juz nie mogłam sie doczekać kiedy ją uścisakam. A wracając do "preprowadzki". W chyba 4pódłach są jakieś dokumęty. Poprzeglądam to wszystko. 
-to już wszystkie podła? Spytał -tak. Wszystkie. Powiedziałam. -a ta twoja rodzina bierze ten dom ? Spytał -nie wiem. A co ty taki dziwny jesteś? Spytałam -ja nie jestem dziwny. Mruknoł-Nathan co sie dzieje ?! Spytałam -nic ! Głucha jesteś ? Krzyknoł -Nathan! Co sie z tobą dzieje do cholery?! -Nic! Odwal sie ty w końcu od mnie! Krzyknoł. Odchodząc strącił jedno podło stojące na stle. Odwrucił sie i nic. Odszedł. Tak napewno cholera!  On rozwala a ja musze sprzątać za niego. No zajebiście kurde! Nawet nie wiem kiedy pierwsza partia łez spłyneła mi po policzku. Na szczęście w pódle były tylko książki. Zaczełam zbierać rozwalone książki. Chwile po tym jak zaczełam zbierać książki poczułam ciepły oddech na karku, oraz ciepłe dłonie na swoich. -przepraszam Cie. Szepnoł. Odwruciłam sie w jego stone. -bardzo Cie przepraszam. Nie chciałem żebyś płakała przez ze  mnie. Powiedział ocierając mi łyz. -musze ochłonąć. Wstałam i odeszłam od chłopaka. Wziełam płaszcz i wyszłam z domu. Postanowiłam wybrać sie na cmentarz. Spacerując ulicą wpadłam na jakąś dziewczyne. -przep......o Viki hej. Powiedziałam -hej. Powiedziała -coś sie stało ? Spytała -nie wszystko w porządku. Powiedziałam -przecież widze. Powiedziała-posprzeczałam sie z Nathan'em. Powiedziałam -napewno sie pogodzicie. Powiedziała z uśmiechem. -wiesz co ? Zapraszam Cie na spacer. Pogadamy, pozamy sie lepiej. Powiedziała -no dlaczego nie. Powiedziałam z uśmiechem. -jak poznałaś sie z Lukiem? Spytałam po chwili ciszy. -poznaliśmy sie w Sydney. Jak byłam na wakacjach z przyjaciółmi. A on wpadł na mnie jak byłam na plaży przez co wywaliłam sie do wody. On zaproponował mi spacer na przeprosiny. I od tamtej pory jesteśmy nierozłączni. Powiedziała -a ty z Nathan'em? Spytała -Nathan jest to najlepszy przyjaciel mojego brata. Wiec wiesz. Powiedziałam z uśmiechem. Spojrzalam na zegarek. -już tak pozno?! -Viki zapraszam Ciebie i Luka no i reszte rodziny na obejrzenie domu. A ja musze uciekać. Powiedziałam-jasne napewno wpadniemy. Powiedziała -to do zobaczenia. Pa. Powiedziałam -pa. Odpowiedziała i poszlyśmy każda w inna strone. Idąc przez park zauwarzyłam ojca Nathan'a. Znowu. Tylko on nie był sam lecz z jakąś kobietą. Postanowiłam nic nie mowić Nathan'owi. Gdy doszłam do domu Sykes siedział na kanapie grzebiąc coś w telefonie.-gdzie byłaś tyle czasu? Spytał podchodząc do mnie. -na spacerze. Powiedziałam -aha i rodzina Hammings'ow przyjedzie obejrzeć dom. Powiedziałam. -Nikki przepraszam Cie bardzo. Powiedział łapiąc mnie w tali. -zachwoujesz sie starsznie. Powiedzialam -przepraszam ale ja......-ciiiii.....złożyłam pocaunek na jego ustach. W tym samym momęcie usłyszałam nadjerzdzający samochod. -Jack. Powiedzialam i odeszłam (ucieklam ) od chłopaka. -Przyjechaliście wreszcie. Powiedziałam podchodząc do brata. -hej! Powiedziała Amy wychodząc z busa. -hej hej. A gdzie maja mała ? Spytałam -śpi. Powiedział Jack. W miedzy czasie przyszedł Nathan. -no dłużej sie nie dało ? Spytał witając sie z Jacki"em. -taki mądry jesteś bo tu samolotem przyleciałeś a nie autrostadą. Powiedziała Amy. -ale roznica. Pięć godzin w tą czy w tą. Zaśmiał sie Nathan.-to sie zamieniamy. Ty teraz samochodem a my samolotem. Może być? Spytała Amy. -dobra mi pasuje. Powiedział -pakukemy to wszysko? Spytał Jack-tak. Odpowiedziałam. -to wy idzcie a ja zazekam az sie mała obudzi. Powiedziałam -zaczekam z tobą. Powiedziała Amy. A chłopaki poszli. -pokłuciłaś sie z Nathan'em? Spytała-bardzo widać ? Spytałam -troszke. Uśmiechneła sie -o co znowu poszło? Spytała-nie mam zielonego pojecia. Powiedziałam -czyli znowu humorki Nathan'a sie włączyły. zaśmiała się  -czyli znowu. Uśmiechnełam sie
-Nikki weś ją. Powiedział Nathan. Wziełam dziecko. Mała zaczeła coś tam sobie mówić po swojemu w pewnym momęcie albo mi sie zdawało albo Marina powiedziała "tata".
-słyszałaś? Spytał Nathan
-słyszałam. Powiedziałam z uśmiechem.
-moja śliczna księżnkicza. Zaczoł gadać ucieszony Nathan. Takie małe słowo a tak potrafi ucieszyć a w szczegulności Nathan'a. Taki "bad boy" a cieszy sie z malutkiego słowa. Chwile sczęścia przerwał dzwonek do drzwi. Pewnie przyszedł Luke z rodzinką.
-otworze. Pwiedział Nath
Chwilke poźniej wszedł Luke, Viki, Ben, Jack oraz ciocia Liz i wujek Andrew.
-o moj.....Nikki. Powiedział Ben.
-tak,tak.....powiedziałam z uśmiechem.
-ta mała ślicznotka to twoja malutka córcia? Spytał Luke
-tak Lukiś to jest Marinka. Powiedziałam z uśmiechem.
-śliczna po mamusi. Pwiedział Wujek.
-o dziękujemy bardzo. Powiedziałam
-to zapraszam na zwiedzanie. Zaśmiałam sie. Nath was  oprowadzi ja ide może mała uśnie. Powiedziałam
-wrociliśmy. Powiedziała Amy i staneła jak wryta.
-Amy ? Spytałam spoglądając na Luka
-wy sie znacie? Spytał Jack
-powiecmy. Powiedział zdziwiony Luke.
-możecie nam wreszcie powiedzieć o co wam chodzi? Powiedział Nathan
-no my kiedyś.......jąkała sie Amy
-no kiedyś sie poznaliśmy jak byliśmy w Sydney na wakacjach. Mowila
-to dlatego znikałaś na tyle czasu i nie chciałaś wracać. Powiedział Nathan
-no tak. Zarumieniła sie.


*5h później
W domu zostały tylko meble. Szczerze troszke dziwnie ale ok. Zaraz ma przyjść Luke z rodziną obejrzeć dom. Marinka cały czas od kąd sie obudziła siedzi u Nathan'a na rękach. Ona już tak ślicznie gaworzy. 




----------------------------------------
Rozdział dodawany w drodze....znowu :( mam jeden rozdział na zapas wiec w następnym tyg powinien sie pojawić. Bardzo was kocham i do zobaczenia :******************************

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Uwaga!!!!!

Z racji tego że zaczeły sie długo wyczekiwane wakacjie. Chciałam was poinformować że rozdziały BĘDĄ DODAWONE NIEREGULARNIE. Ponieważ nie ma mnie w domu. A jak jestem to na bardzo krotko. Mam nadzieje ze zrozumiecie. Kocham was. Do zobaczenia :*

czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 35

W samolocie nie dawałam sobie rady z emocjiami. Amy i Jack zostali w domu razem z dziećmi. Nie chciałam żeby mieli na głowie jeszcze Marinke, bo sam Marco rozrabia za pięcioro. Ale oni sie uwzieli, a z nimi nie da sie kłucić. 
-kochanie. O czym tak myślisz? Spytał Nathan
-bo to dziwne wracać do "domu" po roku nieobecności. Powiedziałam
-spokojnie bedzie dobrze zobaczysz. Powiedział i przytulił mnie. 
-mam taką nadzieje. Szepnełam. 
Po godzinnym locie bylismy na miejcu. 
Te same budynki, ci sami ludzie, to samo otoczenie. Nic sie nie zmieniło przez ten czas. Wsiedliśmy w taksówke. Po chwili byliśmy na miejscu. Przed "moim" domem stała bardzo znajoma twarz z jakimś chłopakiem ktorego niestety bardzo dobrze znałam. 
-cześć.rzuciałam oschle. 
-hej. Powiedziała z uśmiechem
- misiek nie przedstawisz mnie? Spytał Nath
-a tak. Emily, to jest Nathan- Nath to jest Emily 
-u co sie stalo że ktos Cie zechciał? Zapytał wrednie Tony. Tak ten wredny Tonny co ostanio. 
-masz cos do niej.?! Zbulwersował sie Nath.
-Nathan daj spokoj on nie jest tego wart. Powiedziałam zatrzymując chlopaka.
-Emily...uspikiłabyś tego kogoś. Powiedział wkurzony Nathan. 
-Nath. Spokojnie. Powiedzialam 
- o moj boze! Zaśmiał sie Tony
-ty wziełaś ślub?? Hahaha ale jaja. Powiedzial przez śmiech.  
-oo!! Gratulacje! Powiedziala.
-dziekuje. Rzucilam 
-po co nas tu ściągnełaś? Spytal Nathan
-Nikki komornik chce przejąć twoj dom. Powiedziała dając mi klucze.
-jaki komornik? Spytałam 
-nie było placone za swiatlo i prąd oraz inne media. Powiedziała 
-ale przecież tu nikt nie mieszka. Odezwal sie Nathan
-chcialam tylko żebyś wiedziala. Powiedziała i odaszla. Zrobiło mi sie głupio. 
-dziekuje ! Krzyknełam
- miałem ochote mu przypierdolić. Powiedział 
-wiem Nath, wiem. Mowilam przyglądając sie murom domu. 
-wspomnienia? Spytał 
-tak. Powiedziałam cicho. 
-bedzie dobrze. Powiedział i otworzył drzwi. 
-nie dam rady tam wejść. Powiedzialam chlopakowi.
-jestem z tobą spokojnie. Powiedział łapiąc mnie za reke. Wziełam głęboki wdech i weszłam do środka. Wszystkie wspomnienia wszystko wrociło. Począwszy od najstarszych wydarzeń po te najnowesze. Póściłam chłopaka i poszłam do swojego pokoju. N co, to w oczy rzuciły mi sie zdjecia z Em. Następnie poszłam do salonu. Natychmiast otworzyłam okno. Ten zapach, był nie do wytrzymania. Potem kuchnia i pokoj mamy. 
-kochanie? Za mną wszedł Nathan
-chce sprzedać ten dom. Powiedziałam odwracając sie do chłopaka.
-napewno? Spytał 
-napewno. Powturzyłam za nim. 
-sami nie damy rady posprzątać tego wszystkiego. Powiedział
-wiem. 
- zadzowonie do Jacka żyby załatwił jakegoś tira na to wszystko. Powiedział
-bus wystarczy. Powiedziałam -meble zostają. Pwiedziałam 
-jak chcesz. 
-Nathan? Spytałam 
-Co sie stało ? Spytał 
-pojdziemy na cmętarz? Spytałam
-jasne. Powiedział i wyszedł zadzwonic.  
Idziemy na cmentarz. Ludzie ktorch znałam przed wyjazdem, patrzyli sie na mnie jak na ducha. Co troszke mnie to bawiło. Przed cmentarzem albo mi sie wydawało albo widziałam mojego "teścia" 
-widziałeś? Spytałam 
-właśnie widziałem. Powiedział podejrzliwym głosem. Wyciągnoł telefon. Zadzwonił. 
-cześć tato. Powiedział 
-a moze jesteś w domu ? ...
-a u wojka jesteś. Nie to spoko to zadzwonie pozniej. I sie rozłączył 
-ładnego mam wojka. Powiedział
-nie denerwoj sie. Powiedziałam 
-idziemy. Powiedział natychmiast zmieniając temat. 
na grobie mamy. Przypomiała mi sie bardzo istona rzecz. Tylko w domu bede musiała dorwać sie do dokumętów. Gdy tylko znajde tą jedną ważną rzecz moze sie wszysko wyjaśni. Na grobie mamy była świerzo zapalna świeczka oraz dużo świerzych kwiatów. Nie dziwie sie mama miała dużo znajomych. 
-Nikki! Usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwruciłam sie.
-Ciocia Liz! Krzyknełam. I podbiegłam do niej niczym mała dziewczynka.
-Nikki skarbie. Jak ja Cie bardzo długo nie widziałam. Powiedziała. Oficjalnie to nie jest moja ciocia tylko najlepsza przyjaciołka mamy. 
-a gdzie Jack, Ben i Lukiś? Spytałam. Są oni najleszymi osobami z dzieciństwa. Jak miałam 8lat wyprowadzili sie. 
- Jack i Ben w prwcy a Luke zaraz powinien przyjść.  W tym samym momęcie przyszedł Nath.
- a właśnie ! Ciocia, to jest Nathan. Moj mąż. Powiedziałam Nathan to jest ciocia Liz. Dodałam 
-o ty masz męża ??! Zaskaczona spytała 
-tak,tak. Uśmiechnełam sie 
-mamo.......o moj boże Nisia ??! Zobaczyłam za sobą mojego ukochanego Likisia. 
-Lukiś!! Krzyknełam i rzucialam sie na szyje chłopaka.  
-nie mow tak na mnie. Uśmiechnoł sie. 
-i tak wiesz ze nie przestane. Uśmiechenłam sie.
-Nisia. To jest moja dziewczyna Viki. Viki skarbie to jest moja ukochana "kuzynka" Nikki. Powiedział na co podałysmy sobie rece. Dziewczyna ma moze 1.68-69wzrostu ma ciene włosy. 
-Lukiś, Viki. Pozbajcie Nathan'a. Mojego męża. Powiedziałam dumnie. 
-gratulacje. Powiedział. -i nie mow ze juz w ciązy jesteś. Powiedział 
-tu Cie zaskacze. Nie, nie jestem w ciąży...
-uffff... Uśmiechnoł sie-czyli nie bede wojkiem. Zarzartował
-ale...nie dałeś mi skączyć. Ale mamy już córeczke Marine. Uśmiechnełam sie 
-co?! Powiedział -gdzie jest?! Spytał
-została w Londynie. Powiedziałam
-to ty mieszkasz w Londynie? Spytał
-tak. A jak wy sie wyprowadziliście do Sydney to dobrze nie?! Uśmiechełam sie
-ale wrociliśmy. I szukamy domu. Narazie mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu. Powiedział. Spojrzałam sie na Nathan'a z uśmiechem.
-a ja właśnie sprzedaje dom. Jeżeli byście tylko chcieli. Powiedziałam i spojrzałam na ciocie.  
- a wy? Spytała ciocia
-my mamy dom w Londynie. A ja poprostu nie mam powodu by tutaj wracać. A dom i tak chce sprzedać.  Powiedziałam 
-ale my....
-zadne ale. Albo kupujecie albo dom idzie dalej na sprzedarz. Powiedział Nath. On zawsze wie co powiedzieć.
-musimy uzgodnić to z Andrewem. Powiedziala ciocia Liz.
-to czekmy na odpowiedz. A narazie zapraszamy was już dziś do nas do Londynu. Powiedziałam 
-dziekujemy. Napewno skorzystamy. Pwiedział Lukuś. 
-dobra my musimy uciekać. Dozobaczenia. Powiedział Nathan po zobaczeniu tajemniczego sms'a. 
-pa. Do zobaczenia. Porzegnełam sie i poszłam za chłoapkiem. 
-co sie stało? Spytałam 
- cos tu nie gra. Zaczol sie rozgladac. 
-ale o co Ci chodzi ? Spytałam
-ktoś nas obserwuje. Pwiedzial polglosem. 
-co?! 
-cii. Chodz idziemy. Pociągnoł mnie za sobą. 
Po chwili bylismy w domu. Posprzątaliśmy troche na poddaszu i na parterze. Gdy skończyliśmy było juz bardzo późno postanowiliśmy sie położyć. Ale ja nie mogłam. Cały czas przez moją głowe przedzierały sie wszystkie wspomnienia. Nie mogłam spać,przez to wszystko.
Czułam niepokuj,strach, sama nie wiem co jeszcze. Nathan spał w najlepsze. Znaczy tak mi sie wydawało.
-śpisz? Szepnełam
-mhm..mruknoł -a co? Spytal zaspany
-nie,nic,śpij. Powiedziałam
-halo? Co sie dzieje? Spytał 
-nie moge spać. To...to wszystko wrociło. Powiedzialam. 
-spokojnie jestem przy tobie. Powiedział i przyciągnoł mnie do siebie. Wtuliłam sie w niego. Samo poczucie ze jest ze mną oraz jego zapach uspokoiły mnie i nawet nie wiem kiedy zasnełam. 





----------------------------------------------
NIESPODZIANKA !!!!
rozdział dodaje dziś, ale to znaczy że w sobotę rozdziału może nie być, ale postaram się dodać go także w sobotę. Ale niestety nie gwarantuje.....
to chyba tyle. Do zobaczenia i miłej reszty tygodnia życzę wam wszystkim :**

sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 34


                                                                       *5mies. Później
Cała sie trzęse i jak zaraz nie zemdleje to będzie cud. Amy układa mi wlosy i już mnie pomalowała.
-Nikki coś Ci jest ? Spytała
-zaraz bede miła zawał a ty sie pytasz? Powiedziałam
-nie denerwoj sie. To nie jest takie straszne. Zaraz Ci przejdzie. Powiedziała
-nie. Zaraz to ja zemdleje. Uśmiechnełam sie.
-spokojnie masz jeszcze 1 godzine. Powiedziała
-godzine???!!!! Wystraszyłam sie
-nie panikoj. Spokojnie. Wdech,wydech,wdech i wydech. Mówiła
-Amy! Prosze Cie. Powiedziałam
-przepraszam. Powiedziała
-a właśnie gdzie Marina? Spytałam
-z mamą. Powiedziała. Ja sie tylko uśmiechnełam. Zaraz mnie nerwy od środka rozniosą. W życiu się tak nie stresowałam jak dzisiaj. Masakra jakaś.
Nawet nie wiem kiedy już musiałam zejść. W między czasie była u mnie Karen z Marinką. Kobieta jest świetna ale wydaje mi się że coś ukrywa. Ale pewnie mi się zdaje bo jestem troszke przewrażliwiona na tym punkcie.
-i co gotowa? Spytał Jack. To właśnie on poprowadzi mnie do ołtarza.
-chyba tak. PowiedPowiedział śmiechem.
- spokojnie bedzie dobrze. Powiedział
-wiem Jack. Wiem. Powiedziałam. Idąc widziałam tylko to co przed mną. Byłam tak zestersowana że nie mogłam ruszyć głową. Gdy podeszliśmy pod ołtarz Jack mnie póścił. Uśmiechnoł sie. Odszedł.
Moją rękę wzioł Nath i podeszliśmy bliżej ołtarza. Ksiądz zaczoł mówić. Szczerze to ja nawet nie wiem co. Ogarnełam sie odpiero przed przysięgą. Po przysiedze znowu coś tam gadał. Zawsze myślałam że ślub to to coś a tu nawet nie wiem co gadał ksiądz. W tym dniu brakuje mi mamy. Wiem że mineło już dużo czasu. Ale to nadal boli. Nie! Stop! Przestań! To jest wyjątkowy dzień! Nie myśl o tym!!! Przyszedł czas n życzenia. Większość osub byla z rodziny Nathan'a. Ale oczywiście nie zapomnieliśmy zaprosić Diny i babci. Gdy podeszedł do mnie ojciec Nathan'a. Ciarki przeszły mi po plecach.
-ostrzegałem Cie. Szepnoł mi do ucha i odszedł. Zamarłam ale nie na długo ponieważ zaraz po tym zobaczyłam babcie.
-moja kochana malutka wnusia. Powiedziała i mnie przytuliła.
- a ty masz o nią dbać. Pokazała palcem na Nathan'a. Ja się uśmiechnełam.
-wiem o tym. Powiedział uśmiechając sie.
-a gdzie moja prawnusia? Spytała.
-a gdzieś z mamą chodzi. Powiedział Nathan. -pójde po nią. Powiedział i poszedł.
-no no. Pwowiedziała Diana.  -a ja jeszcze pamiętam jak dziś co mi mówilaś. Powiedziała z usmiechem.
-oj tam. To bylo dawno. Powiedziałam z uśmiechem. -chidzicie usiąść. Powiedziałam prowadząc moich gości do stolika.
-już jesteśmy. Powiedział Nath.
-o jaka śliczna. Powiedziała babcia.
-teraz zapraszamy młodą pare na pierwszy taniec. Powiedziała jakiś tam z orkiestry. Poszliśmy i tańczyliśmy.
Wesele trawalo i trwało a ja już nie mam siły a jest dopiero 22. Masakra.
-Moge? Spytał ojciec Nathan'a. On uśmiechnoł sie tylko i oddał mnie w jego ręce a on sam poszedł zatańczyć z Karen.
-mówiłem Ci że robisz błąd. Powiedział
-nie rozumiem.
-od dzisiaj twoje życie zamieni sie nie do poznania. Powiedział poważnie
-mogłby pan jaśniej? Spytałam
-ryzykujesz życie swoje i dziecka. Nitk już Cie nie uratuje. Powiedział. Na co sie wystraszyłam a moje serce zaczeło bić jak oszalałe.
-przepraszam. Powiedziałam i odeszlamze spuszczoną głową by nie bylo widać łez. Idąc otarłam je i podeszłam do brata który trzymał moje maleństwo.
-daj mi ją. Powiedziałam
-już sie stęskniłaś? Spytał z udawanym
uśmiechem.
-a żebyś wiedział. Pojde ją położyć. Powiedziałam
-ja to zrobie. Wstała Ami
-dzięki za chcęci ale nie. Musze odpocząć. Pwiedziałam. Wziełam dziecko. Idąc kolejna parita łez,poleciała mi z oczu. Na szczęście bylam już w w pokoju. Po sekundzie poczulam że ktoś dotyka mnie w tali. Gwaltownie sie odwruciłam.
-wystraszyłem Cie ? Za mną stał Nath
-troszke. Powiedziałam
- co sie stało! Dlaczego płaczesz!!? Spytał - to ze szczęścia. Powiedziałam
-nie. To nie są łzy szczęścia. Co sie stało mi możesz powiedzieć. Mowił
-Nathan ni.....
-mów! Powiedział. Nie miałam wyjścia i opowiedziałam mężowi wszystko. Jak to dziwnie brzmi. Mąż. Moj mąż.
- On kurwa oszalał ! Zdenerwował sie Nath.
-spokojnie. Jutro z nim pogadasz. A po za tym to twoj ojciec. Powiedziałam.
-ojciec sie tak nie zachowuje. Powiedział podenerwowany.
-ale coś w tym jest. Powiedziałam - czy ty mi powiedziałeś wszystko? Spytałam niepewnie
-czy ty sugerujesz że ja Cie okłamałem ?! Spytał podenerwowany
-Nathan! Ja sie tylko pytam. Powiedziałam
-to może było pomyśleć jeszcze kilka godzin temu ! Krzyknoł
-Nathan! Idioto! Kocham Cie ze względu na wszystko! Powiedziałam kładąc dłonie na jego policzkach. Kładąc lekki pocałunek na jego ustach.
-przepraszam. Szepnoł
-a was gdzie wcieło ??! Do pokoju wszedł Jack -tort czeka. Powiedział

                                                                    *2tyg później

Sidzimy na sofie z Nathan'em a razej leżymy,znaczy on leży a ja sie opieram o niego.  Jack biega za Marco. Mały już tak zasuwa że chłopaki śmieją sie że bedzie lekkoatletą.  A nasza Marina  ledwie co siedzi. A Amy rozmawia przez telefon z moją teściową.
-Głodny jestem. Powiedział Nath
-jak zwykle. Powiedziałam przewracając karteke książki.
-ide może znajde coś w lodówce. Powiedział
-to mozesz iść zobaczyć czy  mała śpi. Powiedziałam i wróciłam do czytania.  Chłopak poszedł po schodach. Po chwili przyszedł przyniusł mi telefon.
-ktoś dzwonił do Ciebie chyba z pietnaście razy.  Wziełam telefon. Odblokowałam. Numer który dzwonił wydał mi sie bardzo znajomy. Odłożyłam telefon na stolik obok.
-kto dzwonił? Spytał sie.
-nitk ważny. Powiedziałam -Marinka śpi? Dodałam
-tak śpi. Powiedział i usiadł obok mnie.
-głodny byłeś. Powiedziałam wracając do lektury.
-byłem. I nadal jestem. Ale mam ochote na ...yyyy....na Ciebie mam ochote. Powiedział i zaczoł mnie całować.
-Nathan! Przestań !! Na tarasie jest moj brat! Piszczałam i uderzałam go książką.
-no i co ? Teraz to ty jesteś moja i Jackowi nic do tego. Powiedział z uśmiechem. Na szczęście moj telefon zaczoł dzwonić.
-halo? Odezwałam sie z uśmiechem
-cześć Nikki. Tytaj Emma. Powiedziała na co mój uśmiech od razu żrzedł.
-cześć. Powiedziałam oschle
-słuchaj, wiem że nie odzywałam sie bardzo długo. Wiem że wyjechałaś. Ale bardzo dużo listwów przychodzi na twoj dawny adres i nikt nie płaci za media i chyba komornik i policja tam była. Powiedziała
-nie rozumiem. Powiedziałam
-czy mogłabyś przyjechać. Po za tym  jak tam u Ciebie? Spytała
- jeżeli chodzi o przyjazd to przyjade. Powiedziałam
-to sie ciesze. Moze spotkałybyśmy sie. Spytała
-no wiesz co że nie wiem czy dam rade bo teraz mam dużo obowiązków i wogule. Powiedziałam
-kto dzwoni? Szepnoł Nath. Ja tylko pokiwałam tylko głową i rozmawiałam dalej.
-jasne rozumiem. To do zobaczenia. Pa. Powiedziała i sie rozłączyła. Aha super teraz nagle sobie o mnie przypomniała ? Po tak długim czasie ? Jeszcze ta nasza ostatnia razmowa na pogrzebie.
-kochanie? Spytał Nathan
-tak!?
-kto to był ? Spytał
-stara znajona. Nitk ważny. Powiedziałam
-napewno? Dopytywał
-napewno. Tylko musze jechać do....mojego dawnego domu. Powiedziałam
-do B........
- tak. Powiedziałam
-dlaczgo? Spytał. Zaczełam mu wszystko tlumaczyć. Chłopak powiedzial ze mną pojedzie. Ja nie wiem jakbym sobie poradziała bez niego. 





----------------------------------------------------------------------------
Wróciłam :D
wiec jak mówiłam że rozdział będzie opóźniony tak jest. Przepraszam za błędy ale rozdział  pisany dzisiaj, ponieważ po tym weselu nie mogę się ogarną A na dodatek 21 czerwca mam zawody i te treningi :\\\\ Właśnie wróciłam z jednego z nich i umieram i muszę się szybko umyć i uciekam do cioci :( A co do rozdziału przepraszam że nie opisywałam wesela ale jak mówiłam rozdział pisałam dzisiaj i chciałam sie pośpieszyć.
To tyle.
Komutujcie, obserwujcie i do następnego :*   
Ps. Dziękuje za przekroczenie 3tyś :******************

sobota, 30 maja 2015

Rozdział 33

Bardzo mnie ciekawi co ten Nathuś wymyślił. I bardzo mnie dziwi i intryguje ojciec Nathan'a. Czyżby sie dowiedział czym zajmował sie Nath? Mam tyle pytań i zero odpowiedzi. 
-zapraszam. Powiedział Nathan. Moim oczą ukazał sie pięknie nakryty stół i poczułam bardzo smakowicie pachnące danie. -postarałeś sie. Powiedziałam z uśmiechem - a to jeszcze nie koniec. Powiedział puszczając mi oczko. -siadasz obok mnie. Powiedział i wzioł mnie za rękę. -Nath a co Ci chodzi? Spytałam -zobaczysz. Powiedział -co tak pięknie pachnie? Ze schodów zeszła pani Karen - o kurcze!!!! Krzyknoł Nath i pobiegł do kuchni. Po chwili wrocił z pięknie wyglądającym daniem. -co to jest? Spytała z ciekawością Amy.-coś dobrego. Powiedział.Siedzimy przy stole i rozmawiamy o wszystkim. Nawet Nathan i jego ojciec rozmawiają w miare normalnie. Cały czas Nathan trzyma mnie za reke, pocalował mnie. Mina Jack'a była bezcenna i mam nadzieje że sie zoriętkwał o co chodzi. -dobra. Teraz mam niespodzianke. Powiedział. Wstał. Wyszedł. -ty wiesz o co mu chodzi? Spytał Jack-nie mam zielonego pojecia tez mnie to ciekawi. Powiedziałam. Na co Amy szeroko sie uśmiechneła. Po chwili wrócił Nathan z wielkim bukitem róż. Podszedł do mnie. Klęknoł. Wtf??????-Nikki, od pewnego czasu sie tak zastanwiam sie i nawet nie wiem jak zacząć żeby nie zabrzmiało glupio.-Nath? -Nicole Diaz czy nie zechciałabyś spędzić ze mną reszte życia?Nath wyją prześliczny pierścionek.  na co Jack zaczoł sie śmiać. -Jack! Walnełam go w glowe Amy. Na co ja i Nath sie usmiechneliśmy. -tak! Jasne! Powiedziałam. Łzy poleciały mi po policzku. -nie płacz. Powiedział -już nie. Powiedziałam ocierając łzy i bardzo mocno przytuliłam chłopaka. Chwile poźniej rodzinka zaczeła nam gratulowač. Gdy podszedł do mnie Jack. Przytulił mnie. Szepnoł.-wiedziałem. Na co spojzałam na niego. -Amy mi powiedziała. Powidział z usmiechem i odszedł. No nie ! Jej to ja juz nic nie powiem. Poszedł do mnie Nathan. Ja sie uśmiechnełam. N-teraz trzaba planować ślub. Powiedziała Karen. - to juz ja sie tym zajmę. Powiedział. On mnie coraz bardziej intryguje. -no a my co tak stoimy. Trzeba to oblać.  Powiedział mój brat pijak. I poszedł. Po chwili przyniusł butelke wodki, oraz wino. Nathan poszedł po kieliszki. Po kilku butelkach cała trójka była strasznie pijana. Jest w pół dwunastej a toważystwo newet nie zamierza sie zebrać. Ja już usypiam, Amy siedzi z Marco a Karen poszła już sie położyć.  Gdy Nathan chciał wstać tak sie zachwiał ze omało co sie wywalił. -ale sie ochlałem. Zaczoł sie śmiać. Ok. On o własnych siłach do pokoju nie dojdzie. -Nath, chodź. Pojdziemy razem. Powiedziałam.-tak! Z tobą nawet na koniec świata. Powiedział-to bardzo sie ciesze. Ale chodz. Powiedziałam. Na co chłopak wstał. Wchodzenie po schodach było jak wspinaie sie na szyt góry. Po dotarciu do pokoju chłopak usiadł. -chodź tu do mnie. Powiedział -Nathan. Musze iść do Marinki. Powiedziałam-jest z tamtymi. Chodz tu do mnie. Powiedział i pociągnoł mnie na łóżko. -Nathan! -śpisz dzisiaj ze mną. Powiedział i złapał mnie w tali. Nawet nie prostowałam bo wiedziałam ze zaraz usnie. Nie ukrywam miałam ochote puścić pawia od zapchu alkocholu. Zaraz ja sie tymi "oparami" opije. Po jakiś 15min chłopak usnoł. I to całe szczęście. Uwolniłam sie od chłopaka, przykryłam go kocem i po cichu wyszłam. Na dole siedziała tylko Amy a Marco jadł- już sie zebrali? Sytałam podchodząc do dziecka.-już chyba nareszcie. Przecież mi Marco obudzili. Powiedziała. -uu...czyli sobie tutaj jeszcze posiedzisz. Powiedziałam i wziełam dziecko.-a ty idz juz spać. Bo znając życie Nathan jak sie obudzi to przyjdzie do Ciebie. Powiedziała.-no dobranoc. Powiedzialam i poszlam do siebie.Nie spie od 6 ponieważ moje małe kochanie sie obudziło. Gdy spowrotem usneła szybko sie ogarnełam i zeszłam na dół. Na dole byłam sama. Więc postanowiłam umyć butelki Marinki.Zaczełam sprzątać salon po wczorajszej kolacji. Nathan sie postarał. Ale nadal martwie sie tą jego wczorajszą rozmową.Posprzątałam cały salon gdy miałam brać obrus ze stoły zauważyłam komurke Nathan'a. Zbyt mnie ciekawiło żeby zostwić telefon. Niestety wszystkie wiadomości były usunięte. A jego kontakty były jakieś dziwne. Np "łysy, suchy...." nic po imieniu ani nazwisku. Nawet znalazłam numer Ariany, Jay'a i...........taty...Wszystkie wspomnienia wróciły. Wszystko od A do Z. Miałam wrazenie ze ktos mną stoi. Gwałownie sie odwruciłam a za mną stał zmasakrowany Nath. -hej skarbie. Powiedział. Oby sie nie skapnoł-hej. Żyjesz? Spytałam-jest cos do picia. Spytał-nie wiem. Idz sprawdz. Powiedziałam a on poszedł. Szybko odłożyłam telefon na miejsce. Chłopak nawet nie zauważył że mam jego telefon w ręce. Wziełam to co miałam wziąść i poszłam do chłopaka.-jak sie czujesz? Spytałam -jakby mnie tir przejechał. Wybełkotoł-bardzo sie wczoraj wydurniłem?? Spytał-nie. Dlaczego? Spytałam-bo nie pamiętam, nic od kąt wypiliśmy jedną butelke. -nie wydurniałeś sie. Tylko troche trudno było cie oddciągnąć od stołu. Powiedziałam -to dobrze. A gdzie Marina? Spytał-jezus Maria! Krzyknełam i pobiegłam jak najszybciej pobiegłam do pokoju. Na śmierć zapomniałam o niej. Gdy weszłam do pokoju. Malutka bawiła sie nóżkami. -hej kochanie. Wziełam maleństwo. I zaczełam ją prebierać. Cały czas mówiąc do niej. Po kilku minutch zeszłam z nią do Nathan'a. -czemu tak uciekłaś? Spytał Nathan-przez to sprzątanie zapimniałam że Marinka śpi. Na co Nath zaczoł sie śmiać.-tobie dziecko powierzyć. Śmiał sie.-tak? Taki mądry jesteś? Spytałam - to teraz ty sie masz szanse wykazać. Dałam dziecko Nathan'owi. I chciałam odejść,ale stwierdziłam że on na kacu i mlutkie dziecko to nie najlepsze porównanie. Wiec zostałam i zaczełam robić małej mleko. -Misiek?spytał Nathan-hm?? Odwruciłam sie z strone chłopaka-to kiedy ślub? Spytał-nie wiem ty wybierz. Powiedziałam chłopakowi. -ja sie na tym nie znam. -a ja tym bardziej. Uśmiechnełam sie.-ale ja chce twoją propozycje. Powiedział.-a ja twoją. Powiedziałam -ale jak ja powiem to sie nie zgodzisz. Powiedział -zgodze sie na wszystko. Powiedziałam-ok. Tylko zeby pozniej pretęsji nie było. Powiedział-dobra. Powiedział-dobra. Za pół roku. Powiedział -yyyy.....no dobara. Powiedziałam 




-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej :)
od razu przepraszam za błędy ale kompletnie nie mam czasu poprawiać.Też mówię że za tydzień albo rozdziału nie będzie albo będzie bardzo opóźniony,ponieważ mam ślub brata i kompletnie nie będę miała głowy do pisania. Więc bardzo was przepraszam :*****************
to chyba tyle, więc zapraszam do komentowania. 
Do zobaczenia papa :*****************

sobota, 23 maja 2015

Rozdział 32

Obudziłam sie około 9:00 nawet może troche wcześnie. Nie spałam całą noc, ponieważ Marinka nie spała. Wiec byłam strasznie niewyspana. Wstałam. Marinka spała więc szybo poszłam wziąść prysznic. Po lekkim ogarnięciu sie zeszłam do kuchni. Amy robiła kanapki.
-hej. Powiedziałam
-hej. Odpowiedziała -jade do sklepu za jekieś pół godziny. Nie pojechałabuś ze mną. Spytała
-nie no jasne. Tylko bede musiała powiedzieć Nathan'owi żeby na Marine uważał. Powiedziałam
- to idz go obudź bo jeszcze śpi. Powiwdziała
-dobrze. Od razu zajrze do małej i sie ogarne. Powiedziałam i poszłam do siebie by zobaczyć czy Miarinka śpi. Tylko weszłam do pokoju mała sie obudziała. Więc wziełam ją na ręce i poszłam do pokoju Nathan'a. Chłopak spał w najlepsze. Delikatnie siadłam obok śpiącego chłopaka. Nachyliłam sie i dałam mu buziaka w policzek. Lekko zdezoriętowany Nathan obudził sie i od razu się uśmiechnoł.
-jaką ja mam świetną pobudkę,dzisiaj. Powiedział z uśmiechem.
- no to bardzo sie cieszemy z tego powodu. A teraz wstawaj bo ja zaraz z Amy do sklepu jedziemy i musisz sie Marinką zająć. Powiedziałam. Na co spokrzał sie na mnie ze zdziwieniem.
-no co ? Wstawaj! Powiedziałam
-coś za coś. Powiedział
-aha...ciekawe co ? Spytałam
-daj buziaka. Powiedział z uśmiechem. Pokiwałam lekko głową i pocałowałam chłopaka.
- masz ją. Ja musze sie jeszcze ogarnąć. Powiedziałam i dałam dziecko chłopakowi. -dla mnie możesz i tak jechać. Powiedział -daj spokuj. Powiedziałam i wyszlam z pokoju chłopaka. Pomalowałam sie,przebrałam i zeszłam na dół. Na dole była tylko Amy.
-a gdzie reszta? Spytałam
-Jack z Marco na tarasie, a Nath jeszcze nie zszedł. Powiedziała
-to ja jeszcze skocze zobaczyć co on robi z tym moim dzieckiem. Powiedziałam z uśmiechem.
-to leć. Ja jeszcze sie pomaluje. Powiedziała. Amy weszła do łazięki, a ja weszłam do pokoju chlopaka. Moim oczom ukazał sie śpiący Nath i machającą nóżkami Marinke.
-Nath. Szturchełam chłopaka. On obudził sie przestraszony.
-chyba usnołem. Powiedział dezoriętowany.
-chyba tak. Powiedziałam z uśmiechem.
-już wstaje. Powiedział i wstał.
-a ja już jade, więc nie śpij już. Powiedziałam i wyszłam nie zwracjąc uwagi na chłopaka.
-to jedziemy? Spytała
-jedziemy. Powiedziałam. Jadąc do sklepu całą droge Amy mówiła mi jakby fajnie byłoby gdynym była z Nathan'em.
-Amy prosze Cie. Powiedziałam
- no co ? Ja mówie tylko co myśle. Powiedziała.
- No bo ty i Nath naprawde pasujecie do siebie. Dodała
-Amy błagam Cie nie podpuszczaj mnie. Bo poźniej bede załować tego co powiem.
-aha. Czyli coś......ty i Nathan. Powiedziała śmiejąc sie.
-Amy!
-no mow ja nic nie powiem nikomu. Powiedziała
-nie podpuszczaj! Powiedziałam
-no prosze. Mi nie powiesz?
-no dobra! Ja i Nathan spotykamy sie. Pasuje? Powiedziałam
-aaaa!! Serio? Jejku nawet nie wiesz jak ja sie ciesze! Powiedziała.
-dobrze,dobrze, ale Jack'owi nic nie mów! Ok ? Spytałam
-no dobrze. Odopwiedziała. Chwile potem weszłyśmy do sklepu.

*oczami Nathan'a

Dziewczyny pojechały jakieś pół godziny temu. A Jack już może sie pochwalić rozwalona ręką. Idiota chciał skręcić chodzik dla Marco i podchnoł sie o pudło które sam postawił na środku tarasu i sie wywalił na śrubokręt ktory wbił mu sie w rekę. Pół domu krwią zalał, to teraz musi sprzątać. Ja mu nie pomoge, bo karmie Marine. On ma szczęście że Marco śpi. Na całe szczęście rodzice mają przyjechać za jakieś 4godziny. Więc jest dobrze. Gdy tylko Jack skończył sprzątać zadzwonił dzwonek. Czyli pewnie dziewczyny wróciły ze sklepu i zapomniały kluczy. Więc musiałem podejść do drzwi. Bardzo dziwnie otwiera sie drzwi z dzieckiem na rękach.
-czemu tak.........Co ???
- cześć mamo.powiedziałem
-cześć Nath. Powiedziała przyglądając sie małej.
-yyy....wejdź. Powiedziałem
-gdzie tata ? Spytałem
-w samochodzie. Zaraz przyjdzie. Powiedziała
-a teraz wytłumacz mi co ta za dziecko. Powiedziała -to jest twoja wnuczka. Powiedziałem pewnie. Mamy mina była bezcenna.
-ale mówiłeś że.... Powiedziała
-wiem co mowiłem. Powiedziałem
-skączmy temat. Dodałem
-dobrze. A gdzie dziewczyny? Spytała
-dziewczyny w sklepie. Powiedziałem
-cześć synu. Wszedł do domu ojciec
-co ta za dziecko? Spytał ze zdziwniem
-to jest nasza wnuczka. Powiedziała mama
-słucham? Spytał
-tak. To jest wasza wnuczka Marina. Powiedziałem
-jezu! Synu! Gratulacje! Powiedział klepiąc mnie w ramie.
-dzień dobry! Z tarasu wszedł Jack.
-cześć Jack. Powiedział ojciec.
-cześć. Powiedziała mama.
-to ja zadzwonie do dziewczyn że przyjachaliście. Powiedział. Posadził Marco w chodziku. Już złożonym chodziku. -zerknijcie na niego. Powiedział i poszedł. -mieliście przyjechać za cztery godziny. Powiedziałem
-tak wiemy, ale dach nam przecieka bo u sąsiada nad nami pękła rura i nam mieszkanie zaloło. Czy możemy zostać u was przez te kilka dni ? Spytała mama
-no tak. Jasne. Powiedziałem.
-a co ci się stało ? Spytała mama.
-z kumplem sie pobiłem. Powiedziałem tak jakby prawde.
-Nathan...... Masz dziewczyne i dziecko i jeszcze ci głupoty w głowie. Powiedziała mama.
-daj już spokuj. Powiedziałem. Mama tylko pokiwała głową i dołączyła do Marco.
-dlaczego nic nie mówiłeś że ojcem jesteś.? Spytał po cichu ojciec
-chcieliśmy z Nikki zrobić wam niespodzianke Powiedziałem.
-Dziewczyny już wracają. Wszedł Jack.

*oczmi Nikki

Jezu rodziece Amy i Nathan'a rodzice już przyjechali. Przecież mieli być znacznie później.
-Ciekwe co ja ugotuje na szybko? Marudzi Amy.
-pomoge Ci. Spokojnie. Zrobimy Leczo. Powiedziałam
-no w sumie.
-spokojnie. Powiedziałam
-łatwo Ci mówić. Powiedziała
-ja mam gorzej bo dowiedzieli sie o Marinie.
-i zaraz będą pytania kiedy ślub. Powiedziała ze śmiechem
-hahah dokładnie. -ale Jackowi nic nie.... -nic mam nie mówić. Powiedziała
-dokładnie. Dodałam
-to idziemy. Powiedziała
-niestety. Powiedziałam. Wziełyśmy zakupy i weszlyśmy do domu.
-cześć. Pierwsza weszła Amy. Ja tuż za nią.
-dzień dobry. Powiedziałam i weszłam do kuchni. Po wypakowaniu wszystkich zakupów. Poszłyśmy do salonu. Nathan woził w wozku małą a na sofie siedziała reszta "rodzinki".
-siadaj ja sie nią zajme. Powiedziałam do Nathan'a. Chłopak odszedł.
-zajecie coś ?spytała Amy.
-nie chcemy robić kłopotu. Powiedziała Mama Sykes'a
- nie robicie. Powiedziała i poszła do kuchni.
-pomogę Ci. Powiedział Jack. Więc zostałam z Nathan'em i jego rodzicami
-to kiedy ślub ? Spytała Mama Sykes'a.
-co ? Spytał Nathan
-no jezeli jest dziecko to musi być ślub. Mam madzieje że nie bedziecie żyli bez ślubu. Powiedziała
-co ? Nie ! Poprostu ostatnio nie mamy czasu, nawet o tym myśleć. Powiedział
-prawda kochanie? Spytał
-tak. Dokładnie. Powiedziałam
- to kiedy ? Spytał jego ojciec
- tato daj spokój. Jeszcze nic nie planujejmy. Powiedział Nath.
-dobra. Powiedział. Mała zaczeła sie wiercić, wiec musiałam szybko iść do kuchni żeby zrobić jej jeść.
-Nath, popatrz na nią ja jej butelkę przyniose. Powiedziałam chłopakowi. Na co uśmiechnoł sie i podszedł do wózka.
-dobrze. Powiedział. Ja poszłam do kuchni, gdzie Amy i Jack zamiast robić jedzenie to nie szczędzili sobie czsu z czułościami.
-mhhhhm............ Oparłam sie o futrynę. - Nikki, a co ty tu robisz ? Spytał Jack
-nie przeszkadajcie sobie. Zaśmialam sie
- ja za minutke uciekam. Powiedziałam
- zabawne siostra, bardzo zabawne. Powiedział Jack.
-ja uciekam. A wy sobie nie przeszkadajcie. Powiedziałam z usmiechem na co Amy sie uśmiechneła, zaraz po tym usłyszeliśmy krzyki z salonu, znaczy kłutnie. Spojrzeliśmy sie na siebie i postanowiliśmy pojść tam.

----------------------------------
Hej :-)
To już kolejny rozdział :)
Notki pod rozdziałem nie bedzie. Ponieważ nie mam co napisać.
Pozdrowienia dla wszystkich i do następnego :-****

sobota, 16 maja 2015

Rozdział 31

Że co ?????!!!!!! Nathan Sykes, ten Nathan Sykes. Spytał sie mnie czy ja nie chce być jego dziewczyną ! Jejku! Ten Nathan którego znałam z przed wypadku nigdy by tego nie zrobił.
-Nikki? Spojrzał sie na mnie zza kierownicy.
-tak. Znaczy zgadzam sie. Powiedziałam z uśmiechem -serio ? Spytał
-tak ! Głuptasie. Powiedziałam
-kocham Cie. Powiedział zatrzymując samochód i odwracając sie do mnie.
-ja Ciebie też. Powiedzialam i pocałowałam chłopaka. Tylko oddaliłam sie od chłopaka Marinka sie obudziła i popatrzyła sie na nas. Na co się zaśmialiśmy.
- no widzisz nawet nasza córka sie cieszy. Powiedział Nathan z uśmiechem.
-haha ale nawet nie zapłakała. Powiedziałam
- no nawet. Ale musimy wracać do domu,bo Jack i Amy czekają. Powiedział. Całą droge rozmawialiśmy. Ody dwoje stwierdziliśmy że narazie nic nie powiemy Jack'owi i Amy. -no to teraz tak wyczekiwana niespodzianka. Powiedział Jack
-pokaż ! Gdzie? Oglądałam sie po domu.
-daj mi Marine, najpierw. Powiedział Nathan -ja wole ją wziąćś żebyś jej nic nie zrobiła. Powiedział Nathan z uśmiechem
-zabawne,Nathan, bardzo zabawne. Powiedziałam
-ale i tak ją daj. Powiedział i grzecznie oddałam mu dziecko.
-od kiedy ty go tak słuchasz ? Spytał Jakck
-jest jej ojcem? Jest. To dlaczgo ja mam sie tylko się Marinką zajmować. Powiedziałam bratu. Na co Sykes sie uśmiechnoł.
-chyba że tak. Powiedział Jack
-ale moze byśmy poszli już na górę nie sądzisz Jack. Powiedział Nath
-a tak jasne. Zamkniesz oczy jak ci powiem ok ? Spytał Jack
-ok. Ale moge wiedzieć o co wam chodzi? Spytałam wchodząc po schodach.
-zaraz sama zobaczysz. Powiedziała Amy. -zamknij oczy. Powiedział Jack. Na co pośłuchałam grzecznie chłopaka. I zamknełam oczy.
-a jak sie potchnę o coś i sie wywale? Spytałam
-spokojnie trzymam Cię. Powiedział Jack. -mam taką nadzieje. Powiedziałam
-zatrzymaj sie. Powiedział. Posłuchałam i stanełam.
-jak Ci powiem otworzysz oczy. Dodał. Po chwili
-otwórz oczy. Powiedział. Powoli otworzyłam oczy. Ukazał mi sie mój pokój. Ale inny. Kolor ścian był nieziemski czarno-różowy. Białe meble, łóżeczko z baldachmem, dwu osobowe łóżko, na ścianie szfka wisząca z miśkami i siążeczkami. Poprostu raj na ziemi !
- JEZU CHŁOPAKI! TO JEST......NIESAMOWITE!!!! DZIĘKUJE WAM! Bardzo moco przytuliłam brata, później Amy, następnie podeszłam do Nathan'a i powiedziałam
- dziękuje. Miałam ochote go bardzo mocno przytulić i pocałować, ale nie mogłam. Żeby nie wydał sie nasz malutki sekrecik. Wziełam malutką.
- patrz kochnie, jaką nam rodzinka niespodzinkę zrobiła. Niestety mała spała. Więc nadarmo moje gadnie.
-to teraz mamy jeszcze jedną sprawe. Powiedział Nathan
-jaką? Spytałam kładąc Marinke w łóżeczku.
-trzeba powiedzieć rodzicą że mają wnuczke. Powiedział
-to juz ty im powiesz. Powiedziałam i odeszłam.
- a właśnie że nie. Powiedział
-co? Spytałam
-powiemy razem. Powiedział
-no chyba nie. Powiedziałam chłopakowi z uśmiechem
-tak. I sie nie kłuć bo małą obudzisz. Powiedział
-o ty ! Powiedziałam lekko szturchając go w ramie. On tylko się uśmiechnoł.
-nie wiem jak wy ale ja bym coś zjadł. Powiedział Jack
-no racja. Ja też. Powiedziałam do brata -to może pizza? Zaproponował Jack.
-ok. Odpowiedział Nathan -to Amy zamuwisz? Spytał
-dobrze. Mam czas dopuki Marco śpi. Powiedziała i poszła.
- To ja pojade po tą pizze. Powiedział Jack - ja moge jechać. zadeklarował sie Nathan.
-chce Ci sie? Spytał
-mam jedną sprawe do załatwienia, więc moge i po pizze podjechać. Powiedział. Na co spojżałam sie na niego pytającym wzrokiem.
-ale nie wiadomo kiedy wrócisz. Powiedział Jack.
- a ja jestem głodny. Dodał
-to ja już jade i bede za godzine bede  z pizza. Powiedział
-Dobra streszczaj sie. Powiedział Jack i Nathan wyszedł.
-jak zaraz nie wróci to go zabije bo z głodu padam. Marudził Jack.
- nie marudź już. Odezwała sie Amy. Ja tylko sie uśmiechnełam.
-jest jakieś piwko w domu ? Spytał
- nie ma. Odpowiedziała
- dlaczego mi nie mówisz? To ja do Nathan'a dzwonie. Powiedział i poszedł. Jakieś 10 min Nathan'a nie ma a Jack już nie wyrabia. Kręci sie i marudzi. Przez to jego marudzenie obudziła sie Mariana. Ona tak jeszcze nie płakała. Szybko pobiegłam do pokoju. Wziełam ją. Myślałam że jest glodna ale nic z tego. W pieluszcze też nic. A Marina nadal płacze. Przepraszam ona nie płacze ona sie drze.
-dlaczego ona tak płacze? Spytał sie Jack. -jakbym wiedziała to bym Ci powiedziała.
-ciiiiii.....bojałam malutką a ona cały czas płacze. Nie wiem co sie dzieje i to jest najgorsze.
-skarbie co Ci jest? Mówie sama do siebie. Nathan'a nie ma już około półtorej godziny. Jack dzwoni do niego a on nie odbiera. A co najlepsze mała wciąż płacze. Mnie już wszystko boli. Amy i Jalc też ją nosili i nic. Nadal płacz.
-co sie tu dzieje? Do domu wszedł Nathan z pizza i zakupami i........
-Nathan co Ci sie stało? Spytałam
-nie ważne. Dlaczego ona tak płacze ? Spytał
-nie mam pojęcia. Płacze tak odkąd pojechałeś. Powiedziałam
-daj mi ją. Powiedział. Oddałam Marine w jego ręce, na co po dosłownie chwili sie uspokoiła.
-ale jak ? Spytał sie Jack
-daj juz spokuj. Głody byłeś. Odezwała sie Amy.
- musiała sie stęskić za tobą . powiedziała Amy. Na co chłopak sie lekko uśmiechnoł.
-a teraz mów co Ci się stało. Powiedzialam -poszarpałem sie z takim jednym. Powiedział
-poszarpaleś sie? To mi wygląda na bójke a nie szapranie sie. Powiedziałam
-oj niech Ci będzie. Powiedział
-daj ją a ty idz sie prebrać. Powiedziała Amy. - Nikki to chyba ma już dość. Zarzartowała.
-powiecmy. Powiedziałam z uśmiechem.
-zajmiecie się ją chwilke ? Ja zrobie sobie herbate. Spytałam
-tak. Jase. Taką ślicznotką z radością. Powiedziała Amy. Ja uśmiechnełam sie i wyszłam do kuchni. Naprawde mam dość tego wszystkiego. Nathan obiecuje że nie będzie sie bił i w żadne różne takie sprawy, a tu nagle przychodzi cały poobijany. Martwie sie o niego. Jeszcze Marina cały czas płacze jak tylko Nathan'a dłużej nie ma.
-nad czym tak myślisz ? Zza drzwi pojawił sie Nathan.
-nad nami. Powiedziałam
-a co ja zrobiłem. Zrobił smutną minkę.
-obiecałeś mi coś. Powiwdziałam odwracakąc sie do chłopaka.
- bardzo cie przepraszam. Ale musiałem. Sprowokowali mnie. Zaczoł sie tłumaczyć. -dobrze. Ale obiecaj że woęcej tego nie zrobisz. Powiedziałam do niego.
-obiecuje. Powiedział na co go przytuliłam.
-ale nic Ci nie jest? Spytałam
-nic. Tylko kilka zadrapań, siniaków. Powiedział
-i.... Rozcięty łók brwiowy. Powiedziałam -oj tam. To nic takiego. Powiedział
- mam nadzieje. Powiedziałam
-chodz juz do nich. Bo zaraz mam całą pizze. Powiedział
-to chodzimy. Powiedziałam i poszliśmy. W salonie juz czekali na nas Amy. Jack i dzieci. Marinka leżała spokojnie na na sofie, obok siedział Jakck jedzący kawałek pizzy a Amy chodziła z Marco. Postawiłam herbate.
-jedz. Podsuwa mi Jakc podełko z pizza.
- widzisz juz nie płacze. Powiedziała Amy. -tak. I bardzo dobrze. Ja nie mam pojecia dlaczego ona tak płakała. Powiedziałam biorąc kawałek pizzy.
-Nathan, przyprowadzisz wozek? Spytałam chłopaka. Na co wstał i przyprowadził wozek. Położyłam Marinke w wozku i zaczełam ją wozić w przud i w tył i tak cały czas.
-ja ją powoże. Zadelkarował sie Nathan. -jest jeszcze jasno na dworze wiec pojde z nią na dwor. Powiedział
-czekaj pojde z tobą. Powiedział Jack
-to weś Marco. Powiedziała Amy. Na co chłopak bez niczego wzioł chłopczyka.
-to zostałyśmy same. Powiedziała
-na to wygląda. Powiedziałam z uśmiechem -a czy ty i Nathan wy coś ten,no ?spytała -chodzi Ci czy sie spotykamy? Nie nic oprucz Marinki nie łączy. Powiedziałam zdecydowanie. -napewno ? Spytała
- napewno. Powiedziłam
-a już myślałam, że bedziecie razem. Powiedziała ze smutną miną.
- ale i tak wiem że będziecie razem. Zaśmiała sie.
-ale ja nic nie mówie. Powiedziałam z uśmiechem. Gadamy z Amy o wszystkim. Ale ona co chwile znowu zaczyna drążyć temat mnie i Nathan'a. Bardzo chciałabym jej powiedzieć, ale nie dowie sie razem z Jackiem.
-Nikki powiec mi szczerze, podoba Cie sie Nath ? Spytała
-yyy....no.....Na całe szczęście nie skończyłam bo zadzwonił telefon Amy wiec dziewczyna odebrała. Po chwili wróciła.
-rodzice stwierdzili że przyjadą jutro, bo sie za wnuczkiem stęsknili. Powiedziała
-to super. Powiedziałam z miną skazańca. - to ja sie za sprzątanie biore. Powiedziała
-pomoge Ci. Powiedziałam
-ty lepiej idź zobacz gdzie wcieło tych dwuch baranów. Bo nam dzieci przeziębią. Powiedziała.
- tak racja. Powiedziałam. Wziełam telefon i wyszłam. Napisałam Nathan' owi sms'a. Nie czekałam długo na odpowiedz ponieważ chłopak odpisał że są na polanie. Czyli jakieś kilka min drogi od domu. Więc ruszyłam w strone chłopaków. Nie długo po tem byłam juz przy nich.
-no czemu nie wracacie? Spyrałam
-no mieliśmy taki zamiar. Mówił Jack
- Nathan twoi rodzice przyjeżdzają jutro. Powiedziałam chłopakowi. Chyba nie bardzo ucieszył sie z tego powodu.
-zajebiście. Mruknoł. Ja tylko lekko sie uśmiechnełam.
-pasują wam te wózki. Zaśmiałam sie.
-no ba. Powiedział Jack.
-Ale ja to musze przyspieszyć bo Marco sie budzi. I zaraz bedzie płacz bo bedzie głodny. Powiedział i poszedł.
-no myślałem że już nie pojdzie. Wyszeptał Nathan
-nie bądź wredny. Powiedziałam
-wcale nie jestem. Poprostu mam oche Cie pocałować. Powiedział i zaczoł sie zbiżać do mnie.
-zaczekaj chwile niech odejdzie. Powiedziałam. A Nathan jak Nathan nie. Bo przecież sekunda to dla niego wieczność. I mnie pocałował nie zastanawiając sie odwzajemniłam pocałunek.

------------------------------------
Hej, hej
Mam tu dla was kolejny rozdział :) jak wam sie podoba ?
A teraz tak i innej beczki. Jeżeli ktoś znajdzie mnie na jakim kolwiek portalu społecznościowym, piszczcie bedzie mi bardzo miło.
Do zobacznienia :*